Komiksowy rok 2019 – podsumowuje Tomasz Drozdowski

Co roku planuję zrobić zestawienie najlepszych komiksów i tradycyjnie tego nie robię. Tym razem postanowiłem napisać coś więcej, niż tylko tradycyjny ranking i postawiłem na formę, która wspomina kilka kwestii wartych podkreślenia. Oto jak rok 2019 wyglądał w krajowym komiksowie:

Król Lemire

Nie trzeba wnikliwie śledzić rodzimego rynku komiksowego, by zauważyć, że Jeff Lemire zarówno w roku 2019, jak i poprzednim, cieszył się szczególną uwagą wydawnictw i czytelników. Czy kanadyjski autor faktycznie jest tak dobry, iż zasługiwał, aby w każdym miesiącu premierę miała choć jedna pozycja z jego bibliografii? Na pewno dzieła jak Green Arrow, Podwodny spawacz czy Gideon Falls to klejnoty w jego koronie. Niestety nie wszystko było złotem i zdarzały się tombakowe rozczarowania. Bloodshot spotkał się z pomrukami niezadowolenia (choć nie z mojej strony), a Extraordinary X-Men mogło być czymś znacznie lepszym, patrząc choćby na udanego Staruszka Logana z tego samego uniwersum. Jeśli ktoś liczy na odpoczynek od autora, niech porzuci wszelką nadzieję. Moon Knight, Roughneck czy kolejne tomy Bloodshota to na pewno nie jedyne jego komiksy, które ukażą się w niedalekiej przyszłości.

Cichy koniec Wielkich Kolekcji

Do boomu na rynku komiksowym przyczyniły się między innymi prasowe kolekcje, których przedstawiciele goszczą chyba na półce każdego komiksiarza. Dwie z nich zakończyły swe żywota w ubiegłym roku. Wielka Kolekcja Komiksów Marvela i Wielka Kolekcja Komiksów DC finalnie zamknęły się kolejno na stu siedemdziesięciu i osiemdziesięciu tomach. Część z pozycji była genialnymi komiksami, czasami nawet wydawanymi ponownie przez innych wydawców. Oczywiście inna partia to komiksy poniżej przeciętnej, które odbierały miejsce pozycjom naprawdę godnym obecności w takim formacie wydawniczym. Nie obyło się bez wpadek wydawniczych. Marvel Knight’s SpiderMan czy Czarna Pantera Ta-Nehisiego Coatsa nie doczekały się kontynuacji i urywały się w kluczowych momentach. Że nie wspomnę o rozpoczęciu danego runu i poprzestaniu na tym, choć tu wychodzi na wierzch specyfika ograniczonych ilością tomów periodycznych wydań. Wciąż na rynku wydawana jest kolekcja Superbohaterowie Marvela, lecz słuch po tej poświęconej Pajęczakowi niestety zaginął. Czy to oznaka kryzysu na rynku komiksowym? Raczej tego, że mamy więcej innych, ciekawszych pozycji, nie tylko ze stajni dwójki wielkich wydawców i nie tylko o ludziach w pelerynach. W czasie wydawania kolekcji od Hachette i Eaglemoss narodziło się kilka dobrze dziś prosperujących wydawnictw, które poszerzyły znacznie ofertę i jeśli prasowa kolekcja komiksów ma rację bytu, to tylko oferując coś, co złapie i masowego czytelnika i kogoś spragnionego niezwykłości.

And the winner is…

Pierwotnie chciałem napisać ranking zbierający najlepsze komiksy roku 2019. Opisywanie kolejnych tytułów byłoby jednak skrótową powtórką z recenzji, więc tylko piątka moich ulubieńców zawiera krótkie uzasadnienia. Znajdują się w nim te komiksy, które wystartowały w ubiegłym roku, bez kontynuacji tych mających premierę w 2018 (więc The Goon czy Transmetropolitan odpadają). Ranking jest subiektywny i mocno wybiórczy, składający się z pozycji, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Bo czyż ślad w sercu, jaki po sobie zostawia sztuka, nie jest najważniejszym wyznacznikiem jej jakości?

Vision

Vision – tytułowy bohater co prawda miał już kiedyś żonę i dzieci, ale nie była to zbyt udana familia. Tym razem Avenger zrobił sobie bliskich i zamieszkał z nimi na przedmieściach Waszyngtonu. Połączenie rodzinnych tajemnic, usilne próby naśladowania zwyczajnych obywateli i problemy na linii relacji człowiek-maszyna sprawiają, że jest to jedna z najlepszych i najbardziej oryginalnych pozycji Marvela, nie tylko ostatniej dekady. Tom King kpi z sennego życia średniej klasy, pokazuje, do czego zdolny jest (prawie) człowiek w obliczu ostateczności i co się dzieje, gdy robisz coś wbrew opinii środowiska. Życie to tylko sen….


Frankenstein żyje! żyje!

