Boże Ciało – recenzja filmu Jana Komasy o Kościele, wierze i bigoterii | Venezia76

Wkładanie kija w mrowisko poprzez poruszanie kontrowersyjnych tematów może być dla filmowców łatwą pułapką do popadania w stereotypy i uproszczenia. Mimo używania nośnego w Polsce motywu Kościoła Boże Ciało Jana Komasy jest dalekie od skandalizowania. Ta prezentowana premierowo na festiwalu w Wenecji w sekcji Giornate degli Autori (Venice Days) produkcja jest fascynującym studium wiary, odkupieniu za grzechy i małomiasteczkowej bigoterii.

W centrum opowieści jest Daniel (znakomity Bartosz Bielenia, Na granicy, serial 1983), dwudziestolatek, który właśnie wychodzi z zakładu poprawczego. Początkowa, krótka sekwencja, sprawnie ukazuje pozycję młodego człowieka w tym degradującym świecie. Pomiatany przez innych Daniel nie jest typem zbira i kryminalisty, którymi wypełniony jest poprawczak. Nie znaczy to, że bohater “siedzi za niewinność”. Odbywa zasłużoną karę za pewną zbrodnię (która wyjawiona zostanie w trakcie trwania filmu). Jednak co odróżnia go od pozostałych lokatorów zakładu, to gorliwa wiara. Daniel zdaje się znalazł powołanie, modli się i posłusznie służy u mszy prowadzonej przez księdza Tomasza (Łukasz Simlat, Amok). Czuje powołanie, ale zasady przystąpienia do seminarium są surowe: osoby z wyrokiem nie mają szansy zostać księżmi. Chłopakowi zostaje zatem praca w tartaku, który przyjmuje byłych więźniów, gdzieś na zadupiu Polski, za symboliczne złotówki. Daniel nie będzie zainteresowany takim powrotem do społeczeństwa.

Zobacz również: Boże Ciało – fałszywy ksiądz i miejscowość, która skrywa tajemnicę w zwiastunie

Komasa (Sala samobójców, Miasto 44) nie pokazuje naszego bohatera jako dobrego lub złego. To człowiek dorastający, który ciągle się formuje. Podejmuje różne decyzje, ciągle szuka. Po wyjściu z poprawczaka, wbrew zaleceniom księdza Tomasza, pije i ćpa na umór, bzykając pierwszą lepszą dziewczynę podczas imprezy ze znajomymi. Gdy trafia do tartaku przemyka przez niego jak cień – to nie jego powołanie. Poprawczak ciągnie się za nim jak smród, którego trudno się pozbyć. Rozpoznany zostaje bez problemu w PKS-ie przez policjanta. Jego przeszłość po wyglądzie dedukuje również Marta (Eliza Rycembel, Obietnica), kiedy Daniel pójdzie do kościoła w małej wiosce. “Księdzem jestem” improwizuje na miejscu. I jest w swoim kłamstwie tak przekonujący, że wierzy mu nawet lokalny, starzejący się proboszcz (Zdzisław Wardejn, Kogel-mogel), który ma problemy z alkoholem. Kiedy staruszek opuszcza parafię na kilka dni, żeby zająć się swoim zdrowiem, Daniel, teraz przedstawiający się jako ksiądz Tomasz, zostaje poproszony o przejęcie jego obowiązków i odprawianie mszy. Uzurpator w swojej roli czuje się coraz pewniej. Bo jest w jego obliczu i sposobie bycia coś duchowego. Bohater zyskuje popularność, a jego nietuzinkowe podejście do wiary, szczerość, angażujące kazania, działalność dobroczynna, przysparzają mu wielu sympatyków. Ale gdy zaczyna zadzierać z panoszącym się wójtem (Leszek Lichota, Miłość jest wszystkim), jego pozycja zostaje wystawiona na próbę.

Bartosz Bielenia i Eliza Rycembel w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Bartosz Bielenia i Eliza Rycembel w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Ta historia, która została oparta na faktach, wydaje się nieprawdopodobna. Aż strach myśleć, co zrobiłby z niej Patryk Vega. Na szczęście trafiła ona w odpowiednie ręce, wyciągając na wierzch jakże istotne motywy. Pokazuje ona na przykład, jakim autorytetem cieszą się księża oraz, w szerszym rozumieniu, osoby w mundurach. Kiedy Daniel wkłada koloratkę, od razu staje się w oczach patrzących nie niego osób kimś inny, godnym szacunku, kogo należy słuchać. Młody chłopak traktuje to najpierw jako rodzaj złotego biletu i szczeniackiej popisówki, potem jednak widzi w tym cel do odpokutowania swoich złych uczynków. “Nie ważne skąd jesteś. Ważne, dokąd zmierzasz” – słowa Daniela można odczytać metaforycznie.

