Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Eric – recenzja miniserialu! Sam w Nowym Jorku

Autor: Adam Kudyba
10 czerwca 2024
Eric – recenzja miniserialu! Sam w Nowym Jorku

Mroczna amerykańska metropolia, zepsucie klasy politycznej, rosnące wskaźniki przestępczości, ponura, brudna i beznadziejna atmosfera. W takim klimacie nietrudno o ciężkie kino, rodem z Jokera czy filmów Martina Scorsese. Eric raczej nie będzie dziełem, które sięga jakością aż tak wysoko, natomiast jest pozycją, po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

Vincent Anderson (Benedict Cumberbatch) to popularny lalkarz, jedna z większych gwiazd programu dla dzieci, Good Day Sunshine. Choć jest niewątpliwym pasjonatem w swojej dziedzinie, jest również alkoholikiem, którego większość rozmów z żoną (Gaby Hoffmann) kończy się kłótnią, krzykiem, później zaś przeprosinami – i tak w kółko. Oboje wychowują 9-letniego Edgara, który w trakcie drogi do szkoły znika. Zrozpaczeni rodzice rozpoczynają poszukiwania, sam Vincent zaś wpada na dość dziwny pomysł – by sprowadzić syna do domu, ożywia Erica – kukiełkę, którą chłopak zaprojektował.

Pomimo oryginalnego konceptu, odczuwam pewien niedosyt z całkiem błahej przyczyny – dla mnie osobiście w Ericu jest...mało Erica. Potwór, który zaczyna się objawiać Vincentowi, dobrze sprawdza się jako chodzący i włochaty wyrzut sumienia. Według mnie jest go w całości serialu trochę za mało, a gdy jest, to jest trochę zbyt mało zniuansowany. Z drugiej strony wydaje się, że bohaterowi granego przez Cumberbatcha taka postać jest potrzebna jak mało komu. Choć w Vincencie widać pasję i talent, jest równocześnie aktywnym alkoholikiem, aroganckim i toksycznym człowiekiem, którego małżeństwo już od dawna znajduje się w stanie rozkładu, koledzy z pracy coraz bardziej mają go dość, ciężko także stwierdzić, że bohater jest dobrym ojcem wobec Edgara.

Eric, zatem staje się ciężkim, intensywnym i ekstremalnie ponurym kinem drogi. Drogi, która prowadzi poszukującego Vincenta do gorszych miejsc, momentów i odkryć. Główny wątek dramatyczny uzupełnia ten z udziałem detektywa Ledroita (McKinley Belcher III). Poszukujący Edgara glina ma obsesję na punkcie pewnego klubu, drąży tam, gdzie nie powinien, na dodatek jeszcze musi ukrywać swoją homoseksualność przed kolegami z pracy. Choć rozwiązanie jednego z wątków kryminalnych wydaje się dość spodziewane, to całościowo nie odbiera ono przyjemności z oglądania (choć przyznać trzeba, że gdy dowiadujemy się o losach Edgara pod koniec, nie ma w tym jakiegoś mega napięcia).

Zwłaszcza, gdy twórczynie serialu wraz z ekipą odpowiedzialną za kostiumy i scenografię tak pieczołowicie zadbały o to, żebyśmy mogli silnie odczuć wylewający się z ekranu klimat brudu, korupcji, przestępczości. Eric składa się także z wielu pobocznych historii – obok losów Andersonów i detektywa Ledroita zderzamy się też z wątkami „miasta bezdomnych” w podziemnych tunelach kolejowych, gentryfikacji, policyjnego rasizmu, układów biznesowo-politycznych, czy epidemii AIDS. Nie każdy wybrzmiewa tak, jakby mógł, ale wszystkie historie razem okazują się całkiem spójnym tworem.

Benedict Cumberbatch jest niewątpliwie magnesem w przypadku każdej produkcji, której jest częścią. Jego Vincent Anderson to bohater, do którego ciężko żywić pozytywne odczucia, zaniedbany w dzieciństwie mężczyzna, który nieprzepracowane frustracje i traumy przelał na syna. Cumberbatch jest w swojej roli fenomenalny i na tyle przekonujący, że widz kupuje każdą emocję, którą jego postać okazuje, nawet gdy coraz bardziej pogrąża się w uzależnieniu od używek, mieszającym się z desperacją w poszukiwaniu syna. Sprawdza się też jako głos tytułowego potwora. McKinley Belcher III z czasem się rozkręca jako detektyw z trudem utrzymujący swoje opanowanie, na drugim planie zacnie wypada w swojej kreacji Gaby Hoffmann jako zrozpaczona matka Edgara i coraz ciężej radząca sobie w małżeństwie z Vincentem żona.

Choć w Ericu najmocniej zawodzi sama tytułowa postać, pozostałe elementy radzą sobie bardzo dobrze. Serial jest dopieszczony wizualnie względem epoki, świetnie łączy rodzinne dramaty, brudne kino policyjne z wątkami zaangażowanymi społecznie. Wreszcie, to kolejne pole dla zapoznania się z gigantycznym talentem aktorskim Benedicta Cumberbatcha, od którego postaci (i całego serialu) nie jest łatwo się oderwać.

Więcej recenzji seriali na łamach Movies Room:

Adam Kudyba

Dziennikarz

Dziennikarz filmowy, który uwielbia kino gatunkowe. Od ckliwych komedii po niszowe horrory. W redakcji Movies Room odpowiedzialny za recenzje oraz rankingi.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.