Joker – recenzja filmu o największym komiksowym złoczyńczy wszech czasów | Venezia76

Najbardziej oczekiwany tytuł festiwalu w Wenecji nie zawiódł. Mroczna, niepokojąca historia o pochodzeniu ikonicznego złoczyńczy z kart komiksów DC to film, który wyróżnia się na tle współczesnych filmów o superbohaterach. A Joaquin Phoenix stworzył rolę Jokera, która po latach pamiętana będzie jako kultowa.

 

Arthur Fleck (Phoenix) nie miał w życiu łatwo. Wychowywany przez samotną kobietę, ofiara przemocy domowej, pacjent szpitala psychiatrycznego w Arkham. Obecnie mieszka w obskurnym budynku z matką (Frances Conroy), która nie jest zbyt sprawna fizycznie i psychicznie. Pozbawiony figury ojca upatruje ją w telewizyjnym komiku Murray’u Franklinie (Robert De Niro powtarzający rolę z Króla komedii). Wyobraża sobie ciepłe spotkanie z gwiazdą telewizyjną w jego programie. To niejedyne złudzenie i fantazja, która prześladuje go w myślach. Arthur cierpi również na zaburzenie polegające na spontanicznych, niekontrolowanych wybuchach śmiechu. Przez otoczenie uważany jest dziwaka. Bierze garści tabletek, żeby walczyć z depresją. To dość ironiczne, bo jego robota polega na rozśmieszaniu ludzi. Pracuje dla agencji wynajmującej artystów i klaunów, którzy robią różne rzeczy: chodzą do szpitali, by zabawiać dzieci tandetnymi piosenkami, służą przy akcjach promocyjnych. W tej upokarzającej pracy sięga dna, gdy grupa nastolatków kradnie znak, którego używa jako żywy szyld reklamowy. Nie tylko zostanie skopany, ale szef każe mu zapłacić za zgubioną własność.

Zobacz również: Joker – jest finalny zwiastun!

Arthur marzy o karierze komika z prawdziwego zdarzenia. Chce być w światłach reflektorów, w centrum uwagi. Czuje, że nalży mu się sława, skoro wmawiano mu od dziecka, że istnieje to po, żeby “szerzyć radość i śmiech”. Jego zeszyt wypełniony jest potokiem myśli, niepokojącymi rysunkami i zdjęciami, a gdzieniegdzie zdarza się zapisany dowcip. “Mam nadzieję, że moje życie będzie warte więcej po śmieci” brzmi jedna z notatek. Bohater polega na tabletkach psychotropowych, które dostarcza mu opieka społeczna. Jednak to źródło wyschnie, bo w Gotham początku lat 80. nie dzieję się najlepiej. Śmieciarze nie sprzątają odpadków od tygodni, miasto tonie w workach, na których żywią się super szczury. Gotham to miasto na skraju anarchii, moment przed upadkiem w odchłań. Matka Arthura widzi zbawienie dla miasta w jednej osobie: dobry i sprawiedliwy Thomas Wayne (Brett Cullen), u którego kiedyś pracowała, będzie kandydował na burmistrza. Milioner musi pomóc też jej i Arthurowi, bo kiedyś dla niego pracowała. W obliczu kryzysu trzeba liczyć na cuda.

fot. materiały prasowe

Joker nie ma w sobie nic z rozpoznawalnych od lat filmów opartych na komiksach. To pozbawiona aury niesamowitości, brudna i brutalna opowieść o ludziach przypartych do muru, biednych i nieuprzywilejowanych, żyjących na marginesie społeczeństwa, skazanych na łaskę bogatych. O człowieku, który jest samotny, niezrozumiany, który bez odpowiedniej opieki i troski stanie się chodzącą bombą zegarową. Na posunięcie się na drastyczny krok zdecyduje ciąg przypadkowych wydarzeń. Decyzja szaleńca, żeby wykonać krwawy dowcip w szalonym mieście odbierana jest jak oznaka dobrej nadziei. Za fałszywym prorokiem staną setki podobnych mu osób. Bo narodziny Jokera nie są przypadkiem, to efekt wszystkich czynników, które otaczają tą jednostkę. To dziecko społeczeństwa postawionego pod murem, pozbawionego ludzkich odruchów i uczuć. Brak empatii wywołuje chaos. W nim Joker egzystuje jak ryba w wodzie.

