Ciche miejsce 2 – recenzja filmu! Poprawione na czwórkę

Z seansu Cichego miejsca Johna Krasinskiego lepiej od samej fabuły czy momentów tego filmu zapamiętałem swoje własne odczucia chwilę po projekcji. Pomysł może nie wydawał się specjalnie oryginalny, ale dobre wykonanie dałoby radę wrzucić widza w wir bezdźwięcznego i ekscytującego przeżycia. Planu jego twórcy starczyło jednak na niedługo, stąd nie zapamiętałem tego filmu jako tak ekscytujący, jak mógł, a w sumie jak powinien być. Choć nie jest to popularna opinia, bo przyjęto go raczej ciepło, do tej pory ten akurat horror uważam za dość przeceniany. Oczekiwania co do sequela były jeszcze niższe, wszak najważniejsza karta z talii reżysera, oryginalność, już odpada i trzeba grać innymi, którymi pozostają bardziej tradycyjne tropy kina grozy. Wyszło z tego jednak drugie, po disneyowskiej Cruelli, pozytywne zaskoczenie.

Z rzeczy, które mi się w jedynce podobały, pamiętam brak sielankowego wstępu. Przed apokalipsą nie było szczęśliwej rodzinki, której masakra i apokalipsa popsuła życie. Nie wiemy, jak się to zaczęło i wiedzieć nie chcemy, bo samo mięsko jest już ciekawsze. Z jakiegoś powodu w dwójce uznano jendak, że pokazanie dnia zero jednak się przyda, dlatego też jego kilkunastominutowy zapis znajdziemy na początku tego filmu. Co prawda prolog niezbyt mocno, poza piekielnie cząstkowym przedstawieniem postaci Cilliana Murphy’ego, pomaga fabule, jednak jest fantastycznie nakręcony i zainscenizowany. Definiuje ton filmu, przy okazji wysoko podnosząc poprzeczkę. Poprzeczkę, do której na szczęście reszta seansu doskakuje.

fot. materiały prasowe

Dwójka porzuca bowiem straszny ton, nieco bardziej przechylając pałeczkę w stronę nieco głośniejszej akcji i szybszych momentów walki. Przez zaoferowane niewiele ponad 90 minut przebiegniemy się nieco po typowych horrorowych tropach, jednak będzie to wycieczka, której temperatura jest jak najbardziej odpowiednia, aby móc ją polecić. Trzeba przyznać, że Krasinski dobrze panuje nad tempem filmu. Szybko, bo już we wspomnianym prologu wrzuca gaz, a potem nie daje widzowi oddechu. Będziemy mieli nowych ludzi, mniej lub bardziej wrogich, wyprawę za lekami, słowem, nie zabraknie niczego, co robią klasyczni uczestnicy apokalipsy.

Zobacz również: Cruella – recenzja filmu Disneya! Dwie Emmy i trzy dalmatyńczyki

Film działa również dlatego, że nie zagłębia się w niuanse wspomnianego wcześniej rozszerzenia świata. Postacie, które nasi główni bohaterowie napotykają są pretekstowe, często robią wyłącznie za mięso armatnie, dlatego też próba zżycia się z nimi może się dla widza skończyć szybką rewizją planów. Jednakże, jak wcześniej wspomniałem, to film, który nie chce stracić zbyt wiele czasu na tego typu zabiegi. Na kawę możecie pójść po nim, w trakcie rozsiądźcie się wygodnie i patrzcie. Najlepiej daleko od krawędzi fotela.

fot. materiały prasowe

Emily Blunt dalej bryluje tu na plakacie i jest największą gwiazdą tego filmu, jednak mąż częściej daje jej w dwójce zejść na drugi plan i oddać pole innym. W pewnym momencie ekranowe wydarzenia spychają ją z piedestału na tyle mocno, że jej działania traktuje się jako wątek poboczny. Charyzma aktorki jednak cały czas go niesie, w związku z tym patrzy się na to znakomicie. Emily jest świetna i w dalszym ciągu czekam aż ktoś da jej postać bad assa w napompowanym akcyjniaku. Wiem, próby już były, z shotguna strzelała nie raz, jednak nie firmowała jeszcze swoją twarzą dużej marki kina akcji. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mieć okazję.

Zobacz również: Ragnarok – recenzja 2. sezonu! Powrót do punktu wyjścia

Moje oczekiwania, które leżały naprawdę nisko, zostały więc spełnione, jednak w zupełnie inny, niż się tego spodziewałem sposób. Jeśli ktoś przed seansem przekazałby mi, jak będzie wyglądał ten film, skrzywiłbym się niemrawo i pewnie się nawet nie wybrał, odpalając kiedyś na VOD pewnej leniwej niedzieli. Ciche miejsce 2 to jednak ten przykład filmu, który po niewykorzystaniu potencjału pomysłu trochę się ustandaryzował, co wyszło mu na plus. Ciągnięty charyzmą twórców wyszedł dobry produkt, który jednak nie zrobił wiele ponad wyciągnięciem rozrywkowej esencji, pogubionej za pierwszym razem. Dlatego też paradoksalnie, choć sequel z każdej strony wygląda na gorszy, jest według mnie o klasę lepszy. Trójka raczej powstanie, bo Krasinski kończy dwójkę tak, jakby jej chciał, a wyniki na otwarcie tego filmu nie pozostawiają złudzeń. Życzę mu zatem podtrzymania hossy.

Zdaniem innych redaktorów:

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/klient.dhosting.pl/moviesroom/moviesroom.dkonto.pl/public_html/wp-content/themes/moviesroom/single.php on line 209

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?