Sprawozdanie z Octopus Film Festival 2026. Oczarowania i rozczarowania z Konkursu Głównego

Konrad Stawiński, 1 września 2026

79 filmów pełnometrażowych. 52 krótkie metraże. 123 seanse. 13 różnorodnych festiwalowych lokalizacji. To Octopus Film Festival 2026 w liczbach. Mój bilans drugiego spotkania z Octopusem? 6 dni. 19 filmów. I na pewno kilkadziesiąt tysięcy kroków przebytych po Gdańsku. Ale to nie będzie historia o Warszawiaku zdziwionym samochodowym eldorado, chodnikami, na których dopuszczony jest spory ruch rowerowy oraz trwającymi w nieskończoność czerwonymi światłami dla pieszych. Będzie tylko o filmach.   

Gdańsk dzięki Octopus Film Festival ponownie na kilka sierpniowych dni przeobraził się w świątynie kina gatunkowego oraz celebrację nowych filmów, klasyków oraz ukrytych perełek kina klasy B. W tym roku swoje kroki kierowałem przede wszystkim do sal wyświetlających tytuły z Konkursu Głównego i to na nim skupię się w przez większość sprawozdania. Tworząc relację z jednego z najoryginalniejszych polskich festiwali filmowych nie można jednak nie wspomnieć o towarzyszących mu różnorodnych sekcjach tematycznych, spotkaniach z laureatami Atramentowej Macki i seansach w unikalnych lokalizacjach. W trakcie 9. edycji filmy prezentowane były m.in. wirydarzu siedziby głównej Muzeum Narodowego czy pod słynnymi zielonymi dźwigami Stoczni Gdańskiej. Niezmiennie jedną z największych atrakcji jest też Seans Ukryty. W tym roku szczęśliwcy zabrani zostali do wnętrz SkateAreny na stadionie Polsat Plus Arena, by zjeść pizzę i obejrzeć kultowe Wojownicze Żółwie Ninja z 1990 roku.

Octopus 2026 baner foto

fot. Materiały prasowe

Relacja z 9. Octopus Film Festival 2026

Pierwsza uwaga, Octopusowe macki są coraz silniejsze. Tegoroczna, dziewiąta odsłona, nie tylko pokazała, że wydarzenie mocno osadziło się na kinofilskim krajobrazie, ale urósł też sam prestiż samego festiwalu. Wystarczy spojrzeć na film otwarcia i zamknięcia. Widzom pokazano premierowo dwie głośne rewelacje Festiwalu w Cannes, których pozazdrościć mogą inne, większe festiwale w Polsce.

Octopus Film Festival 2026 otworzył głośny Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma z Gillian Anderson i Hannah Einbinder w rolach głównych. Po świetnie przyjętym W blasku ekranu, reżyserka Jane Shoenbrun w swoim nowym autorskim dziele zaoferowała widzom kipiący humorem kinofilski esej, jeden z najlepszych przykładów “filmu o filmie w ramach filmu”, a do tego ubrała go w atrakcyjne ośmiorniczej widowni slasherowe fatałaszki.

Recenzję prezentowanego w prestiżowej canneńskiej sekcji Un Certain Regard filmu możecie przeczytać już na naszej stronie. Zdaniem recenzentki Movies Room Hanny Kroczek:

Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma nie jest filmem idealnym. Momentami jego komentarz do współczesnego Hollywood staje się zbyt dosłowny, a oniryczna forma może bardziej dzielić, niż zachwycać. Mimo to trudno odmówić mu własnego języka i pomysłu. Teatralna scenografia, intensywne kolory i absurdalność opowieści tworzą świat, który długo pozostaje w pamięci. To film niepozbawiony wad, ale zdecydowanie wart zobaczenia — szczególnie dla tych, którzy lubią kino wymykające się prostym kategoriom.

