Niu Lai podbija chińskie kina. Animacja rodem z Gothica 1 niespodziewanie rzuciła wyzwanie Odysei

Mikołaj Lipkowski, 19 sierpnia 2026

Miał być obiektem drwin, a stał się jednym z największych kinowych fenomenów tego lata w Chinach. Niu Lai, skromna animacja wyśmiewana za toporną grafikę i osobliwą fabułę, zamieniła internetowy hejt w milionowe wpływy. Co więcej, produkcja zaczęła rywalizować w chińskich kinach z Odyseją Christophera Nolana.

Kino zna już niejeden przypadek filmu, który okazał się tak zły, że aż dobry. Niu Lai zdaje się jednak podążać jeszcze bardziej absurdalną ścieżką. Chińska animacja, która początkowo praktycznie nie miała znaczenia na lokalnym rynku, została najpierw wyśmiana przez widzów, a następnie za sprawą mediów społecznościowych stała się viralem. I choć trudno jednoznacznie stwierdzić, ilu widzów rzeczywiście pokochało film, a ilu kupiło bilet wyłącznie z ciekawości, efekt jest imponujący.

Niu Lai miało być kinową katastrofą

Niu Lai, znane również pod angielskim tytułem Here Comes The Cow, to animacja wyreżyserowana przez Xin Yumenga. Za produkcję odpowiada Dalian Jingyuan Culture Film and Television Media – firma, która wcześniej zajmowała się między innymi projektowaniem wnętrz i dekoracją.

Już sam wygląd filmu szybko zwrócił uwagę chińskich internautów. Animacji zarzucano toporność, sztywną pracę postaci i efekty wizualne dalekie od standardów, do których przyzwyczaiły publiczność największe studia. Krytyka dotknęła również aktorstwa głosowego oraz historii, która dla części odbiorców okazała się równie osobliwa jak oprawa wizualna. Fabuła koncentruje się na nowo narodzonym cielaku, który dorasta i próbuje zrozumieć między innymi miłość oraz poświęcenie. Nie jest to więc typowa wysokobudżetowa animacja nastawiona na widowiskowość. Początkowo wszystko wskazywało na to, że Niu Lai szybko zniknie z kin. Pierwsze wyniki były wręcz katastrofalne.

Z kilku tysięcy juanów do milionów

Według danych platformy Maoyan w ciągu pierwszych dziesięciu dni od premiery, która odbyła się 5 sierpnia, film zarobił zaledwie około 10 tysięcy juanów, czyli równowartość około 1,3 tys. euro. W niektóre dni wpływy wynosiły zaledwie około 200 juanów.

Wtedy wydarzyło się coś, czego twórcy prawdopodobnie się nie spodziewali. Niu Lai zaczął żyć własnym życiem w chińskich mediach społecznościowych. Fragmenty animacji zaczęły krążyć po sieci, a widzowie masowo komentowali jej osobliwy wygląd. Część osób zachęcała innych do seansów właśnie dlatego, że chciała przekonać się na własne oczy, jak bardzo nietypowa jest produkcja. Inni zaczęli natomiast bronić jej prymitywnej stylistyki.

Efekt? Wpływy gwałtownie wzrosły najpierw do 8,2 mln juanów, a następnie całkowity wynik kasowy filmu osiągnął około 17,1 mln juanów, czyli ponad 2 mln euro. Produkcja znalazła się tym samym w pierwszej dziesiątce najbardziej dochodowych chińskich animacji 2026 roku.

Viral kontra Odyseja Christophera Nolana

Najbardziej absurdalnym elementem tej historii jest fakt, że Niu Lai zaczęło być zestawiane z Odyseją Christophera Nolana.

Film hollywoodzkiego reżysera wszedł do chińskich kin 14 sierpnia, a więc niedługo po premierze animacji Xin Yumenga. Odyseja jest jednym z najbardziej wyczekiwanych widowisk roku, podczas gdy Niu Lai jeszcze chwilę wcześniej wydawało się produkcją skazaną na zapomnienie.

W przypadku chińskiej animacji trudno jednak mówić o klasycznej rywalizacji dwóch wysokobudżetowych produkcji. Jej fenomen opiera się przede wszystkim na viralowym charakterze. Widzowie chodzą do kina zarówno po to, aby dobrze się bawić, jak i z czystej ciekawości. Internetowy żart przełożył się natomiast na realne pieniądze.

Co ciekawe, część publiczności zaczęła postrzegać Niu Lai jako swoistą przeciwwagę dla coraz bardziej perfekcyjnych produkcji generowanych lub wspomaganych przez sztuczną inteligencję. Niedopracowana, ręcznie tworzona stylistyka stała się dla niektórych widzów jej największym atutem.

Więcej informacji na Movies Room:

Chińskie kina zwiększają liczbę seansów

Rosnąca popularność filmu sprawiła jednak, że kina zaczęły dodawać kolejne seanse. To z kolei jeszcze bardziej napędziło zainteresowanie produkcją.

Nie wszystkim się to podoba. Państwowy Beijing News ostrzegał, że kina mogą stracić zaufanie widzów, jeśli będą zwiększać liczbę pokazów filmów, które – zdaniem redakcji – nie spełniają odpowiednich standardów. Gazeta apelowała, aby kina pełniły funkcję swoistych strażników jakości repertuaru.

Trudno jednak odmówić Niu Lai jednego: film dokonał czegoś, czego prawdopodobnie nie zakładał jego twórca. Z produkcji, która początkowo zarabiała grosze i była obiektem internetowych żartów, wyrósł niespodziewany kinowy hit. Czy widzowie śmieją się z filmu, czy razem z nim, pozostaje kwestią otwartą. W obu przypadkach kasa kinowa mówi jednak jasno: Niu Lai właśnie dostało swoje pięć minut.


Źródło: euronews.com / ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe 

Przeczytaj więcej
Mikołaj Lipkowski
Mikołaj Lipkowski Redaktor prowadzący dział Newsy

Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80. Lubi wrestling.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