Advertisement
Advertisement

Ślicznotki – recenzja filmu o gangu striptizerek

Ślicznotki zrealizowano na podstawie artykułu Jessiki Pressler opublikowanego w 2015 roku na łamach New York Magazine. Autorka opisywała prawdziwą historię striptizerek, które odurzały narkotykami bogatych pracowników Wall Street oraz wykorzystywały ich na pieniądze. Tekst wstrząsnął opinią publiczną i pozostawało tylko kwestią czasu, kiedy Hollywood weźmie się za temat tak dobrze korespondujący z aktualnymi trendami społecznymi.

Film Lorene Scafarii w centrum uwagi stawia Destiny – zagubioną i samotną kobietę, z braku perspektyw próbującą swoich sił w klubie ze striptizem. Tam poznaje przebojową i doświadczoną w tym fachu Ramonę. Nowa znajoma wprowadza ją w tajniki pracy i otwiera przed nią zupełnie inne możliwości finansowe. Wszystko zmienia się po kryzysie gospodarczym, na którym traci także przemysł klubów go-go.

Pierwsza scena przywodzi na myśl Henry’ego Hilla wchodzącego do klubu Copacabana w Chłopcach z ferajny Martina Scorsese. Destiny w długim ujęciu wychodzi z garderoby, a kamera filmuje ją zza pleców i poznajemy razem z nią specyfikę tego miejsca. Po początkowej ekspozycji akcja skacze po różnych planach czasowych. W większości rozgrywa się w retrospekcjach, które towarzyszą rozmowie głównej bohaterki z dziennikarką. Mniej liczy się sam striptiz, niemoralni faceci i cyniczna wersja amerykańskiego snu. To w gruncie rzeczy historia o tym, że kiedy życie daje ci kopa to zawsze możesz się podnieść, o ile masz jakąś bliską osobę.

Ślicznotki

fot. materiały prasowe

Nie ma co się obrażać na porównania do twórczości Martina Scorsese. Scafaria inaczej rozkłada akcenty i skupia się w 100% procentach na postaciach kobiecych. Jednak w podobny sposób łączy dramatyczne wydarzenia z ironią, a także pokazuje, że każda zabawa się kiedyś kończy. Jeśli komuś nie odpowiadały zakrapiane sceny imprez z Wilka z Wall Street, to może mieć problem z komediowymi fragmentami filmu. W napisach końcowych jako jedni z producentów widnieją Adam McKay i Will Ferrell. Pewnie dlatego Ślicznotki mogą się też chwilami kojarzyć z postmodernistycznym podejściem do kina pierwszego z nich i absurdalnym poczuciem humoru drugiego.

Zobacz również: Najodważniejsze sceny erotyczne w filmach

Scafaria opowiada o ludziach dalekich od ideału, ale prowadzi historię w taki sposób, że łatwo się przejąć i zaangażować ich losami. Nawet pomimo tego, że konwencja jest celowo przerysowana, aby podkreślić absurd niektórych sytuacji. Nie ugrzecznia opowieści – dialogi są wulgarne, a nagości jest wystarczająco, żeby przyspieszyć puls u każdego erotomana. Bohaterki nie są gloryfikowane, choć ich działania mają wydźwięk moralnego odwetu na zapatrzonych w siebie samcach alfa. Reżyserka krytykuje kulturę maczystowską oraz pogoń za pieniądzem. W filmie chciwość nie przynosi nic dobrego ani maklerom giełdowym, ani striptizerkom. W przewrotny sposób odwraca role ofiary, ponieważ bohaterki wykorzystują seksualność nie tylko do wzbogacenia się, ale również do panowania nad sytuacją. A mężczyźni nie wiedzą, jak się zachować i do kogo zwrócić w momencie, kiedy całkowicie tracą władzę.

Ślicznotki

fot. materiały prasowe

Obraz zyskuje za każdym razem, gdy na ekranie pojawia się Jennifer Lopez. Aktorka znakomicie odgrywa zadziorność, charyzmę i przebojowość swojej postaci. O wiele bardziej wyciszona jest Constance Wu wcielająca się w główną bohaterkę. Destiny szczególnie na początku jest szarą myszką i osobą doświadczoną przez życie, dopiero poszukującą własnej drogi. Mężczyźni nie odgrywają żadnej istotnej roli i funkcjonują jedynie w epizodach. Zastanawiam się właśnie, czy była w filmie scena, w której dwóch z nich rozmawiałoby ze sobą na temat niedotyczący kobiet. To akurat dobrze, bo filmy skupiające się w takim stopniu na kobietach, jednocześnie empatyczne i krytyczne wobec nich, wciąż stanowią stanowczą mniejszość.

Zobacz również: Rusza Movies Room Podcast! Słuchajcie naszych rozmów o kinie i telewizji!

Strona wizualna jest bardzo zbliżona do teledysku. Oglądamy mocno podkreślone kolory, dynamiczny montaż i zwolnione tempo za każdym razem, gdy ktoś wchodzi do klubu. Reżyserka ma problem z utrzymaniem wszystkiego w ryzach, można poczuć przesyt chociażby podczas niepotrzebnej, efekciarskiej sekwencji z Usherem. Ścieżka dźwiękowa ogranicza się głównie do przeglądu klubowych hitów, choć znalazło się miejsce dla Frankiego Valliego. Sytuacje w lokalach ze striptizem są przeciągane, niemal fetyszyzowane, a momenty dramatyczne odhaczane w pośpiechu. Film nie zatrzymuje się dłużej na takich wątkach jak opieka nad dzieckiem, rozstanie z chłopakiem lub konflikt z przyjaciółką.

hustlers jennifer lopez

fot. STXfilms/materiały prasowe

Jeśli ktoś jakimś cudem tego nie zauważył, to Ślicznotki w finale same się puentują jako alegoria Stanów Zjednoczonych. Ramona wypowiada słowa: Ten kraj jest jak klub ze striptizem. Jedni rzucają banknotami, a inni tańczą. Nie jest to specjalnie odkrywcze, ale na tyle uniwersalne, żeby odnosić się do wielu różnic społecznych oraz finansowych. Może największym problemem jest to, że każdy chciałby szastać pieniędzmi, a nikt nie chce tańczyć.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?