Pełna recenzja: Octopus 2026: Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma — recenzja filmu. Norma Desmond znów atakuje

9. Octopus Film Festival zamknął natomiast południowokoreański blockbuster Witajcie w Hope, a więc uczestnik Konkursu Głównego słynnego festiwalu z Lazurowego Wybrzeża. Hong-jin Na, reżyser Lamentu i W pogoni, powrócił po dekadzie nieobecności z odjechaną multigatunkową hybrydą łączącą wysokooktanowe kino akcji, horror, science-fiction i kryminał. Moim zdaniem, nie można było sobie wyobrazić lepszego zakończenia i pożegnania z gdańskim festiwalem. Pełną recenzję superprodukcji również możecie odnaleźć na naszej stronie.

To już oficjalne. Hollywood może potrzymać Hong-jin Na soju. Witajcie w Hope to mistrzowskie kino akcji, które wrzuca nas w środek apokaliptycznego chaosu i terroru, rozładowuje je humorem od czarnego do kloacznego, a stopniowo wyjaśniane elementy układanki nadają tragizmu niezatrzymywalnemu domino przemocy. Witajcie w trwającej prawie trzy godziny absolutnej filmowej frajdzie czerpiącej z całej palety kina gatunkowego”

Pełna recenzja: Witajcie w Hope – recenzja koreańskiej superprodukcji sci-fi. Kowboje i Obcy z Archiwum X | Octopus Film Festival 2026

Konkurs Główny

Jak opisują organizatorzy, „Konkurs Główny to serce Octopusa: miejsce, w którym co roku sprawdzamy puls światowego kina gatunkowego. Zasady są proste i od lat niezmienne – szukamy filmów najciekawszych, najodważniejszych i najlepszych”. Nie inaczej było i w tym roku. Na ekranie prezentowane były nie tylko przemyślane horrory korzystające z kreatywnych metafor, ale też liczne gatunkowe hybrydy, w których w mniej lub bardziej umiejętny łączono komedię, science-fiction, thriller, horror, mroczną baśń czy kino akcji.

W przeciwieństwie do edycji z 2023 roku, tym razem udało mi się obejrzeć filmy, które znalazły się na festiwalowym podium. Co więcej, publiczność w swoim werdykcie wskazała trzy z czterech tytułów, które trafiły do mojej topki obejrzanych produkcji (Lisica, Hodowla, Wybawcy, Ghost in the Cell). Konkurs Główny w 2026 roku wygrała australijska Lisica, drugie miejsce zajęło indonezyjskie Ghost in The Cell, a podium zamknęli Wybawcy.

Sam konkurs? Polaryzujący. Obejrzane filmy mogę podzielić wyłącznie na rozczarowania i oczarowania. Nic pomiędzy.

Cztery perełki, które musicie obejrzeć

Cytując bohaterów Lisicy, „jest jak jest”, więc relację zacznijmy od zwycięzcy Octopusa, filmu, którzy najbardziej urzekł tegorocznych festiwalowiczów. Zresztą Lisica to był także mój faworyt do zwycięstwa w Konkursie Głównym Octopus Film Festival 2026. Pierwsze wrażenie po seansie? Tak wyglądałaby hitowa Obsesja Curry Barkera, gdyby była absurdalną baśnią. Tu w końcu zamiast gałązki miłosne życzenie spełnia magiczna jama. Dario Russo stworzył tu absolutnie urzekającą i wyborną propozycję dla fanów totalnie odjechanych gatunkowych hybryd. Natrafiamy w niej na pełny absurd, czarną komedię, gadające animatroniczne zwierzęta czy satyrę na stan relacji damsko-męskich w małomiasteczkowej Australii. Lisica świetnie wypada również aktorsko. Jai Courtney, Emily Browning, Claudia Doumit grają jedne z najlepszych ról w karierze, ale i tak sceny kradną im podkładający głos zwierzęcym bohaterom Olivia Colman i Sam Neill.

