Pavarotti – recenzja dokumentu Rona Howarda

Naczelny rzemieślnik Hollywoodu mógł odpocząć. Odpocząć od Hollywoodzkiego zgiełku i pogoni za zielonym dolarem, których jak najwięcej zdobyć miał jako strażak w projekcie znanym jako Solo: A Star Wars Story. Nie wyszło, choć trudno szukać winy właśnie po jego stronie. Jednak odcinamy się od Gwiezdych wojen, bo Ron Howard wraca, robiąc dokument, dotyczący kolejnej globalnej marki. Marki w swojej dziedzinie chyba największej możliwej. Bo tenor, opera i tego typu odłam kultury to Luciano Pavarotti. A od dzisiaj w polskich kinach Pavarotti to także nowy dokument twórcy Pięknego umysłu i Wyścigu.

Ron Howard był w swojej filmografii najlepszy, kiedy swoim wspomnianym wcześniej rzemieślniczym stylem opowiadał historię o wybitnych jednostkach. Niki Lauda, John Forbes Nash jr. i tym podobni bohaterowie byli przez niego portretowani iście hollywoodzko, jednak ich historie i przede wszystkim  charaktery, niejednoznaczne i interesujące, przyciągały do ekranu. Luciano Pavarotti pewnie też charakterologicznie jest ciekawą postacią, jednak tego już po seansie nowego filmu reżysera Apollo 11 nie wiem. A chciałbym.

fot. Best Film

Trudno jest zidentyfikować się z tym dokumentem przez to, jak bardzo jest to robota kronikarska. Howard ma jakieś materiały, ma gadające głowy i po prostu opowiada nam historię słynnego tenora. Bez pochylenia się nad tematami, bez analizy kilku stron, bez wgryzania się w problemy. Są koncerty, są problemy prywatne, są przyjaźnie z innymi ikonami, żadna sprawa nie jest jednak rozgrzebana i nie prowadzi do zbyt wielu wniosków. Problemem tego filmu może być zestawienie z inną ważną osobistością, o której dokument można jeszcze śledzić w polskich kinach. Przy Diego Kapadii film Howarda odstaje niesamowicie, przez co trudno się w niego zaangażować. To ten rodzaj dokumentu, o którego bohaterze będziemy musieli po seansie doczytać dużo mniej, jednak dużo mniejszą ku temu będziemy mieć również chęć.

Zobacz również: W deszczowy dzień w Nowym Jorku – recenzja filmu Woody Allena

Poza notkami jak z Wikipedii przeplatanymi wypowiedziami Bono i żon śpiewaka są jeszcze koncerty. Mamy archiwalne nagrania z występów Pavarottiego i to akurat one robią najlepsze wrażenie. Nie dlatego że mamy okazję posłuchać jego doskonałego głosu, bo to można zrobić w domu, poprawiając sobie jakość tych doznań, materiały są bowiem różnej jakości. Chodzi bardziej o to, że dużo lepiej niż te tony gadania, gdzie i kiedy muzyk wystąpił i jaka była jego sytuacja rodzinna, pokazują nam artystę. Na scenie jest sobą, przyjemnym i skromnym gościem z poczuciem humoru, którego można polubić. A geniuszem tak już trochę przy okazji. Na tym właśnie ten film mógł się skupić. Na tym, co definiowało wielkość i wyjątkowość Pavarottiego. Tak jak właśnie zrobił to Asif Kapadia z Boskim Diego. Chyba że teza postawiona przez film to wyjątkowość w tym przypadku tylko i wyłącznie głosu. Wtedy zwracam honor.

fot. Best Film

Dokument ten zainteresuje na pewno fanów muzyka, jednak istnieje ryzyko, że mogą się oni nic nowego z niego nie dowiedzieć. Wystarczy bowiem kilka materiałów o tej postaci, aby wszystkie podjęte tutaj wątki znać. Dlatego też Pavarotti najlepiej sprawdziłby się jako jakiś reportaż telewizyjny, tudzież krótkie i pobieżne przedstawienie postaci ludziom, którzy wcześniej zaznajomieni z tą biografią nie byli. Gdybym oglądał to na TVN 24 czy innym kanale informacyjnym w rocznicę śmierci jednego z najsłynniejszych obywateli Modeny, pewnie bym go nie wyłączył. Żeby zgłębić jego ludzką stronę, musiałbym jednak poszukać innych źródeł.

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?