Absolute Batman tom 1 – Zoo – recenzja komiksu
Każde tworzone przez dziesięciolecia uniwersum potrzebuje odświeżenia, reinterpretacji czy wreszcie zwykłej zabawy formą.
Na miejscu PlayStation zadbało o odpowiednią otoczkę. Czekała na mnie specjalnie zaaranżowana przestrzeń inspirowana lokacjami z gry, a przede wszystkim możliwość spędzenia około dwóch godzin z padem w rękach. Zagrałem w trzy różne fragmenty, dzięki czemu mogłem sprawdzić walkę, eksplorację, trochę fabuły i starcie z bossem. I od razu najważniejsze: to naprawdę nie jest Spider-Man z pazurami.

Jeśli już miałbym Marvel’s Wolverine do czegoś porównać, znacznie szybciej wskazałbym God of War niż poprzednie gry Insomniac. Logan jest cięższy, brutalniejszy i znacznie mniej elegancki w walce niż Peter Parker. Nie obezwładnia przeciwników i nie przykleja ich grzecznie do ściany. Robi z nimi dokładnie to, czego można spodziewać się po człowieku z sześcioma ostrzami wystającymi z dłoni.
Brutalność jest zresztą jedną z największych zalet gry. Wolverine świetnie sprawdza się jako slasher. Walka jest szybka, mięsista i daje sporo satysfakcji. Są uniki, parowanie, efektowne finishery i oczywiście charakterystyczny dla Logana gniew. Wraz z kolejnymi atakami napełniamy pasek furii, który pozwala zrobić z przeciwnikami jeszcze większą demolkę. Właśnie ten system, ciężar postaci i nacisk na bezpośrednią walkę najbardziej kojarzyły mi się z God of War.
Dobrze wypada również rozwój bohatera. Zdobywamy nowe umiejętności, rozwijamy techniki i stopniowo poszerzamy arsenał możliwości. Po dwóch godzinach trudno oczywiście powiedzieć, czy system nie zacznie z czasem nużyć, ale pierwsze wrażenie jest bardzo dobre.

Technicznie trudno mi się do czegoś przyczepić. Gra wygląda rewelacyjnie. Modele postaci, animacje, otoczenie i efekty podczas walki prezentują poziom, którego można oczekiwać od jednej z najważniejszych premier PlayStation. Podczas mojego grania nie zauważyłem też problemów z płynnością czy irytujących spadków klatek. Posiadacze PS5 Pro powinny być zadowoleni!
Miałem za to problem z samym Loganem. Jestem wielkim fanem Wolverine’a w interpretacji Hugh Jackmana i przez lata tak mocno przyzwyczaiłem się do jego wersji tej postaci, że nie byłem szczególnie entuzjastycznie nastawiony do zupełnie nowej twarzy. Liam McIntyre, znany przede wszystkim ze „Spartacusa”, zwyczajnie mnie wcześniej nie przekonywał. Po tych dwóch godzinach muszę jednak oddać mu sprawiedliwość. Jest odpowiednio szorstki, wkurzony i fizyczny. Dość szybko przestałem porównywać go w głowie z Jackmanem, a to chyba najlepszy komplement, jaki mogę mu w tym momencie wystawić.
Aktorsko wszystkich zjada jednak Troy Baker jako Nathaniel Essex. Baker, którego gracze znają chociażby jako Joela z The Last of Us czy Higgsa z Death Stranding, po raz kolejny pokazuje swoją klasę. Jego Essex bardzo szybko przyciąga uwagę i mam wrażenie, że może być jedną z najciekawszych postaci całej historii.
Storytelling interesował mnie przed pokazem najbardziej i tutaj nie jestem jeszcze w stu procentach przekonany. Trudno jednak oceniać całą historię na podstawie trzech wyrwanych z niej fragmentów. W tym świecie nie funkcjonuje jeszcze znana nam drużyna X-Men. Logan związany jest natomiast z Team X, w którym znajdują się między innymi Mystique i Sabretooth, a relacje pomiędzy bohaterami już po krótkim czasie wydają się jednym z ciekawszych elementów gry.
Sam Logan cierpi na amnezję i stopniowo odzyskuje fragmenty swojej przeszłości. Insomniac wykorzystuje to również w gameplayu poprzez Nightmare Doors, czyli opcjonalne przejścia prowadzące do jego wspomnień i koszmarów. Możemy je ominąć albo wejść do środka, zaliczyć wyzwanie i dowiedzieć się czegoś więcej o przeszłości bohatera. Bardzo podoba mi się ten pomysł. Najbardziej zaintrygowała mnie jednak relacja Logana z Jean Grey. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale po tym, co zobaczyłem, zdecydowanie chcę wiedzieć, w którą stronę twórcy ją poprowadzą.

Marvel’s Wolverine jest znacznie bardziej liniowy niż Spider-Man i to dobra wiadomość. Insomniac może dzięki temu lepiej kontrolować tempo i narrację, zamiast zasypywać mapę dziesiątkami znaczników. Nie oznacza to jednak biegania wyłącznie od punktu A do B. Możemy zejść z głównej ścieżki, znaleźć skrzynie, butelki whisky czy zaglądać do wspomnianych Nightmare Doors.
Do tego dochodzą kostiumy inspirowane różnymi wcieleniami Wolverine’a z komiksów, filmów i innych mediów popkultury. Dla fanów postaci to świetny dodatek.

Na plus zapisuję również poziom trudności. Starcie z bossem, które miałem okazję rozegrać, nie było wyłącznie efektowną sekwencją do przeklikania. Kilka razy dostałem solidnie po głowie i właśnie tak powinno być. Wolverine może regenerować rany i być chodzącym czołgiem, ale nie chciałbym, żeby oznaczało to bezmyślne wciskanie dwóch przycisków przez całą grę.
Po dwóch godzinach nie będę oczywiście ogłaszał Marvel’s Wolverine arcydziełem. Insomniac samo zawiesiło sobie poprzeczkę bardzo wysoko Spider-Manami i nadal mam pytania przede wszystkim o historię oraz to, czy system walki pozostanie równie satysfakcjonujący przez całą przygodę. Gdybym jednak miał ocenić wyłącznie to, w co zagrałem w Berlinie, dałbym 8/10.
Co ważniejsze, po pokazie mam na Wolverine’a zdecydowanie większy hype niż przed nim. I piszę to jako ktoś, kto uwielbiał Spider-Many Insomniac, a Wolverine’a przez lata utożsamiał przede wszystkim z Hugh Jackmanem. Nowy Logan musiał mnie do siebie przekonać i pierwszą rundę zdecydowanie wygrał. Teraz pozostaje pytanie, czy pełna wersja dowiezie równie mocno.
Każde tworzone przez dziesięciolecia uniwersum potrzebuje odświeżenia, reinterpretacji czy wreszcie zwykłej zabawy formą.