Frankenstein żyje, żyje! – świeże, a przy tym nie depczące klasyki dzieło grozy, pokazujące popkulturową legendę z ludzkiej, emocjonalnej strony. Autorzy poruszają motyw człowieczeństwa, poczucia winy i odnalezienia własnej drogi. Wszystko przedstawione w kresce niezapomnianego Berniego Wrightsona, tak mrocznie smutnej i refleksyjnej. Do tego doczekaliśmy się wydania z okładką Przemysława Truścińskiego, która świetnie komponowała się z planszami wyżej wspomnianego.


Doom Patrol

Doom Patrol – uwielbiam absurd, groteskę i surrealizm. Zwłaszcza, gdy goszczą one na kartach komiksów z herosami. Złotym standardem dziwaczności w tym gatunku jest Doom Patrol, zwłaszcza ten pióra Granta Morrisona. Przyznam, że komiks ten jest niełatwy w odbiorze, niekiedy wręcz wymaga pewnego dystansu. Nie wyklucza to jednak tego, że można przy nim się nieźle bawić. Superbohaterowie nigdy nie zaliczali się do postaci realistycznych, a członkowie Doom Patrolu to jeszcze większa niedorzeczność. Acz czasami poprzez opary nonsensu przebłyskiwały pewne prawdy…


Niezwyciężony

Niezwyciężony – warto dać szansę młodym wydawcom. Niezwyciężony Rafała Mikołajczyka to świetny dowód na to, że ludzie z pasją potrafią wydać prawdziwe arcydzieło i nie potrzebują wcale do tego ogromnego zaplecza. Komiks zachowuje ducha prozy Lema, wnosząc przy tym autorski sznyt. Przekłada klasykę polskiego SF na powieść graficzną najwyższych lotów, która jak najprędzej powinna pojawić się za granicami Rzeczypospolitej, biorąc zwłaszcza pod uwagę, że Lem jest tak ceniony. Dużo dla pozytywnego odbioru zrobił też fakt, że osoby z Booki wykazali się ogromnym szacunkiem dla klienta i w Niezwyciężonym zaoferowali coś więcej, niż komiksowego ubersztosa. Koszulki, wrysy czy fenomenalny PR sprawiły, że omawiany komiks był najbardziej oczekiwaną przeze mnie pozycją ubiegłego roku. Liczę na dalsze kroki wydawnictwa Booka.


Rita

Rita – pozostajemy przy polskich dziełach. Daniel Odija i Wojciech Stefaniec stworzyli dystopijny świat Bardo, będący niedaleką przyszłością, bliską realiom cyberpunku. Technologia nie jest tu jednak tak neonowa i futurystyczna, a bliżej jej do takiej, co ogłupia, zabija i niszczy środowisko. Rita jest drugim z zapowiedzianej tetralogii tomem i podobnie jak poprzedni album, powala na deski już po pierwszych kilku stronach. Jestem przekonany, że kolejny tom cyklu również zagości w rocznym podsumowaniu.


Gideon Falls

Gideon Falls – jeśli miałbym wskazać pozycję, która pokazuje, że Lemire potrafi pisać solidne, autorskie komiksy, niebędące przy tym obyczajówkami w stylu Royal City czy Łasucha, to Gideon Falls byłoby na pierwszym miejscu. Na wydanie tej serii czekałem z ogromną nadzieją i Mucha Comics ją dość prędko spełniła. Oto dwóch kompletnie różnych mężczyzn trafia na ślad złowrogiej Czarnej Stodoły. Budynku, który zdaje się istnieć poza czasem i przestrzenią, a jego obecność doprowadza do serii brutalnych i gwałtownych zmian. Oprócz demonicznej nieruchomości, pozornie łączy ich jedynie tytułowe miasto. Z zeszytu na zeszyt sprawy się zapętlają – dosłownie i w przenośni. Tytaniczną pracę w uzyskaniu odpowiedniego klimatu wykonuje tu Andrea Sorrentino, moim zdaniem jeden z najciekawszych współczesnych ilustratorów.


Spider-Man by Todd McFarlane

Spider-Man by Todd McFarlane – lubię Spider-Mana i jeśli miałbym wskazać herosa mojego dzieciństwa, to bez wątpienia byłby nim właśnie on. Za najlepszy okres w jego wieloletniej karierze uznaję ten, w którym stery nad jego przygodami przejął twórca Spawna. Todd McFarlane nie obdarł go z pozytywnego, prostego heroizmu, przy dodaniu sporej warstwy mroku, tworząc miksturę spider-komiksu idealnego. Był to dobry okres przed klonami, aferą z Gwen Stacy i Osbornem czy podmianką Octaviusa. Że tak powiem po nosaczowemu – kiedyś to było…


Batman: Biały Rycerz

Batman: Biały Rycerz – abstrahując od głównego nurtu fabularnego, „niezależne” tytuły z Batmanem są jednymi z najlepszych z jego biografii. Zwłaszcza te, w których autor tworzy coś więcej niż pojedynczą opowieść. Sean Gordon Murphy przenosi nas do świata, w którym Jokerowi udaje się uwolnić od swego obłędu. Zamiast bladego szaleńca o sardonicznym uśmiechu pojawia się wyważony, niezwykle inteligentny człowiek, punktujący swego odwiecznego rywala w bolesny sposób, przejmując jego miasto bez rozlewu krwi. Tytuł ten doczekał się kontynuacji i spin-offów, podobnie, jak niegdyś miało to miejsce z Powrotem Mrocznego Rycerza. W tym przypadku uniwersum Murphy’ego może być czymś, co przejdzie do legendy.