Bartosz Bielenia w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Bartosz Bielenia w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Miejscowość, w której rozpoczyna swoją nielegalną “karierę” jest dotknięta pewną tragiczną historią. Kilka miesięcy po tragicznym wypadku, w którym zginęło siedem osób, duchowe rany wielu ludzi są niezabliźnione. Nauczonym swoim doświadczeniem Daniel zaczyna drążyć temat, sięgając po niestandardowe metody, które bardziej przypominają zabiegi amerykańskich kaznodziejów, niż typowe modlitwy rodzimych duchownych. Okazuje się, że większość mieszkańców wini za wypadek mężczyznę, który miał historię z nadużywaniem alkoholu. Wdowa po nim traktowana jest niemalże na równi ze sprawcą, wyzywana od najgorszych, odizolowana od ludzi. O wybaczeniu nikt nie chce mówić, choć jest to jeden z filarów wiary chrześcijańskiej. Ksiądz Tomasz zobaczy w próbie załagodzenia sporu swoją misję. Nikt inny, bardziej niż Daniel nie chciałby, żeby ktoś wybaczył mu jego grzechy.

Kadr z filmu Boże Ciało

Kadr z filmu Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Historia Daniela jest wariacją na ograny motyw, pojawiający się często w komediach, gdzie bohater udaje kogoś, kim nie jest i brnie coraz głębiej w swoje kłamstwo (Tootsie, Poszukiwany, poszukiwana, Pani Doubtfire). Będzie musiał przyznać się do winy, by doczekać się nagrody i przebaczenia. W przypadku Bożego Ciała nic nie jest takie proste. Ksiądz Tomasz może jest komiczny, ale równie tragicznie śmieszni w łatwowierności są jego parafianie. W postawie Daniela jest pycha, kłamstwo, ale i szczerość. Chłopak wie również, że będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami swojej decyzji, ale gdy widzi sens tego działania, brnie w nie dalej. Bielan stworzył doskonałą, skomplikowaną postać, ukazującą różne odcienie swojego bohatera. Równie wiarygodny jest jako duszpasterz o łagodnym głosie, jak i kopcący papierosa w autobusie oprych, upijający się do nieprzytomności. Nie mamy wątpliwości, co do jego szczerych zamiarów, mimo podejrzanej przeszłości. “Oblicze odbija się w wodzie, a w sercu odbija się człowiek.”

Bartosz Bielenia w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Bartosz Bielenia w filmie Boże Ciało / fot. materiały prasowe

Scenariusz autorstwa Mateusza Pacewicza ma bardzo nowoczesną i dobrze płynącą konstrukcję, jest tu kilka punktów zwrotnych, które udanie potęgują napięcie. Ciekawie rozpisany wątek wypadku daje głos wielu postaciom i przedstawia różne punkty widzenia. Nie do końca zadziałała jednak relacja budowana między Martą i Danielem, która wydaje się jednym z tych motywów, który trzeba do filmu dodać, choćby niewiadomo co. Postaci wójta i proboszcza balansują na granicy pastiszu i tylko dzięki naprawdę wyważonemu aktorstwu nie popadają w skrajności. Zdjęcia Piotra Sobocińskiego Jr. (Wołyń, Najlepszy) są w kilku miejscach ikoniczne, świetnie budują atmosferę wiejskiej klaustrofobii, dając kadrom oddychać w kluczowych momentach.

Zobacz również: Sługi wojny – recenzja kryminału z Piotrem Stramowskim

Twórcom udało się w filmie poruszyć kilka niebanalnych tematów, jak zbrodnia i kara, przebaczenie czy małomiasteczkowa bigoteria. Boże Ciało rewiduje też postawy wiary chrześcijańskiej, przypomina o jakże istotnych jej założeniach, które często tracimy z pola widzenia w codziennym życiu. Pokazuje również, że często duchowe autorytety i wzorce można znaleźć w ludziach, o których byśmy o to nie podejrzewali, a nie u ubranych w jakąś szatę osób. Pytając o podstawy ludzkiej wiary film jest intrygującym punktem do dyskusji o założeniach religii. Tak właśnie wygląda ambitne, angażujące i zmuszające do przemyśleń kino.

Polska premiera filmu odbędzie się 11 października.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Kino Świat

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aragorn88 pisze:

Tak sie pisze genialne recenzje. Brawoo

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?