Zobacz również: Joaquin Phoenix o Jokerze i inspiracjach podczas tworzenia postaci

Skąpany w mrocznych kolorach świat Gotham nie przypomina w niczym miasta z filmów Burtona czy Schumachera. Bliżej mu wizji Nolana – realistycznej, surowej, brudnej. Dominują kolory brunatne, nawet maski klaunów są w tym świetle wyprane z kolorów. Kadry są ciasne i klaustrofobiczne, światło generują neony, żarówki, telewizory, albo ledwo sączy się ono przez brudne szyby. Todd Phillips nie zdecydował się na jakieś fantastyczne historie, które definiują bohatera, jak kwas na twarzy czy rany cięte. Szalony grymas twarzy i opętany śmiech bohatera to gorzka reakcja na otaczający świat, rodzaj bezradności i desperacji.

Fot. materiały prasowe

Postępująca choroba bohatera, stopniowe odstawianie leków i zwracanie się ku przemocy, wygrywane są niczym niebezpiecznie eskalujący koszmar, z którego nie możemy się obudzić. Im bardziej pewny siebie jest Arthur, tym bardziej przerażająca staje się narracja, kumulująca się w dramatycznym finale. Nie wiem, jak tą przemianę ukazałby inny aktor, niż Joaquin Phoenix. Od lat obserwuje jego fascynujące metamorfozy i ta należy do jednej z najlepszych. Nie wiadomo kiedy płacze, a kiedy śmieje się jego bohater. Jest typem odmieńca, któremu współczujemy, by potem być przerażonym jego postępowaniem. Phoenix gra całym ciałem, od koślawego kroku, przez wychudzony tors, skrzywioną grymasem irytującego śmiechu twarz po tłuste końcówki włosów. I te oczy szaleńca… Jeżeli ta rola nie zapewni mu nominacji do Oscara, to nie wiem, co musiałoby się wydarzyć.

Zobacz również: Ad Astra – recenzja kosmicznej odysei z Bradem Pittem | Venezia76

Porównywany w swojej konstrukcji i wymowie do Taksówkarza Scorsese, wizualnie wyśmienity, Joker to nie film bez wad. Pozostawiając uniwersum komiksowe jeżeli chodzi origin story Jokera na marginesie, twórcy nie ukrywają, że jego postać istnieje w tym samym świecie, w którym będzie funkcjonował przyszły Człowiek-nietoperz. To stanie w rozkroku jest odrobinę irytujące i film mógłby spokojnie obejść się od wyświechtanych nawiązań z historii Batmana. Fabuła przez to niepotrzebnie zbacza z drogi rozwoju postaci, wlekąc się trochę w środkowej części. Z drugiej strony sąsiadka Arthura grana przez Zazie Beetz  jest naprawdę symboliczna, podobnie jak inne drugoplanowe postacie.

Joaquin Phoenix jako Joker

Fot. Kadr z filmu Joker

Ryzykowne przedsięwzięcie, na które zdecydował się Phillips, zaowocowało czymś niezwykłym. Filmem na podstawie komiksu, którego nie wstydzą się pokazywać największe festiwale na świecie. Produkcją, o której będzie się rozmawiało latami, które może okazać się początkiem nowej epoki dla Warner Bros. i DC Comics. Która również może zakończyć się finansową klapą, jeżeli tylko ta surowa wizja Jokera nie przypadnie do gustu publiczności. Na pewno czekają nas szalone, interesujące czasy. Tytułowy bohater pewnie zaśmiewa się do rozpuku.

Joker w kinach w od 4 października

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Warner Bros. Polska

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Chester pisze:

Polecam najpierw nauczyć się poprawnie pisać (ortografia, składnia) a potem zabierać się za pisaninę. Polecam również przeczytać swoje wypociny przed publikacją.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?