Advertisement
banner

Serialowy Pitbull, czyli co w życiu wyszło Patrykowi Vedze

Złośliwi nie bez racji powiedzą, że smród po Botoksie właściwie to jeszcze nie wywietrzał. Dostajemy nowe odcinki serialu, a i ta wersja kinowa, zgodnie uznana przez krytyków za jeden z najgorszych filmów ubiegłego roku, nie była przecież wcale tak dawno. W tej atmosferze już w czwartek Patryk Vega zaatakuje kina ponownie, tym razem Kobietami Mafii. Jaki to będzie film, po zapoznaniu się z ostatnimi tworami reżysera możemy się domyślać, jednak nie o tym chcę dziś porozmawiać.

Zobacz również: Czarna Pantero, kto Cię tak wybielił? O antymurzyńskiej wymowie filmu Marvela słów kilka

Niektórzy lubią mówić, iż kariera i filmografia Vegi to istna sinusoida. Że miał produkcje udane, ale także takie, pod którymi podpis pewnie zaznacza w swoim CV ledwie widocznym maczkiem, albo stara się pominąć je w ogóle. Przygladając się wyreżyserowanym przez niego filmom nie sposób nie odnieść wrażenia, że jest to opinia trochę na wyrost. Są w tej filmografii komedie i o nich najlepiej zapomnieć od razu, jest próba zmierzenia się z klasyką (Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć), no i te wszystkie okołopolicyjne produkcje, w których wydaje się najlepszy. O żadnym z tych filmów nie powiedziałbym jednak z czystym sumieniem, iż jest on naprawdę dobry. Jest jednak jeszcze telewizja.

Telewizja, która w grudniu 2005 roku zdecydowała się zacząć emitować serialowe rozszerzenie debiutanckiego dzieła Patryka Krzemienieckiego, Pitbulla. Sam film odniósł spory sukces, jednakże tak jak wspomniałem w poprzednim akapicie, nazwanie go dobrym byłoby troszkę nadużyciem. Cierpiał on bowiem na zbyt dużo veganizmów, cech charakterystycznych stylu twórcy, które świadczą o jego nienajlepszym warsztacie. Historia była szarpana, nie do końca składna i od początku wyglądająca na nastawioną pod poźniejszy serial. Serial, który jest już zupełnie inną rozmową. Także przez to, że ma lepsze możliwości tuszowania wspomnianych niedostatków reżyserskich Vegi.

Zobacz również: Atak paniki – recenzja brawurowego debiutu Pawła Maślony!

Historia Despera, Metyla, Gebelsa i reszty została rozwinięta i zyskała swój zasłużony splendor. Pitbull do tej pory bowiem jest jednym z najlepszych rodzimych seriali kryminalnych. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest pewnie status, jaki miał ówczesny Patryk Vega. Status młodego, gniewnego twórcy, wiedzącego dużo o polskiej policji. Aby się wybić, musiał ukazać coś mocnego. I Pitbull taki był. Miał sporo drastycznych scen, był brudny, niejednoznaczny i biła z niego szczerość, ktorej próżno szukać w następnych produkcjach reżysera. Tu nie ma dobrych i złych glin, każdy ma swoje za uszami. Nie są to jednak postacie wycięte z kartonu. Gdy Sławek Desperski (wybijający się właśnie Dorociński), idzie do banku i chce wziąć kredyt, mówiąc, że zarabia tysiąc siedemset, możemy się nim przejąć. Tę scenę przytaczam nie bez przyczyny, przyrównanie jej do pamiętnego momentu z Niebezpiecznych kobiet, w którym Olka grana przez Maję Ostaszewską oznajmia Majamiemu, iż stara się żyć za jego pensję, pokazuje nam bowiem jaką drogę przeszedł  zarówno filmowy Pitbull, jak i sam Vega. Od młodego gniewnego, do produktu oferującego niezbyt wysokich lotów rozrywkę, za to łatwego w sprzedaży. Od kredytu dla policjanta, po narzekanie na finanse mimo kąpieli w wypasionej, wyglądającej jak z komedii romantycznej wannie.

Ta szczerość i bezkompromisowość umiejętnie tuszowała reżyserskie niedostatki Vegi, które już tutaj przy głębszym spojrzeniu są mocno widoczne. Historia ma mnóstwo urwanych w pół zdania wątków, do których wraca tylko wtedy, gdy akurat będą fabule potrzebne, ale również często nie traktuje poważnie tego, co sama wcześniej powiedziała. Gebels ma na samym początku problemy z synem, które po kilku odcinkach cudownie znikają. Nielat podobnie z narkotykami, a to tylko wierzchołki góry lodowej. Sytuacje ratują świetne występy charyzmatycznych aktorów, które naprawiają niedostatki w kreacji postaci. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że na tego typu problemy cierpi znakomita większość polskich seriali.

Zobacz również: TOP 10 – najlepsze seriale o policji

Tłem dla życia małych szarych policjantów stanowi tutaj ich praca, pełna mrożących krew w żyłach ludzkich historii. Tutaj Pitbull działa już znakomicie. Jest to serial w wielu względach podobny do znakomitej większości kryminałów, które serwuje polska telewizja, jednak zrobiony zwyczajnie lepiej. Nie masz wrażenia, że śledztwa rozwiązują się same, ale także nie możesz wyzbyć się takiego, że biorą się zań odpowiedni ludzie. Dlatego właśnie ogłoszenie powstawania Nowych porządków po wielu latach spotkało się głównie z opiniami, że bez Despera to już nie to samo. Jak się później okazało jak najbardziej słusznymi. Był co prawda Gebels, ale zepchnięty na dalszy plan. Cała reszta nie była w stanie znaleźć w scenariuszu nawet połowy charyzmy Dorocińskiego czy Mohra.

https://www.youtube.com/watch?v=o01KV0aaSKo

Trzydzieści jeden odcinków serialu jest więc niewątpliwie najlepszym, co w swojej burzliwej karierze zdołał nakręcić Vega. Vega walczący o swój film, niepokorny, ale także jeszcze bez nazwiska. Teraz stał się jednak produktem, produkującym masowo filmy dla niewymagającego odbiorcy. Zmienili się aktorzy, zmienił się budżet, ale przede wszystkim uciekł duch. Duch, którego próbują wskrzesić już inni twórcy. Ostatni pies nawiedzi kina niespełna miesiąc po Kobietach Mafii i postara się przywrócić marce świetność. Bardzo na niego liczymy, dobrego kina sensacyjnego bowiem nigdy za wiele. Szczególnie w naszych realiach i z tymi, charyzmatycznymi bohaterami.

ilustracja wprowadzenia: TVP

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?