Cały czas wydaje mi się, że lata 90. były góra piętnaście lat temu, a tymczasem powoli dobiega trzecia dekada od roku milenijnego. Ot rozkminy dziadziejącego milenialsa… Patrząc na serię Rogue Sun tym bardziej odnoszę wrażenie, że w komiksie dekada ta nadal ma się dobrze, a zwłaszcza jej mroczniejsza strona. Rogue Sun tom 4: Divinity jeszcze silniej mnie w tym utwierdza, a tytułowa bohaterka ostatecznie daje dowód, że Danny Ketch czułby się w tym uniwersum świetnie.

Strona komiksu Rogue Sun tom 4: Divinity
W życiu Dylana pojawia się coś, co do niego nie pasuje: stabilizacja. Jego superbohaterska kariera przebiega jak należy. Związany z nim duch ojca wspiera go, choć nie jest to łatwe. Nawet jego snobistycznie ponura familia wydaje się patrzeć na niego jakby inaczej. I wtedy zjawia się ona. Divinity. Dziewczyna, która wydaje się wprost skrojona pod pana Siegela. Buntownicza, zadziorna i parająca się heroizmem z pazurem, która wyrasta na kogoś więcej niż sidekicka w krucjacie przeciw Żałobnej Gwieździe.
Chociaż Massive-Verse jeszcze nie doczekało się historii na miarę największych hitów Marvela i DC, to już zdążyło zrobić coś, co obaj giganci usilnie próbują uczynić od lat. Mianowicie udało im się bez nadmiernego przekombinowania stworzyć bohaterów świeżych i rozsądnie nawiązujących do klasyki, bez łopatologicznego kopiowania konkurencji. Nie chodzi wyłącznie o umiejętności, ale także o tych, którzy kryją się pod maskami. Dylan i Marcus tworzą relację na linii syn-ojciec, daleką od cukierkowatości. Są autentyczni i ciekawi w swej niedoskonałości, co sprawia, że nawet magiczne światy nie wydają się być w tym uniwersum nadmuchane nadmierną fantazją autora. Na dodatek scenarzysta buduje wszystko w zdrowym tempie.

Strona komiksu Rogue Sun tom 4: Divinity
Widowiska tu nie brakuje, ale dla fanów błyskawicznie rozwijanych historyjek może nie być tu miejsca. Dylan dojrzewa powoli, zarówno jako heros, jak i człowiek. Gdzieś w tle pojawia się równie niespieszny wątek jego siostry Aurie Bell i przeczuwam, że dziewczyna pokaże ogień. Na etapie czwartego tomu nie mieliśmy jeszcze punktu przełomu dla serii, choć wydarzyło się wiele. Żałobna Gwiazda jeszcze nie zajaśniał w pełni i być może starcie z nim będzie wymagało małego crossoveru z Radiant Blackiem…
Od pierwszego tomu Rogue Sun nie był serią kolorową. Prace Abla i Bruno Fredy nadają mu równowagi między opowieścią z pogranicza grozy i bardziej rebelianckiego superhero. Pozwolę sobie nawet określić to jako umiarkowane Vertigo. Wrażenie robią projekty postaci i sceny walki, których kadrowa dynamika zadziwia płynnością. A skoro o niej mowa, odmienna perspektywa Dylana i Marcusa to jedna z najlepszych technicznie ukazanych rzeczy, z jakimi miałem do czynienia nie tylko w Massive-Verse. Brawa za pomysłowość.

Strona komiksu Rogue Sun tom 4: Divinity
Rogue Sun tom 4: Divinity to kolejny udany etap w karierze Dylana Siegela. To nadal ten sam pyskaty nastolatek, ale powoli panujący nad swym temperamentem. Jednak jak na trudnego dzieciaka przystało, nie wszystko przychodzi mu łatwo. Divinity z kolei przynosi urozmaicenie do jego świata, wyrastając dalece poza bycie drugoplanową bohaterką. Póki co nie dostaliśmy znaczącego wydarzenia w tym uniwersum, ale powoli twórcy szykują coś większego. Byle w duchu innym niż wiadoma konkurencja.

Okładka komiksu Rogue Sun tom 4: Divinity
Tytuł oryginalny: Rogue Sun Vol.4: Divinity
Scenariusz: Ryan Parrott
Rysunki: Abel, Bruno Freda
Tłumaczenie: Anna Sznajder
Wydawca: Non Stop Comics 2026
Liczba stron: 164
Ocena: 80/100
Tomasz Drozdowski
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.