Rozmawiamy z Agnieszką Peszek, autorką znanych kryminałów i thrillerów

Szymon Góraj, 7 sierpnia 2026

Agnieszka Peszek to niezwykle aktywna autorka kryminałów i thrillerów psychologicznych, znana między innymi z książek „Narośl”, „Obietnica”, „40. Raków” i „3kąt”. Co ciekawe, jest również marketingowcem, a wcześniej pracowała jako trenerka personalna i publikowała poradniki o tematyce sportowej.

W rozmowie dla Movies Room pytamy ją o konstruowanie kryminalnych intryg, psychologiczne mechanizmy obecne w jej powieściach, filmowy potencjał tworzonych historii oraz wpływ popkultury na współczesną literaturę. Nawiązujemy również do jej najnowszej powieści „Rwetes”, która wkrótce trafi w ręce czytelników.

  1. Zanim skoncentrowała się Pani na kryminałach i thrillerach psychologicznych, pisała Pani również książki sportowe, a wcześniej pracowała Pani jako trenerka personalna. Czy obserwowanie ludzkiego ciała, jego ograniczeń, reakcji na wysiłek, stres i ból pomaga Pani budować bardziej wiarygodne zachowania bohaterów w sytuacjach granicznych? 

Pracę jako trenerka personalna zakończyłam ponad rok temu – pisanie i prowadzenie wydawnictwa zaczęło zabierać mi zbyt dużo czasu, ale moje trenerskie doświadczenie z pewnością pomogło mi lepiej poznać ludzką naturę. Obserwowanie ludzi podczas treningów spowodowało, że wiem, jak dużo są w stanie poświęcić, żeby osiągnąć cel. Ból i dyskomfort schodzą na dalszy plan, gdy mają cel, do którego dążą.

Dodatkowo praca z ludzkim ciałem nauczyła mnie fizjologii emocji – stres, strach czy adrenalina to nie tylko stan umysłu, ale konkretne reakcje fizyczne: przyspieszony oddech, spięte mięśnie, drżenie rąk. Znajomość tych mechanizmów pozwala mi tworzyć bardziej mięsiste, wiarygodne opisy zachowań bohaterów, gdy znajdują się na krawędzi. Ludzkie zachowania są fascynujące.

  1. W rozmowie z Sonią Miniewicz dla Lubimyczytać.pl w 2024 roku mówiła Pani, że ceni książki, które pozwalają czytelnikowi dokładnie wyobrazić sobie bohaterów i miejsce wydarzeń, ale jednocześnie nie przytłaczają go nadmiarem opisów. Czy podczas pisania widzi Pani poszczególne sceny niemal jak ujęcia filmowe – wraz z kadrem, światłem, dźwiękiem i ruchem postaci?

Tak, bardzo często widzę sceny w filmowym ujęciu, szczególnie te najważniejsze, jak otwarcia i zakończenia. Działam bardzo intuicyjnie. Dynamiczne ujęcia, zbliżenia na detal czy specyficzne oświetlenie budują odpowiedni nastrój w moim umyśle – a potem przekładam to na język powieści. Niektóre sceny krążą mi po głowie na długo, zanim siądę do pisania. Dzięki temu, gdy palce rozpoczynają pracę, wiem dokładnie, jak ma wyglądać dany rozdział.

  1. W Pani kryminałach i thrillerach psychologicznych istotną rolę odgrywają manipulacja, zaburzone relacje oraz mechanizmy, które sprawiają, że bohaterowie zaczynają wątpić we własne oceny i sposób postrzegania rzeczywistości. Jak przygotowuje Pani takie wątki, żeby były wiarygodne i nie sprowadzały złożonych problemów psychologicznych jedynie do efektownego narzędzia fabularnego? Czy współczesne seriale, podcasty true crime i rosnące zainteresowanie psychologią wpływają na sposób, w jaki przedstawia Pani te zjawiska?

Od kilku lat zaczytuję się w książkach psychologicznych – zarówno tych ogólnotematycznych, jak i bardziej szczegółowo omawiających zaburzenia osobowości, manipulację i psychologię śledczą. Słucham podcastów true crime i czytam treści popularyzujące psychologię. Dzięki nim coraz częściej mam poczucie, że przedstawione przeze mnie historie spokojnie mogłyby wydarzyć się w prawdziwym życiu.

Przygotowując wątek psychologiczny, unikam powielania utartych schematów. Prawdziwa manipulacja czy tzw. gaslighting w realnym życiu rzadko są spektakularne – częściej to powolne, niemal niezauważalne podkopywanie czyjejś pewności siebie. Zanim opiszę dany mechanizm, analizuję go od strony merytorycznej, żeby czytelnik poczuł realizm sytuacji, a nie fabularny zabieg „pod tezę”.

  1. Łączy Pani role pisarki, wydawczyni i osoby odpowiedzialnej za promocję własnych książek. Gdzie przebiega dla Pani granica między świadomym budowaniem marki a ochroną twórczej niezależności? Czy znajomość marketingu pomaga trafniej rozumieć czytelników, czy czasami utrudnia pisanie wyłącznie tego, na co ma Pani ochotę?

Granica między świadomym budowaniem marki, a ochroną twórczej niezależności jest prosta: w trakcie pisania pierwszego szkicu marketing dla mnie nie istnieje. Gdybym tworzyła historię pod algorytmy czy chwilowe trendy, straciłaby ona wiarygodność i energię. Niezależność twórcza polega na tym, że piszę dokładnie taką historię, jaką sama chciałabym przeczytać.

Znajomość marketingu i rynku wydawniczego wkracza do gry dopiero na etapie „pakowania” gotowej książki i komunikacji z czytelnikiem. Pomaga mi zrozumieć, jak opowiedzieć o historii, by trafić do właściwego odbiorcy, ale nigdy nie dyktuje mi, jak ma wyglądać fabuła czy zakończenie.