Drugim z moich ulubionych tytułów tegorocznego Octopusa była Hodowla, czyli historia młodego i zdesperowanego naukowca zaproszonego na z pozoru niewinnie wyglądającą farmę pudli prowadzoną przez ekscentryczną rodzinę. Film w reżyserii Alexa Goyette okazał się być świetnie napisanym i wyreżyserowanym thrillerem w stylu Misery, który nieustannie zaskakiwał balansowaniem między grozą i czarnym humorem. Największą sensacją jest jednak wybitny występ Dot-Marie Jones, który powinien dać jej miejsce w panteonie najlepszych złoczyńców w historii kina. Amerykańska aktorka za pomocą bardzo stonowanych środków aktorskich i emanując niewyczerpanymi wręcz pokładami łagodności potrafiła stworzyć atmosferę absolutnego terroru oraz zapadającą w pamięć kreację amoralnej eksperymentatorki owładniętej eugeniczną obsesją.

Świetnie wypadł również film Wybawcy. To kameralne, rozgrywające się w jednej lokacji kino oraz gatunkowy miszmasz, w którym reżyser Kevin Hamedani opowiadając o lękach współczesnych Amerykanów udowadnia, że świetnie operuje humorem, niepokojem i grozą. Za pomocą spiskowo-paranoicznego thrillera przełamywanego humorystycznymi akcentami obrazuje narastającą wzajemną nieufność i zmieniający się współczesnie stosunek do obcych oraz imigrantów, ale też tworzy satyrę na tych obywateli teoretycznie postępowych i liberalnych. Fantastyczna jest również finałowa przewrotka, która dodaje kolejny gatunek (science-fiction) oraz wzmacnia pesymistyczno-alarmistyczny wydźwięk całości.

W octopusowym konkursie pojawił się również nowy tytuł jednego z moich ulubionych współczesnych azjatyckich reżyserów – Joko Anwara. W krytycznie i satyrycznie patrzącym na Indonezję Ghost in a Cell filmowiec podjął się karkołomnego zadania mieszając składniki z kina politycznego, więziennego, ghost story, komedii czy filmu sztuk walki. Co więcej, wychodzi z tego zadania obronną ręką formując oryginalny straszno-smutno-śmieszny obraz. A zarazem pytający o rolę sztuki i artysty. Kto wie, może Anwar ma rację i do resocjalizacji indonezyjskiego społeczeństwa potrzebna jest pomoc siły wyższej – konkretnie mściwego ducha z artystycznym zacięciem.

Te filmy też warto mieć na swoim radarze

Udanie do świata kina powrócił również Gregg Araki. Oglądając I Want Your Sex ma się wrażenie, że amerykański reżyser postanowił zrobić bardziej pikantną i zabawniejszą wersję Pięćdziesięciu twarzy Greya. Ubrana w lateks i klimaty BDSM historia prowokatorskiej artystki Eriki oraz jej asystenta Elliota to przede wszystkim fantastyczne show aktorskie Olivii Wilde oraz Coopera Hoffmana, ale też zabawna komedia erotyczna opowiadająca o fantazjach i frustracjach młodej generacji, stereotypach i różnicach pokoleniowych w kwestii związków czy stosunków w miejscach pracy na linii szef-podwładny. A drugoplanową rolę Charli XCX docenią nawet antyfani jej aktorskich prób.

Pozytywne wrażenie pozostawiła również Sacharyna, czyli jedna z produkcji powstałych na fali sukcesu Substancji. Tytuł w centrum stawia temat zaburzeń odżywiania, samoakceptacji oraz naszego lęku przed posiadanymi nadmiarowymi kilogramami, a prezentuje go w udanym miksie ghost story i body horroru. Nowe dzieło Natalie Eriki James (Relikt) to nieunikająca humoru przestroga, by nie brać prochów, bo przyjdzie duch głodomór, a zajadanie problemów będzie kwestią życia i śmierci niczym w Chudszym Stephena Kinga.

