#Venezia74 – dzień 1: Downsizing, Nico, 1988 i The Devil and Father Amorth

Wenecka wyspa Lido na najbliższe dziesięć dni znów staje się światowym centrum kinematograficznym. Rozpoczynający się dziś 74. festiwal filmowy wabi najgorętsze nazwiska w świecie X Muzy oraz jest pierwszym ważnym wyznacznikiem tego, co wydarzy się podczas przyszłorocznej gali oscarowej. A po Grawitacji i Birdmanie, Downsizing jest kolejnym ekscytującym tytułem otwierającym imprezę we Włoszech.

KONKURS VENEZIA 74

Downsizing 03 

Downsizing

Najnowsza produkcja spod ręki twórcy Bezdroży, Spadkobierców i Nebraski ma w sobie wszystkie cechy filmu otwarcia. Jest lekki, ale nie taki banalny, w obsadzie zauważyć możemy całą plejadę gwiazd oraz zakusy na międzynarodowy sukces. Jak pokazuje historia tytułów, które pokazywane są w galowy wieczór na dużych festiwalach, z jakością bywa przeciętnie. Na szczęście Downsizing, który jest trochę takim amerykańskim Kingsajzem, jest po lepszej stronie tego spektrum. O ile jednak Machulski zrobił czyste kino przygodowe z delikatnym podtekstem politycznym, to Alexander Payne, zamiast na fajerwerki, postawił na opowieść z przesłaniem. Skutek tego taki, że w połowie film trochę traci tempo i gdyby nie kilka świetnych epizodów aktorskich, efektem mogłaby być ambitna porażka.

Zobacz również: Downsizing – Matt Damon w pierwszym zwiastunie najnowszego filmu Alexandera Payne’a

Pierwsze ujęcia prezentują sukces norweskich naukowców, którym udało się wynaleźć serum na zmniejszenie człowieka – coś, nad czym pracowali od kilkudziesięciu lat jako remedium na stan naszej planety. Miniaturyzacja ludzi miałaby poprawić stan środowiska naturalnego Ziemi. Sceny, w których świat dowiaduje się o przełomowym odkryciu nie tylko wywołują salwy śmiechu, ale również przywodzą na myśl uroczo naiwne kino przygodowe, którego nie robi się dla dorosłych od lat. Przy całej lekkości tego otwarcia, Payne przypomina o realnych problemach – i to nie tylko w aspekcie ekologicznym, ale również ekonomicznym. Po dziesięciu latach bowiem miniaturyzacja zaczyna być coraz bardziej popularna, a wielu decyduje się na nią ze względów finansowych. I tak właśnie ten proces postrzega Paul Safranek (Matt Damon), który razem z żoną Audrey (Kristen Wiig) chcieliby wieść lepsze życie, ale zwyczajnie ich na to nie stać. Po wizycie w przypominającym Disneyland resorcie, gdzie zobaczyć można, jak dobrze powodzi się liliputom – klasa średnia awansuje do rangi bogaczy. Z prawie dwóch metrów wzrostu ludzie mierzą tylko dwanaście centymetrów, ale ich oszczędności zanotowały odwrotny proces – w ten sposób para ze 150 tys. dolarów może pozwolić sobie na życie ludzi, którzy mają na koncie okrągłe dwanaście milinów. I jak tu nie oprzeć się takiej pokusie?

downsizing 01

Kiedy Paul i Audrey żegnają się z przyjaciółmi przed przejściem procedury, w barze jakiś pijak zaczepia i kwestionuje ich patriotyzm oraz prawo do głosu: nie płacą podatków, mniej wydają, nie powinni też głosować w wyborach. Payne wraca tutaj do motywów ze swoich poprzednich filmów, zawsze mocno osadzonych w rzeczywistości. Polityczne i ekonomiczne bolączki są solą jego filmów, jedną z sił sterująych zachowaniami bohaterów, obok wewnętrznych małostek i psychologicznych słabości. Ta warstwa Downsizing jest najbardziej aktualna i fascynująca, i mimo charakterystyki science-finction, wygląda on jak film realistyczny. Payne ciekawie igra z widzami, co sprawia, że jego obraz jest trudny do kategoryzowania: rozpoczyna się niczym przygodowy akcyjniak w stylu Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki, by przesunąć się w stronę antyutopii. Okazuje się bowiem, że zmniejszeni ludzie żyjący w Leisureland też muszą pracować, wykonywać podobne jak „normalni” nudne prace, a tania siła robocza mieszka w slumsie tuż za murem luksusowego parku.

