Moon Knight tom 3 – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 20 lipca 2026

W poprzednich tomach Moon Knight zrobił ze swej służby większy użytek. Zamiast znów działać wyłącznie heroicznie, otworzył Misję Midnight, placówkę socjalną, mającą za zadanie pomóc zagubionym nocnym markom. Jed MacKay konsekwentnie idzie swoją drogą. Może ona wydawać się prostsza w stosunku do spojrzenia Lemire’a czy Bendisa, ale gdy trzeba, autor potrafi wejść w głębsze wątki. Moon Knight tom 3 to punkt zwrotny w jego runie, który warto poznać.

Strona komiksu Moon Knight tom 3

Moon Knight w swej karierze pokonał już dwóch łotrów o ksywce Czarne Widmo. Najwidoczniej tożsamość ta jest na tyle chodliwa, że skusił się na nią kolejny straceniec. Tym razem Spector może liczyć jeszcze na swój zespół, choć jest jeden poważny mankament dotyczący jego boskiego patrona. Khonshu wciąż tkwi uwięziony w Asgardzie i moce kolejnego wskrzeszenia swego awatara są zablokowane. A wszyscy wiedzą, że Spector to ryzykant i szaleniec, który rzuca się w wir przemocy nie bacząc na potencjalny zgon. Co gorsza, tym razem Czarne Widmo to też zawodnik poważniejszy niż jego poprzednicy.

Strona komiksu Moon Knight tom 3

Strona komiksu Moon Knight tom 3

Obok głównej historii dostajemy miniserię Miasto umarłych. Tu na fotelu scenarzysty zasiada David Pepose, łączący kryminał z porwanym dzieciakiem w tle z widowiskową mistyką. Pojawiają się bogowie egipskiego panteonu, a sam Księżycowy Rycerz rusza do krainy Duat, gdzie spotyka dawną ukochaną. Historia ta nawiązuje do serialu z Oscarem Isaacsem, ale scenarzysta nie pozwala sobie na nadmierną nim inspirację. Miłe zwieńczenie tomu, pozwalające odetchnąć od tego, co w finale nawywijał MacKay.

MacKay stawia na styl uliczny, doładowany mitologią w stylu Marvela. Sam Khonshu przebywa wszak w więzieniu u Asgardczyków, a pozostałe przejawy egipskich wierzeń mają w sobie więcej peleryniarstwa niż odniesień do oryginalnych mitów. Dobrze to współgra ze stylem działania bohatera, który zdaje się być zawieszony między byciem typowym street level hero a boskim pupilkiem. MacKay nie bez powodu dał nam Hunter’s Moona, który nabiera z każdym zeszytem kolorytu.

Strona komiksu Moon Knight tom 3

Ciekawie wizualnie prezentuje się kraina Duat, a zwłaszcza jej założenia. Otóż ulega ona przeobrażeniom pod wpływem emocji odwiedzającego. Daje to duże możliwości rysownikom i ci skrupulatnie je wykorzystują. Pojawiają się nawiązania do przeszłości Pięści Khonshu, dające kolejny pretekst, by nadać mitologicznej krainie marvelowskiego super-blichtru. Poza tym dostajemy to, co poprzednio. Cappuccio i pozostali mają ciekawy pomysł na księżycowość Moon Knighta i między innymi dzięki temu run MacKaya wart jest poznania.

Moon Knight tom 3 kończy się potężnym zwrotem akcji i czekam, co MacKay wymyśli dalej. Lubię jego spojrzenie na Pięść Khonshu. Bardziej co prawda uliczno-heroiczne, niż zagłębiające się w meandry umysłu bohatera, ale przy tym nieidące w typowe kolorowe superhero. Moon Knight może nie jest Punisherem, ale jego kodeks dopuszcza wysłanie przeciwników na drugą stronę, a niestabilność psychiczna pozwala autorowi na ciekawe twisty fabularne i sporą dawkę mordobicia. Wiele księżyców upłynie niestety do premiery kolejnego tomu, bowiem Egmont nie zapowiedział go na ten rok. Ale warto czekać, a i może jakimś cudem znów na ekranie zobaczymy do tego czasu Oscara Isaacsa?


Tytuł oryginalny: Moon Knight Vol.5: The Last Days of Moon Knight, Moon Knight: City of the Dead
Scenariusz: Jed MacKay, David Pepose
Rysunki:   Alessandro Cappuccio, Marcelo Ferreira, Federico Sabbatini, Alessandro Vitti
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 312
Ocena: 75/100   

 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