Kler – recenzja filmu Wojciecha Smarzowskiego prosto z Gdyni!

Nie było łatwo tu wejść. Wszyscy chcieli zobaczyć, o co tyle szumu, dlatego pokaz prasowy Kleru na festiwalu w Gdyni był popularniejszy od niejednej bardzo dobrej promocji z Lidla. Dystrybutor podsycał zainteresowanie nietypową promocją, po której duża część widzów porównywała wręcz Smarzowskiego do Patryka Vegi. Inni życzyli mu, żeby znalazł azyl i to co najmniej w Azerbejdżanie, podczas gdy jeszcze inni wrzucali kolejne wydarzenia na Facebooku, jednocześnie nawołując do bojkotu albo wręcz propagowania filmu Kler. Seans minął i można już całej Polsce opowiedzieć. A nie jest łatwo.

Zobacz również: Smarzowski o filmie Kler: „Jest dużo bardziej poważny niż zwiastun”

Ksiądz Józef Tischner napisał kiedyś: Nie spotkałem w moim życiu nikogo, kto by stracił wiarę po przeczytaniu Marksa i Engelsa. Natomiast spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem. Narracja filmu Smarzowskiego wchodzi w polemikę z tym cytatem. Oczywiście, jeśli założymy, że tych dwóch panów symbolizuje system. Bo to nad nim pochyla się ten film. Nasi proboszcze, nasze mróweczki na dole, nie są źli, są słabi. Słabi w głosie, słabi w postępowaniu, a przez to grzeszni. Reżyser, jak to ma w zwyczaju, nie ocenia ich. Każdy ma jednak moment, w którym dostaje szansę na pokutę. I każdy z niej skrupulatnie korzysta.

fot. Bartek Mrozowski

Teoria, wedle której każdy reżyser kręci ciągle ten sam film, znajdzie tutaj argumenty na swoje potwierdzenie. Smarzowski zawsze wrzuca do kotła swoje poprzednie dzieła, następnie nimi miesza i ze składników tych otrzymujemy efekt końcowy. Każdy fan szybko znajdzie tu Wesele (a symbolem będzie trasa na Bajdy) czy Wołyń (żeby przypomnieć scenę uciekającej Michaliny Łabacz). Najwięcej, przynajmniej w pierwszej części, łączy go jednak z Drogówką. Film opowiada nam historię trzech księży. Trybus pije, pije trochę za dużo i nie dotrzymuje specjalnie celibatu. Kukuła musi rozwiązać problem zarzutu o pedofilię, a Lisowski chce do Rzymu, ale biskup nie chce go puścić. Wszyscy, zanim ich drogi na ekranie się nieco rozejdą, spotykają się na samym początku podczas libacji alkoholowej. Libacji, która w przerysowanym świecie mocno symbolizuje te ich słabości. Potem obowiązkowe efekty, które przy kolejnych seansach będą śmieszyć, jednak mniej więcej w połowie robi się już bardzo niewesoło. Właśnie w tym widzę zbieżności z filmem o policji. Jednak potem przychodzi druga, dużo lepsza połowa.

Zobacz również: 53 wojny – recenzja filmu Ewy Bukowskiej prosto z Gdyni!

Krytycy tego filmu w jego pierwszej części odnajdą trochę paliwa do baków ich hejterskich zapędów. Gdy historia już zaczyna się zazębiać i rozwiązywać, Smarzowski robi unik i kontratakuje, w swoim stylu waląc po trzewiach. Wtedy widzimy właściwy film o grzechu i o słabości wobec niego. Wszystkie rozwiązania fabularne od tego momentu nie dość, że Smarzowskiemu wychodzą, to jeszcze robią nam w głowach coraz większy szum, a po ostatniej scenie czujemy, jakbyśmy naprawdę mocno dostali obuchem w łeb. To chyba jego najmocniejszy film. I oczywiście jeden z najlepszych.

fot. Bartek Mrozowski

Jest stary Smarzol, jest więc z nim także stara gwardia i znowu robi robotę. Najlepiej wypada tym razem chyba Jacek Braciak. Jego Lisowski (tak, w kwestii filmowych nazwisk też jest stara gwardia, czekamy aż kiedyś reżyser sam siebie zdemaskuje, stwierdzając, że wszystkie te filmy dzieją się w ramach jednego uniwersum) to ksiądz zniszczony przez system najbardziej, jednak w dalszym ciągu potrafiący znaleźć w sobie pierwiastek ludzki. Podczas seansu zdanie o nim zmienimy kilkukrotnie i wpadać będzie ono w naprawdę duże skrajności. Także dzięki Braciakowi. Zdecydowanie bladziej wypada wątek Trybusa Więckiewicza. Jednak on też (wątek, nie Trybus) znajduje swój czas pokuty.