  1. Pisanie powieści przypomina bardziej przypływ weny czy konsekwentny plan treningowy? Ma Pani określony rytuał, sposób na wejście w historię albo aktywność, podczas której najczęściej pojawiają się nowe pomysły i rozwiązania fabularne?

Pisanie powieści w moim przypadku zdecydowanie bardziej przypomina konsekwentny plan treningowy. Wena to miły dodatek na start, ale książkę pisze się dyscypliną i regularną pracą.

Najlepsze pomysły i rozwiązania fabularne pojawiają się u mnie w ruchu – podczas jazdy na rowerze, pływania, treningu na siłowni. Ale także podczas prozaicznych, codziennych czynności, takich jak odkurzanie, kiedy głowa ma przestrzeń na swobodne łączenie wątków. Pisanie to rzemiosło: wyznaczam sobie cel i po prostu go realizuję, bez czekania na „idealny moment”.

  1. Którą ze swoich książek najchętniej zobaczyłaby Pani na ekranie i jaka forma najlepiej oddałaby jej charakter – pełnometrażowy film czy rozbudowany serial? Czy jest jakiś element tej historii, postać albo scena, których ekranizacja absolutnie nie mogłaby zmienić?

Każda z moich powieści ma spory potencjał ekranowy, ale myślę, że historie przedstawione w „Rwetesie” lub „Narośli” doskonale odnalazłyby się w formie kilkuodcinkowego serialu. Taki format daje przestrzeń na budowanie napięcia psychologicznego i wielowarstwowych relacji między bohaterami.

Elementami, które absolutnie nie mogłyby zostać zmodyfikowane w ekranizacji, byłyby motywacje głównych bohaterów oraz kluczowe zwroty akcji budujące napięcie psychologiczne. Samą warstwę wizualną reżyser może modyfikować, ale rdzeń emocjonalny i psychologiczne meandry historii powinny pozostać nienaruszone.

  1. Ma Pani wyraźną słabość do krótkich, mocnych, a czasem także prowokacyjnych tytułów, takich jak „Narośl”, „Obietnica”, „Numer 1”, „3kąt” czy „Je2bnik”. Czy tytuł bywa dla Pani pierwszym impulsem do stworzenia historii, czy pojawia się dopiero wtedy, gdy powieść jest już niemal gotowa? I który ze swoich tytułów najłatwiej wyobraża sobie Pani jako napis otwierający film lub serial?

Tytuł rzadko pojawia się u mnie w pierwszej kolejności – najczęściej rodzi się w trakcie pisania albo wyłania z samego rdzenia historii, jako jedno mocne, pojemne słowo, które spina całą fabułę. Lubię krótkie, sugestywne tytuły, bo zapadają w pamięć i dają pole do interpretacji.

Jako otwierający napis na ekranie najbardziej widzę „Rwetes” albo „40. Raków” – są wyraziste, niepokojące i od razu narzucają dynamiczny, wręcz drapieżny ton.

  1. Punktem wyjścia Pani najnowszej książki „Rwetes” jest niemal filmowy kontrast: perfekcyjne osiedle luksusowych willi, ceniony lekarz medycyny estetycznej i makabryczna tajemnica ukryta pod powierzchnią pozornie idealnego życia. Co pojawiło się najpierw – pomysł na zagadkę kryminalną czy chęć pokazania, jak wiele może kryć się za starannie wykreowanym wizerunkiem sukcesu?

Impulsem do napisania tej powieści był gaslighting, czyli specyficzna metoda manipulacji – chciałam przyjrzeć się bliżej temu zjawisku, przełożyć je na język powieści. Dopiero potem pojawiła się koncepcja – uznałam, że ubiorę tę historię w ładną oprawę, tak aby zmylić czytelnika. Dopiero na tej podbudowie wyrosła konkretna zagadka kryminalna. Zastanawiało mnie, jak daleko człowiek potrafi się posunąć, żeby utrzymać pozory i co się dzieje, gdy ten idealny świat nagle zaczyna się walić.

  1. W „Rwetesie” po raz kolejny powraca Renata Konieczna. Jak zmieniała się ta bohaterka wraz z kolejnymi książkami i czy ma Pani już wyznaczoną granicę, do której może rozwijać się jej historia, zanim przyjdzie czas na pożegnanie z nią?

Renata ewoluuje z każdą sprawą – staje się bardziej doświadczona, ale też bardziej świadomie stawia swoje granice i walczy o swoje dobro. Nie wyznaczam sztywnych granic. Zaczynając serię, nie do końca wiem, gdzie mnie to poniesie. Renata ma jeszcze wiele do powiedzenia i zrobienia, dlatego na pewno się z nią jeszcze spotkamy. A czy raz, dwa czy więcej – trudno powiedzieć.

  1. Załóżmy, że „Rwetesu” nie wolno promować ani opisem fabuły, ani tradycyjnym zwiastunem. Może Pani przygotować jedynie dziesięciosekundowy teaser złożony z jednego rekwizytu, jednego dźwięku i jednego kadru. Co znalazłoby się w tym materiale, żeby oddać atmosferę książki, ale nie zdradzić jej tajemnicy?

Kadr: zbliżenie na idealnie gładką, luksusową powierzchnię (np. marmurowy blat lub lustro w eleganckiej łazience), po której turla się czerwona szminka.

Rekwizyt: szminka.

Dźwięk: szum lasu.

Taki zestaw natychmiast buduje napięcie i mówi czytelnikowi jedno: pod idealną powierzchnią wydarzyło się coś bardzo złego.

Szymon Góraj Zastępca redaktora naczelnego

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