Historia współpracy Alana Moore’a i DC Comics zasługuje na osobny tekst, jeśli nie komiks. To modelowy przykład starcia wielkiego korpo z wizjonerskim i buntowniczym artystą. Komiks-towar kontra komiks-dzieło sztuki. Zanim jednak Moore pożegnał się z DC, zdążył stworzyć nie tylko arcydzieła pokroju Strażników, ale i wiele mniej znanych historii, nieustępujących jednak artyzmem tym największym tytułom. Oto Uniwersum DC według Alana Moore’a, antologia zbierająca niewielkie gabarytowo, ale wielkie treścią dzieła maga z Northampton.

Strona komiksu Uniwersum DC według Alana Moore’a
Zacznę od tego, co najsłynniejsze. Co się stało z Człowiekiem Jutra? opowiada historię ostatnich chwil Supermana i to na lata przed faktyczną Śmiercią Supermana. Moore jest jednak przewrotny i ostateczne starcie Kal-Ela nie jest typową walką ze wszelkim złem. Pomimo dramaturgii całej sytuacji, całość opowiedziana jest w dość klasyczny sposób, daleki od strażnikowego mroku. W albumie dostajemy jeszcze inne historie z Supkiem. Jedna z nich to spotkanie ze Swamp Thingiem, gdzie bohater okazuje się nie taki super. Z kolei Dla człowieka, który ma wszystko… mogłaby stać się ciekawym elseworldem. Ale DC to nie tylko Superman, prawda? Zwłaszcza w rękach Alana Moore’a.
Pojawiają się bohaterowie jak Green Arrow, Phantom Stranger, Batman czy Zielone Latarnie. Te ostatnie są dla mnie trochę pocieszeniem za brak solowego tytułu urozmaicającego serial, a podejście Moore’a do Latarników jest szczególne. Jeśli podobnie jak ja zastanawialiście się, dlaczego do cholery Abin Sur fruwał stateczkiem, zamiast po bożemu używać do lotu pierścienia, to w Tygrysach dostaniecie odpowiedź. Przy okazji Moore dał nam odrobinę niezłego kosmicznego horroru. Jakby w opozycji stoi trzyczęściowa opowieść z Vigilante, gdzie autor serwuje uliczny kryminał w mocno punisherowym klimacie. A to tylko ta „oficjalna” część jego prac dla DC.

Strona komiksu Uniwersum DC według Alana Moore’a
Jest i rzecz spoza twardego kanonu DC, a związana z WildStorm. Wielki chłód to opowieść o końcu wszechrzeczy, napisana naprawdę w bezlitośnie chłodnym tonie. Seria Voodoo jest nasycona erotyką i okultyzmem budzącym duchy loa. Dla odmiany Bękarty Deathblowa to zagadkowe SF. Każda z opowieści to pokaz niezależności twórczej Moore’a, ale rynek komiksowy rządzi się swoimi zasadami i tytuły, które firmowane były logiem WildStorm i nazwiskiem Moore’a, w żarłoczno-kapitalistyczny sposób stały się DC Comics…
Na początku napisałem, że wojna między Alanem i DC zasługuje na znacznie szersze opracowanie, ale wspomnę jedynie, że jej ofiarami jesteśmy głównie my. Brodacz tworzy to, co chce i wydaje się zadowolony. DC traci zapewne sporo zielonych, ale nadrabia taśmowymi bzdurkami. A czytelnik? Czytelnik ma wielkie tytuły napisane dawno temu i kilka wyrywkowych historii, jak te zebrane tutaj, które nawet w swej mikro-formie pokazują ogrom talentu artysty. Jego podejście do branży komiksowej i sama branża to żywioły skrajnie przeciwstawne, by kiedykolwiek miał nadejść wielki powrót. I może gdyby był to inny artysta, w grę weszłyby szeleszczące argumenty, lecz Alan to człowiek nieprzekupny, jak przystało na prawdziwego maga.

Strona komiksu Uniwersum DC według Alana Moore’a
Antologia tych gabarytów to kocioł zbierający artystów z różnych światów. I tak Gibbons czy Janson dzielą przestrzeń z Jimem Baikiem czy Travisem Charestem. Fani klasycznych peleryn z oldschoolowym sznytem znajdą tu sporo kadrów dla siebie, ale miłośnicy nieco świeższych również będą zadowoleni. I jak na dłoni widać tu jak duch scenarzysty wpływa na styl narracji rysownika. Moore nie jest niedzielnym nudziarzem, zalepiającym swymi dziełami luki pomiędzy innymi scenarzystami. I widać to nawet w krótkich opowieściach, jak tej z Green Arrowem, gdzie łuczniczy pojedynek ma niebywale westernowy charakter.
Uniwersum DC według Alana Moore’a to coś więcej niż przekrój twórczości jednego z najwybitniejszych komiksowych scenarzystów. Pokazuje różnorodność świata DC, często daleką od mainstreamowego heroizmu i to, czym mógłby być ten świat, gdyby dano więcej swobody niezależnym artystom. To pozycja obowiązkowa fanów tego twórcy, ale też wszelkiej maści komplecistów, którzy nie będą mieli lepszej okazji zebrać krótszych dzieł Alana Moore’a w jednym tomie. Przede wszystkim to jednak solidna antologia, potrafiąca zaskoczyć nawet tymi mniej rozbudowanymi tytułami.

Okładka komiksu Uniwersum DC według Alana Moore’a
Tytuł oryginalny: DC Universe by Alan Moore
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Klaus Janson, Dave Gibbons, Joe Orlando, Jim Baikie i inni
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 464
Ocena: 85/100
Tomasz Drozdowski
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.