Zobacz również: Raging and Caging – recenzja filmu Mandy

Debiutantem w filmach reżysera jest natomiast Janusz Gajos, ale jaki to jest debiut. Wiadomo, że łatwiej jest kupić do swojego teamu Cristiano Ronaldo niż nieopierzonego małolata, na którego trzeba będzie czekać, jednak pan Janusz dodaje temu filmowi mnóstwo aktorskiej werwy. To arcybiskup biznesmen, który w polityce koloru czarnego odnajduje się znakomicie. Ma kontakty, ma charyzmę, ma wszystko. Może aktor w prawdziwym życiu też powinien spróbować polityki. Albo ewentualnie fantastycznie oszukał widza, że rzeczywiście umie w te klocki.

fot. Bartek Mrozowski

Pokaz skończył się głuchą ciszą a później wielkimi oklaskami. Oklaskami zasłużonymi, bo Smarzowski znowu odpowiedział wszystkim malkontentom w najlepszy możliwy sposób. To film, którego nie ma co bojkotować, którego nie ma co propagować. To film, który w kinach wypadałoby poprzedzić wspólnym odśpiewaniem Boże coś Polskę. I który każdy powinien obejrzeć!

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

bakalarz napisał(a):

smarzowski ma talent samego szatana który wszak duchem upadku jest tak wybrał.Film Kler jest ohydnym klamliwym obrazem który uderza w kościół.Jakies marginalne patologie Smarzowski generalizuje nigdy w życiu nie spotkałam księdza patola przeciwnie znam wielu dobrych uczciwych charyzmatycznych księży.Smarzowski w piekle będzie smażony za obłudę moralna.Niech zrobi film O Januszu Switaju aby go wesprzeć albo niewidomych a nie czyni zło dla pieniędzy i sławy.Uderzyc w kościół to zawsze jest głośno Smarzowski to zepsuty moralnie rezyser tak go odbieram.Katoliczka

Michał napisał(a):

Coź złego w pokazywaniu KK tylko ze złej strony i ich mniej lub bardziej licznych przykładów patologii? Czy w takim razie również powinno się zabronić pokazywania z tej dobrej strony oraz wprowadzenia zakazu emisji „Plebani” w TVP, czy też innych seriali/filmów odnoszących się tylko do tych dobrych stron? Czy z kolei tworzenie tylko wyważonych obrazów i próba ukazania problemu tak obiektywnie jak tylko się da? W zasadzie w filmie mamy miejsce na wszystkie te opcje i to właśnie chodzi!!! To nie Smarzowski jest manipulantem tylko ww. Pani Katoliczka wg. mojej (jak tylko się da) obiektywnej opinii.

ULA napisał(a):

Mało widocznie Pani w życiu widziała Pani katoliczko. Mam w rodzinie, niestety, księdza, który ma niejedno nieślubne dziecko. Jest też dalszy krewny ksiądz, który był przeniesiony do innej parafii (bo tak właśnie robią przełożeni) za zbyt duże zainteresowanie swoimi małoletnimi ministrantami. Długo by opowiadać. Film obejrzałam, wbiło mnie w fotel, długo siedziałam w kinie , bo nie mogłam się otrząsnąć. Proszę pójść i obejrzeć ten film, sama się Pani przekona, że nie ma tu generalizowania, nie ma tu upokarzania wierzących katolików. Jest pokazana patologia w polskim kościele tak, jak ona wygląda. Gdyby zniesiono celibat, to ksiądz miałby żonę i dzieci i nie szukał kochanek oraz dzieci, żeby zaspokoić swój popęd. Tyle, pozdrawiam i odpowiedzi nie oczekuję.

ULA napisał(a):

Odpowiedziałam Pani „Katoliczce”, ale niestety nie zostało to opublikowane. Czemu?

ULA napisał(a):

Mało widocznie Pani w życiu widziała Pani katoliczko. Mam w rodzinie, niestety, księdza, który ma niejedno nieślubne dziecko. Jest też dalszy krewny ksiądz, który był przeniesiony do innej parafii (bo tak właśnie robią przełożeni) za zbyt duże zainteresowanie swoimi małoletnimi ministrantami. Długo by opowiadać. Film obejrzałam, wbiło mnie w fotel, długo siedziałam w kinie , bo nie mogłam się otrząsnąć. Proszę pójść i obejrzeć ten film, sama się Pani przekona, że nie ma tu generalizowania, nie ma tu upokarzania wierzących katolików. Jest pokazana patologia w polskim kościele tak, jak ona wygląda. Gdyby zniesiono celibat, to ksiądz miałby żonę i dzieci i nie szukał kochanek oraz dzieci, żeby zaspokoić swój popęd. Tyle, pozdrawiam i odpowiedzi nie oczekuję.

matka która zna życie napisał(a):

Też byłam i widziałam. Wyszłam zniesmaczona. Poszłam na film obyczajowy – taką recenzję przeczytałam przed filmem, nie pamiętam autora recenzji. Tymczasem to dramat. Zgadzam się z recenzją p. Łukasza Kułakowskiego w części: „To film, którego nie ma co bojkotować, którego nie ma co propagować. To film, który w kinach wypadałoby poprzedzić wspólnym odśpiewaniem Boże coś Polskę (…)” Jedno jest pewne, moim zdaniem oczywiście. Jeśli władze Kościoła nie wypracują skutecznej walki z pedofilią, Świątynie będą puste, Kościoły parafialne zaczną plajtować podobnie jak w Niemczech, a świadomość młodych zamiast Dekalogu i praktyk religijnych będą kształtować filmy w stylu „Kleru”. To prawda, że kapłan jest także człowiekiem. Ale skoro ktoś decyduje się na takie powołanie ma dawać innym przykład a nie gorszyć. Pedofil w sutannie czy bez powinien być jednakowo karany i wykluczony ze społeczności, gdzie są dzieci…

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?