Sługi wojny – recenzja kryminału z Piotrem Stramowskim

Jest na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni taka sekcja, co się zowie Panorama Polskiego Kina. Nie wiem w jakim stopniu to prawda, ale wydaje mi się, że filmy znajdujące się w niej, aspirowały do Konkursu Głównego, jednak z różnych przyczyn się na niego nie załapały. Show na pewno skradnie tam Jerzy Gruza i jego pierwsze reżyserskie dokonanie od czasu wspaniałych arcydzieł rodzimej kinematografii, czyli Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja oraz Gulczas, a jak myślisz?, oprócz niego jednak są tam m.in. takie tytuły, jak Na bank się uda, Fighter czy Władcy przygód. Stąd do Oblivio. To jakże światłe spostrzeżenie prowadzi mnie do wniosku, że gdyby traktować ten konkurs jako dosłowną panoramę polskiego kina, można sobie pomyśleć o nim nie najlepiej. I Sługi wojny w tym procederze uczestniczące, raczej tego nie zmienią.

Zawsze należy kibicować ludziom, którzy chcą w Polsce zamoczyć ręce w kinie gatunkowym. Nie ma tego wiele, ale trudno, żeby było, jeśli udane próby są naprawdę trudne do wyszukania. Mateusz Gawryś z mrocznym kryminałem próbuje już drugi raz, jednak drugi raz dokładnie tymi samymi środkami, które nie przyniosły sukcesu za pierwszym. Warskiego Topy zastąpił Sambor Stramowskiego, został natomiast Wrocław i została nudna, pozbawiona umiejętności wywołania zainteresowania historia.

fot. Robert Pałka

Można było po zapowiedziach mieć nadzieję, że poza robieniem kryminału, Gawryś pochyli się nad problemem ludzkiego DNA i tego, co można z nim w dzisiejszych czasach zrobić. Sugerował to plakat, trailer, i wszystkie materiały promocyjne. Tyrady jednak nie ma, a temat jest ledwie liźnięty i stanowi podkładkę pod nudnawą intrygę. Jest jakiś ważny lekarz, jest ministerstwo, jest duża korporacja, jednak żadnych głębszych myśli w związku z pojawieniem się najwyższych szczebli nie ma. Nawet Patryk Vega w swoim Botoksie potrafił zamieścić w scenariuszu jakieś tam pokręcone wyjaśnienia swoich wątków. Tutaj równie dobrze taką samą historię można opowiedzieć o przemyśle gastronomicznym.

Jest taki jedne polski film, który wybitnie mi się w ubiegłym roku spodobał i do którego odwołałem się już na naszych łamach w tekstach wielokrotnie. To Atak paniki Pawła Maślony, który ze Sługami wojny dzieli sporą część obsady. Występy są jednak gorsze, zdecydowanie gorsze. Nie ma tu wśród aktorów charyzmatycznego lidera, który mógłby podciągnąć niedomagający scenariusz. Wszyscy toną w przeciętności. No, może poza Pawłem Królikowskim, ale on akurat jest na tyle krótko, że nie sposób już nic zrobić.

fot. Robert Pałka

Realizacja również słabuje. Kryminał z elementami akcji można nakręcić lepiej, co widać nawet w trakcie tego filmu. Ujęcia lepsze są jednak zbyt krótkie i toną w bylejakości reszty. Film nie jest też reklamą Wrocławia, choć wydawałoby się, że choćby lekki akcent na miejsce, w którym rozgrywa się akcja, zrobiłby mu dobrze. I bynajmniej nie mówię tu o ujęciach z drona.

Kolejna tegoroczna próba zrobienia w Polsce dobrego kryminału kończy się fiaskiem. Sługi wojny to film równie mdły i nieciekawy co Sługi boże, w którym zupełnie nie widać postępu i wyciągania wniosków przez reżysera. Dlatego też trudno jest w tym momencie mówić, żeby film nie wykorzystywał drzemiącego w nim potencjału. Bo nawet jeśli takowy tu był, wyciągnięcie go nie było możliwe. Jeśli kiedyś będzie chciał stworzyć Sługi jeszcze czegoś, oczekiwania będą już bardzo niskie. Może to jednak lepiej, wtedy można się już tylko miło zaskoczyć.

ilustracja wprowadzenia: Robert Pałka

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?