Przeznaczenie X: Wolverine tom 2 – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 20 maja 2026

Benjamin Percy od początku pomysłowo prowadzi cykl z Loganem, trzymając go blisko Krakoi, ale pozwalając mu też na sporo solowych działań. To nadal samotny wojownik, ale silnie oddany swemu nowemu domowi. Który jednak nie zawsze odpłaca mu się tak, jak na to zasłużył. W Przeznaczenie X: Wolverine tom 2 na dodatek zostaje zdradzony i wykorzystany jako broń przez jednego ze stałych członków X-Men. Powraca klimat rodem z Broni X, a na horyzoncie majaczą poważne przetasowania w liniach obrony społeczności mutantów.

Strona komiksu Przeznaczenie X: Wolverine tom 2

Wszystko zaczyna się jak typowe zadanie dla Rosomaka. U boku agenta Bannistera rusza on na akcję przeciw Domowi Schedy, która szybko okazuje się pułapką. Nieźle zorganizowaną i skuteczną, lecz ktoś zupełnie niespodziewany korzysta na tej fatalnej sytuacji. Znacie go jako jednego z pierwszych X-Men. Osobnika elokwentnego, genialnego, który skrywa swą naturę dosłownie w ciele bestii. Przynajmniej do niedawna. Hank McCoy to już bowiem nie ten sam rzucający cytatami i żarcikami mutant, a ktoś mogący konkurować z Sinisterem w zakresie zakulisowych intryg i manipulacji. Wielkie ego Essexa zastępuje jednak poczucie misji i wykonania jej wszelkimi możliwymi środkami.

Beastowi udaje się zniewolić i zrobić z Logana swego ogara na posyłki. Eliminuje on element nieprzyjazny dla Krakoi i biorąc po uwagę metody, jakimi to robi, Cicha Rada zapewne by tego nie pochwaliła. McCoy działa więc w ukryciu,  coraz bardziej zagłębiając się w swój mrok. Kojarzycie wersję Beasta z Ery Apocalypse’a lub Dark Beasta? To podobny poziom, choć przy zachowaniu pozorów moralności. Oczywiście tej bestialskiej, usprawiedliwionej funkcją szefa wywiadu Krakoi, który przecież musi ubrudzić rączki dla bezpieczeństwa ogółu. A takiemu umysłowi jak McCoy przecież nie wypada biegać po świecie i brudzić się juchą wrogów ojczyzny, prawda?

Strona komiksu Przeznaczenie X: Wolverine tom 2

Nie wiem, czy to najlepszy tom Percy’ego, ale bez wątpienia podoba mi się powrót dzikiego Wolverine’a. Bohater znów zostaje sprowadzony do roli bezwolnego rzeźnika, a autor zagłębia się w jego złożoną psychikę. Traumy z przeszłości, hordy wrogów i potyczek z nimi sprawiają, że powraca motyw walki herosa o swoje człowieczeństwo. Dowiadujemy się też więcej o Jamie, więzieniu dla homo superior, którzy złamali prawa wyspy i o wpływie, jaki mają na nią samą. Krakoa to wszak nie martwe zimne mury, a żywy organizm, który ulega podszeptom dzikości i okrucieństwa, doskonale zazębiających się z planami McCoya.

Juan Jose Ryp to świetny warsztatowo twórca, stylem przypominający nieco Steve’a McNivena, ale i artysta świetnie budujący klimat. Logan po raz kolejny w swym długim żywocie zalicza epizod zdziczenia, paradoksalnie tym razem dzięki najbardziej dziko wyglądającemu inteligencikowi wśród mutantów. Ryp ujmuje przemianę Beasta wybornie, ale jeszcze lepiej prezentuje się wewnętrzna walka Rosomaka. Retrospekcja, odrobina oniryczności oraz sporo posoki. Nawet Krakoa, a przynajmniej jej część, zyskuje tu inne oblicze. Choć poprzednie tomy nie były okraszone sniktowanymi kadrami, to tutaj Ryp podnosi poprzeczkę, oczywiście nie stawiając jej absurdalnie wysoko.

Strona komiksu Przeznaczenie X: Wolverine tom 2

Wkraczamy w ciekawy czas Ery Krakoi, którego echa wybrzmiewają i w obecnych wydarzeniach. Beast przez lata był budowany jako bohater wieloznaczny i nawet w końcówce Marvel NOW! mieliśmy okazję widzieć jego niejasne intencje. Tu Percy wyciąga z niego więcej potworności. McCoy jest bestią z wyrachowanymi planami, oczywiście dla „dobra” wyspy. I choć dotąd to Logan wydawał mi się bardziej nieprzewidywalny i zwierzęcy, tak Przeznaczenie X: Wolverine tom 2 odwraca ten układ. I utwierdza w przekonaniu, że run Percy’ego to dobry okres w życiorysie kanadyjskiego berserka.


Okładka komiksu Przeznaczenie X: Wolverine tom 2

Tytuł oryginalny: Wolverine by Benjamin Percy Vol.5
Scenariusz: Benjamin Percy
Rysunki: Juan Jose Ryp
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Egmont 2026
Liczba stron: 168
Ocena: 75/100  

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