Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Hit Man – recenzja filmu. Pyszne filmowe ciasto

Autor: Adam Kudyba
21 maja 2024
Hit Man – recenzja filmu. Pyszne filmowe ciasto

Richard Linklater dał światu m.in. słynną Before Trilogy,  Boyhood, Szkołę rocka – dzieła powszechnie znane i lubiane. Niniejsze tytuły w filmografii reżysera od piątku uzupełnia komedia o człowieku niby przeciętnym, którego nieprzeciętny fach wpędza w wielopoziomowe kłopoty. Przed Wami – Hit Man.

Gary Johnson (Glen Powell) na codzień wydaje się być archetypem nudziarza – pracuje jako wykładowca filozofii, ubiera się w niewyróżniający sposób, a jego współlokatorami są dwa koty. Poza akademickim powołaniem główny bohater dorabia sobie jako policyjny techniczny. Sprawy (oczywiście) się komplikują, gdy Gary musi zastąpić kolegę w roli tzw. „fałszywego płatnego zabójcy”, którego policja podstawia, żeby wydobyć od potencjalnych zleceniodawców szczegóły. Zaczyna się w to wkręcać, jednak na jego drodze staje Madison (Adria Arjona), chcąca pozbawić życia męża-tyrana.

Hit Man jest o tyle wartościowy, że mistrzowsko łączy rozrywkę z przemyceniem w niej świetnej historii, zdolnej do zaangażowania emocjonalnie widza. Uspokajam – ten film nie jest napuszoną moralną rozprawą (choć może pasowałoby to do filozoficznej profesji Gary’ego). Motyw wielu twarzy jest tutaj ograny znakomicie, a wierzy się w niego głównie dzięki temu, w jaki sposób Linklater i Powell (odpowiedzialny również za scenariusz) napisali bohatera. Gary z pasją mówi to o czym wie, zdając sobie jednocześnie sprawę, że chciałby trochę więcej – od siebie i życia. Choć początkowo z dystansem podchodzi do zastępstwa w roli fejkowego hitmana, odkrywa w sobie oryginalny talent, który, choć przyniesie mu kłopoty, stanie się też polem do rozwoju i spełnienia naszego bohatera. Dla widza zaś otwiera się okno do refleksji na temat masek, jakie my – jako ludzie – zakładamy w zależności od tego, jak chcemy być widziani w konkretnych sytuacjach i przez konkretnych ludzi.

Kibicujemy Gary'emu, bo go po prostu lubimy. Linklater nie tworzy historii o pięknie wolności nowego życia – jego bohater przyjmuje na siebie sporo zalet tej sytuacji, ale także piętrzące się problemy, w tym – a jakże – romantyczna relacja. Ta na ekranie wygląda bardzo szczerze, wiarygodnie, jest bowiem, podobnie jak cały film pełna zwrotów, testujących nie tylko uczucie Gary’ego i Maddy, ale też umysł widza. Film nie zarzuca twistami co minutę, jest napisany na tyle inteligentnie, że daje widzowi zarówno czas na poznanie postaci, jak i wkręcenie się w akcję. Tej nie brakuje – reżyser wkłada w Hit Mana różne gatunki: policyjne kino akcji, romans, komedię. Na każdym polu odnosi sukces.

Nie tylko jednak on. Największym wygranym tego filmu jest bezapelacyjnie Glen Powell. Aktor, nazwany już w mediach Carym Grantem XXI wieku, ponownie potwierdza swój gigantyczny talent. Występ w Hit Manie może być dla niego przełomowy, ponieważ dotychczas dostawał role raczej zbliżone charakterami – przystojniak o dobrym sercu i szelmowskim uśmiechu. Fakt, że jest jednym z autorów scenariusza, może świadczyć o tym, że sam Powell chciał w końcu wyjść z dotychczas przypisanego mu klucza.

Jeśli tak, udało mu się to w stu procentach. Doskonale idzie mu granie faceta, który...też musi grać. Przed sobą, przed ludźmi z którymi wchodzi w interakcje, a co najbardziej męczące – przed swoim obiektem westchnień. W tej roli Adria Arjona, portorykańska aktorka, która ostatnio była światełkiem nadziei w mizernym Morbiusie. Tutaj wypada świetnie, zarówno jako samodzielna postać żony chcącej zlikwidować terroryzującego ją męża, ale także w elektryzującym i pełnym chemii duecie z Powellem. Poza nią na drugim planie świetnie wypadają też Austin Amelio jako podejrzany glina oraz Evan Holtzman w roli męża Maddy.

W idealnym świecie ten film mógłby zwrócić uwagę Akademii – przede wszystkim dzięki fenomenalnej, świeżej kreacji Glena Powella, przewrotnemu i kreatywnemu scenariuszowi (scena z telefonem w finale to mistrzostwo), świetnie łączącemu humor i rozrywkę z mądrze rozpisaną intrygą. Tego się jednak nie spodziewam, więc pozostaje mi się rozkoszować tym pysznym, filmowym ciastem (zapamiętajcie ten motyw), jakie zapodał nam Linklater. Wam też to radzę.

Zobacz inne recenzje na łamach Movies Room:

Adam Kudyba

Dziennikarz

Dziennikarz filmowy, który uwielbia kino gatunkowe. Od ckliwych komedii po niszowe horrory. W redakcji Movies Room odpowiedzialny za recenzje oraz rankingi.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.