Punisher: Ostatnie starcie – recenzja odcinka specjalnego. Dajcie już spokój temu Frankowi…

Szymon Góraj, 14 maja 2026

Wciąż jeszcze kojarzę pierwsze chwile, gdy dowiedziałem się, że Jon Bernthal zagra Franka Castle. Nie pasował mi ten angaż kompletnie, nie potrafiłem go sobie wyobrazić w roli jednej z ciekawszych komiksowych postaci Marvela. Ale jego debiut w 2. sezonie netfliksowego Daredevila sprawił, że musiałem się z nim przeprosić. Teraz – po latach i dwóch własnych sezonach – powrócił na krótko w pierwszym rozdziale Daredevil: Born Again, a właśnie na platformę Disney+ wskoczył Punisher: Ostatnie starcie.

Na pewno nie będę ściemniał, że jakoś wielce czekałem na ten specjalny odcinek, i to pomimo starań ze strony samej firmy Myszki Miki. Punisher już w powrocie Diabła z Hell’s Kitchen pokazał mi, że obecni scenarzyści mają ciężką rękę do tego antybohatera, eksponując prostackiego, straumatyzowanego krzykacza. Nie do końca zatem wierzyłem, że zostanie to udźwignięte w tak specyficznym formacie, jakim jest praktycznie film krótkometrażowy. I nawet odpowiadający częściowo za skrypt Bernthal nie sprawił, że czułem się pewniej. Ale na Punisher: Ostatnie starcie i tak nie byłem gotowy.

kadr z odcinka specjalnego Punisher: Ostatnie starcie

Sam wywód nawiązujący bezpośrednio do wydarzeń w produkcji zacząć mogę w sumie od tego, że niepewność Franka co do przyszłości po tym jak zmasakrował winnych zabójstwa swojej rodziny – wątpliwości, czy będzie w ogóle miał siłę, by kontynuować krucjatę, zostały już przerobione w… 2017 roku. Tak jest, gdy Netflix wypuścił wybłagany przez fanów 1. sezon Punishera, w pierwszym epizodzie nasz mściciel wykończył niedobitki bandziorów i odszedł z „roboty”, by do pewnego momentu żyć jako gnębiony przez demony przeszłości brodaty parias. W Ostatnim starciu szybko trafiamy na telewizyjne wiadomości z informacją o zagładzie rodziny Gnuccich (znani przede wszystkim z komiksów, ale w adaptacjach też zdarza im się pojawić). Co robi Frank po swoim kolejnym rękodziele? Ano… wycofuje się jako gnębiony przez demony przeszłości brodaty parias. Poważnie. Twórcy są na tyle bezczelni, że praktycznie dublują wydarzenia z serialu Netflix (który przecież jest kanonem!), tylko z dodatkiem większej liczby wizji żywych i zmarłych znajomych oraz silniejszych samobójczych misji.

kadr z odcinka specjalnego Punisher: Ostatnie starcie

Cała opowieść została zresztą obłożona kruchą klamrą, bazującą zresztą w dużej mierze na uproszczeniach i szantażu emocjonalnym – bo budować jakichkolwiek postaci tudzież relacji między nimi nie sposób. Stąd też wita nas i żegna karykaturalna, bezkarna przemoc na ulicach, w wyniku której cierpią wokół Franka niewinni, z postacią pewnego sprzedawcy i jego rodziny na czele (w tej krótkiej roli Andre Royo, znany z występów jako Bubbles w kultowym serialu The Wire). W próbie (ponownego) zerwania ze swoją krucjatą przeszkadza mu pewna osobliwa persona – zdradzać nie będę kto, ale w komiksach stworzyła bardzo ciekawy wątek. Nie ma to zresztą znaczenia, bo w Ostatnim starciu jej wtargnięcie jest wyłącznie pretekstem do uruchomienia Punishera. Sceny walki zajmują większość odcinka specjalnego i w sporej mierze jest na co popatrzeć. Widać tutaj silne inspiracje Johnem Wickiem, co daje wymierne efekty. Frank bezlitośnie, w swoim stylu, okłada tabuny wrogów, używając wszystkiego, co ma pod ręką. Oczywiście film Reinaldo Marcusa Greena nie mógł obejść się bez wtopy i w tym aspekcie, przy śmiesznie niezręcznych efektach podczas pewnej sceny. To oczywiście nic przy „popisach” całej reszty, acz należy to zaznaczyć.

kadr z odcinka specjalnego Punisher: Ostatnie starcie

Punisher: Ostatnie starcie jest pustym, pozbawionym większego sensu projektem. Nic nie znaczy ani dla wątków z Daredevil: Odrodzenie, ani przyszłego udziału Franka w Spider-Manie, sam w sobie również niewiele oferuje, poza może kilkoma niezgorszymi scenami, które można by było wpleść do lepszej produkcji. Wszelkie rozterki głównego bohatera zostały już przedstawione wcześniej – i o wiele lepiej – a pod sam koniec „dochodzi” on do wniosków, które już dawno zostały wyłożone. To idealny dowód na to, że obecni twórcy kompletnie nie wiedzą, co zrobić z tą postacią i sięgają po iście desperackie metody.

Więcej recenzji:

Przeczytaj więcej
Szymon Góraj Zastępca redaktora naczelnego

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