Zobacz również: TOP 15: najbardziej wyczekiwane filmy 74. Festiwalu Filmowego w Wenecji

Owe społeczne analizy ożywiają pełne humoru dialogi i kilka postaci drugoplanowych: Christoph Waltz jako imprezujący Dusan, sąsiad Paula, Udo Kier jako Joris, kapitan łodzi oraz Hong Chau jako uciekinierka z Wietnamu Ngoc Lan, która uciekła ze swojego kraju z więzienia w pudle z telewizora, gdzie dysydentów zmniejszają za karę. Szczególnie ta ostatnia postać, która ze względu na barierę językową nie przebiera w słowach i mówi prosto z mostu, nie tylko obnaża zakłamanie amerykańskiego społeczeństwa, ale jest katalizatorem głównego bohatera. Gdyby nie te postaci, druga część filmu ugrzęzłaby w filozoficznych, odrobinę męczących dywagacjach dotyczących ludzkości.

Payne zrobił całkiem udany, wielowarstwowy obraz, który dzięki doskonałej obsadzie oraz świetnym walorom produkcyjnym powinien spodobać się szerokiej publiczności. Przy ponad dwóch godzinach trwania na pewno odezwą się głosy, że bardziej rygorystyczny montaż wyszedłby Downsizing na dobre.

Ocena: 70/100

KONKURS ORIZZONTI

Nico 1988

Nico, 1988

Próba opowiedzenia o ostatnich chwilach Christy Päffgen, lepiej znanej światu jako Nico – niemieckiej modelce, jednej z muz Andy’ego Warhola, członkini Velvet Underground, piosenkarce i artystce. Reżyserka Susanna Nicchiarelli skupia się na jej dwóch ostatnich latach, kiedy prawie pięćdziesięcioletnia kobieta przenosi się do Manchesteru w Wielkiej Brytanii, z nową grupą muzyków rusza w tournee po Europie (zahaczając o Polskę), grając w dość abstrakcyjnych miejscach dla garstki wiernych odbiorców. Borykająca się z narkotykami Nico (świetna Trine Dyrholm) prześladowana jest przez przeszłość, na którą składają się wspomnienia zbombardowanego Berlina oraz rozczarowanie, jakim było wychowanie jej syna, który również nadużywa narkotyków.

Mroczna wizja końca świata gwiazdy ma swój klimat, ale momentami ociera się o banał, odtworzenie nie tak odległej epoki gdzieniegdzie wygląda tanio. Broni się za to muzyka i słowa odzwierciedlające stan psychiczny bohaterki.

Ocena: 50/100

POZA KONKURSEM

The Devil and Father Amorth 05

The Devil and Father Amorth

William Friedkin, po raz pierwszy od wyreżyserowania kultowego horroru Egzorcysta, miał w końcu okazję przyjrzeć się prawdziwym zabiegom wykonywanym przez księży oraz uwiecznić je na nagraniu wideo. Efektem jest dokument, który z jednej strony trudno oglądać poważnie, a z drugiej – przerażająco realistyczny. Ojciec Gabriel Amortha odprawia na oczach reżysera – po raz dziewiąty – egzorcyzmy na Cristinie. Samo nagranie jest wstrząsające, a potem Friedkin pokazuje je lekarzom i psychologom, którzy do końca nie potrafią go wytłumaczyć. Niczym w każdym horrorze, historia ma jeszcze jeden zwrot, nieprzewidywalny i straszny zarazem. Możemy odebrać ten film jako świadectwo czegoś ponadnaturalnego, ale podczas oglądania go trzeba wyłączyć cynizm i ironię. Bez wątpienia reżyser potraktował ten temat całkowicie poważnie. Kilka mrugnięć do widza jednak rozbija to wrażenie.

Ocena: 65/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?