Pierwsza krowa – recenzja filmu. Refleksyjny antywestern

Szymon Góraj, 18 sierpnia 2026

Kelly Reichardt to dość osobliwa twórczyni. Nie każdy jej projekt można nazwać sukcesem, ale na pewno konsekwentnie stara się rozwijać w wyznaczonym przez siebie kierunku – a owocem tych zmagań jest kilka naprawdę wartych uwagi perełek. Cechują się nieśpiesznym tempem, pozbawionym efekciarskich sztuczek naturalizmem i nietypowymi motywami. Jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić, czy jej wizja może poruszyć, może sprawdzić Pierwszą krowę w ramach oferty platformy Polsatu.

Pierwsza krowa dość dobrze reprezentuje warsztat Reichardt. Jednym z głównych bohaterów jest z początku podróżujący z ekipą traperów niepozorny kucharz „Cookie” Figowitz (John Magaro). Pewnego dnia trafia na imigranta z Chin (Orion Lee), zaiste nietypową personę w Oregonie XIX wieku. Od słowa do słowa, towarzysz Cookiego zmienia się we wspólnika w niekonwencjonalnym – i jednocześnie stosunkowo ryzykownym – biznesie.

kadr z filmu Pierwsza krowa

Jedno jest pewne: Pierwsza krowa to obraz nietuzinkowy, nawet jeśli zestawimy go z innymi przedstawicielami szeroko pojętego antywesternu, gdzie pole do interpretacji jest przecież szerokie. Prosty koncept został ubrany w pomysłową formę. Świeżo upieczeni partnerzy łączą siły. Jeden wykorzystuje swój kulinarny talent, drugi – przedsiębiorczość, a bazą pomysłów jest tytułowa krowa, od której nocą podkradają mleko. Tak powstaje przepis na ciastka, dość szybko stające się miejscową sensacją, prowadzącą obu mężczyzn do okolicznego fortu. Stawka rośnie, niestety wprost proporcjonalnie do potencjalnych zagrożeń.

kadr z filmu Pierwsza krowa

Reichardt nie stworzyła doniosłej, epickiej opowieści o zdobywaniu pogranicza, ale Pierwszej krowie równie daleko do szyderczej satyry. Prędzej mamy do czynienia z wyważonym, na swój sposób uroczym odbrązowieniem mitu pionierskiego z czasów, gdy amerykańskie szlaki jeszcze się formowały, stanowiąc jeden wielki multikulturowy tygiel. Magaro i Lee świetnie budują relację poprzez zdawkowe, niezobowiązujące rozmowy, co z czasem przekłada się na faktyczną więź, gdy powoli budowana intryga zaczyna wreszcie ruszać z kopyta w drugiej połowie filmu. Nieodzowna jest także postać brytyjskiego naczelnika fortu (jak zwykle bezbłędny Toby Jones), persony tak oderwanej od lokalnej rzeczywistości, że nieomal karykaturalnej – i zarazem pasującej do półdzikiej scenerii. Jego interakcje z parą bohaterów ładnie punktują stan ducha kolonistów, pozornie panujących nad sytuacją, podczas gdy rzeczywistość wprost sobie z nich dworuje (wszak w recepturze z entuzjazmem nabywanych przezeń ciastek znajduje się… mleko wykradane od jego własnego zwierzaka). A w samym centrum tytułowa krowa – można ją interpretować jako przewrotny symbol kształtującego się ówczesnego kapitalizmu, gotowego z czasem pożreć każdego, kto w porę nie wyczuje zagrożenia.

kadr z filmu Pierwsza krowa

Pierwsza krowa to jeden z tych filmów, które wbrew  powszechnym praktykom nie powinny być oglądane z telefonem w ręku. Nie do każdego trafi jego subtelność i miejscami usypiające tempo, ale zaręczam, że warto spróbować się z nim zsynchronizować. Ameryka stanu pośredniego – już nie piękne, nietknięte przez cywilizację tereny, ale i jeszcze nieurobione, pełne wszechobecnego bałaganu – została wyeksponowana z interesującej perspektywy. Pozostawiła przy tym miejsce na prostą przyjaźń dwóch kompletnie odmiennych ludzi, która nieco ociepla całość.

Film znajduje się w festiwalowej ofercie Polsat Box Go.

Przeczytaj więcej
Szymon Góraj Zastępca redaktora naczelnego

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