Criminal

Criminal – Ed Brubaker to twórca zasłużony między innymi dla świata Marvela, jednak znany jest przede wszystkim z soczystych kryminałów. I moim skromnym zdaniem jest najlepszym twórcą w tym gatunku, przebijają nawet samego Franka Millera. Criminal to jego sztandarowa seria, współtworzona z Seanem Phillipsem. Autorzy tworzą swój własny świat, łączący w sobie wiele gałęzi gatunku kryminału. Znalazło się tu miejsce zarówno na klasyczne noir, jak i na bardziej sensacyjne klimaty. Brubaker i Phillips zachowują wszystkie najlepsze cechy Sin City i 100 naboi, przy tym dokładając swoją niepowtarzalną stylistyką


Liga Niezwykłych Dżentelmenów

Liga Niezwykłych Dżentelmenów tom 4: Burza – Alan Moore od lat przekracza kolejne bariery w swoich komiksach. Burza jest ponoć jego ostatnią powieścią graficzną, ale mam nadzieję, że to nie jego ostatnie słowo. Nawet jeśli okaże się to faktem, to pisarz pożegnał się z publiką z przytupem. Na przykładzie tego tomu widać, jak ewoluowała seria. Dwa pierwsze tomy Ligi Niezwykłych Dżentelmenów były ambitnymi powieściami akcji, sowicie czerpiącymi z kultury. Aczkolwiek od Czarnych akt zaczęła się przygoda z zabawą efektami 3D, użyciem pierwszych form komiksowej ekspresji w stylu Yellow Boya, prozatorskimi uzupełnianiami fabuły, że o przełamywaniu czwartej ściany nie wspomnę. Jedno jest pewne – tak złożonej kontynuacji nie zekranizuje nikt, ku wewnętrznej radości autora.

Oczywiście to nie całe dobro, które ukazało się w roku 2019. Każde wydawnictwo mogło pochwalić się przynajmniej jednym świetnym komiksem i sporo pozycji pominąłem. Podwodny spawacz, Halo Jones!, Brom, Deadly Class czy Mity Cthulhu z pewnością warte są odnotowania. A obecny rok zapowiada się równie ciekawie – oby portfele to wytrzymały!


Rozczarowania i oczekiwania

Zacznę od największego obiektu moich jojczeń. Marvel NOW! 2.0 z pewnością nie jest tym, czego bym oczekiwał po marce reklamowanej hasłem „all-new, all-different”. Okres ten jest dość dziwaczny, nastawiony na usilnie wprowadzanie nielogicznych i często tymczasowych zmian, a wydarzenia zdają się zmierzać wyłącznie do eventów ze zmarnowanym potencjałem. Wśród wielu szklanych ozdóbek znajdą się i prawdziwe klejnoty, ale jakoś w ludzkiej naturze leży to, że bardziej odczuwamy to, co złe, lub po prostu gorsze. Nie inaczej było z DC Odrodzenie, które powoli przechodzi w okres Uniwersum DC, zdający się nieco lepszym czasem.

Czego bym sobie życzył w 2020? Ze stajni Marvela z pewnością mogłyby zawitać serie jak Immortal Hulk, Silver Surfer Black czy Daredevil Catesa. No i oczywiście Power of X/House of X, które pokazuje, że X-Men to najlepsza supergrupa Marvela. Oczywiście to kwestia czasu, ale tu wydawcy mogliby nieco popędzić z materiałem. O oczekiwane pozycje DC się nie martwię. Egmont wydaje u nas pozycje świeższe w stosunku do tych Domu Pomysłów, dokładając do tego DC Vertigo a.k.a. Black Label. Za pozostałe stajnie, jak Image, Dark Horse czy IDW wzięły się pospołu mniejsze, lecz godne szacunku wydawnictwa, jak Mucha Comics, KBOOM czy Non Stop Comics. A ci to potrafią pozytywnie zaskoczyć człowieka. Przydałoby się również kilka reedycji, choćby All-Star Supermana czy Kingdom Come. Fajnie, gdyby pojawiły się specjalne warianty okładek lub powiększone formaty rocznicowe. Co prawda zawsze wiąże się to z uszczupleniem budżetu, ale to taka namiastka cywilizowanego świata zza zachodnich granic. Najważniejsze jest jednak, aby ciągle czerpać radość z poznawania nowych powieści graficznych, odkrywając, że medium to ma obecnie przepotężny potencjał.

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?