Nie zabrakło rozczarowań

Pierwsze roczarowanie w Konkursie Głównym przyniósł naładowany hollywoodzką obsadą Motor City. Produkcja z Alanem Ritchsonem, Benem Fosterem i Shailene Woodley początkowo intryguje, ale ostatecznie nie przeobraża się w nic więcej jak filmowy kaprys, by zrobić gangsterskiego akcyjniaka praktycznie bez dialogów. Z jednej strony film Potsy Ponciroliego udowadnia jak wiele zbędnej gadaniny jest we współczesnym kinie, z drugiej „brak słów” jest tu artystyczną dywersją, by razem z teledyskowością, nielinearnoscią, efekciarskim przestylizowaniem, dużą dawką slow-mo i brutalności zatuszować sklejke klisz, niewielką oryginalność, cienki scenariusz i przeciąganie scen w nieskończoność.

Zawodem okazał się też Przemocowiec, czyli wolnotlący się thriller o przemocy domowej z wielkim pożarem w tle, stworzony w poetyckiej aurze przypominanego po latach koszmaru z dzieciństwa. Sam „ważny temat” to jednak za mało, by zrobić interesujący film. A w tym każda sekunda dłużyła się podwójnie.

Filmem, którego pomysł został zmarnowany przez realizację okazali się za to Uzurpatorzy. Na papierze dzieło Caleba J. Philipsa wyglądać mogło na zaskakująco skomponowany miks thrillera, dramatu o stracie i science-fiction, ale siermiężna reżyseria oraz kiepskie prowadzenie aktorów odbiera frajdę z oglądania kolejnych twistów fabularnych, igrania z konwencjami i oczekiwaniami widzów. Tu był spory potencjał na przewrotną historię kwestionującą wiarę w siłę przypadku w naszym życiu i ironicznie odpowiadającej na pytanie “Co by było, gdyby?”.

Moim największym rozczarowaniem okazał się natomiast zbierający świetne opinie w USA Leviticus. Rozgrywający się w konserwatywnym miasteczku australijski queer horror wyróżnia na pewno świetny pomysł inspirowany Coś za mną chodzi. Złowroga siła atakująca bohaterów przybiera tu podstępną formę – osoby, której się najbardziej pragnie. Za konceptem nie poszła jednak interesująca realizacja. Film jest krótki, ale akcja dłuży się niemiłosiernie. Scenariusz kręci się wokół tych samych pomysłów, a twórcy nie oferują zbyt wielu pomysłów na grozę i utrzymanie napięcia dla swojego autorskiego pomysłu. Gwoli ścisłości, nie mogę pominąć też, że horror w reżyserii Adriana Chiarelliego podzielił naszą octopusową delegację Movies Room, gdyż zdaniem członkini redakcji był to jeden z najlepszych tytułów konkursu.

Hanna Kroczek (Movies Room): Leviticus to był mój osobisty faworyt tegorocznego festiwalu Octopus. Dla jednych będzie to kolejna smutna historia o gejach, dla innych — możliwość przejrzenia się w lustrze. Cały horror tej opowieści tkwi w uczuciu, które łączy bohaterów. Miasteczko, w którym żyją, traktuje ich orientację jako ciężki grzech. A jak najlepiej się go pozbyć? Egzorcyzmami, oczywiście. Te przynoszą jednak jedynie cierpienie i śmierć. Najgorsze jest to, że fikcyjna opowieść okazuje się rzeczywistością wielu młodych ludzi.

W tym roku udało mi się obejrzeć 10 z 13 konkursowych tytułów. Wśród pominiętych przeze mnie filmów znalazły się: Wiedźmia matka, Szczur lądowy i Amerykański domek dla lalek. Na szczęście w trakcie festiwalu dwa z nich okazję miała sprawdzić nasza redakcyjna koleżanka Hanna Kroczek i to jej poseansowe wrażenia dopełniają tegoroczne sprawozdanie z Konkursu Głównego 9. Octopus Film Festival.

Amerykański domek dla lalek zaprasza nas na amerykańskie przedmieście. Od pierwszych ujęć czujemy klimat kina klasy B, niskobudżetowości i powiew lat 90. Szkoda jednak, że scenariusz pozostawia wiele do życzenia. Film nie potrafi w pełni wykorzystać swojego potencjału, a kolejne wydarzenia sprawiają wrażenie przypadkowych i niewystarczająco rozwiniętych. Główna bohaterka i jej dziwna sąsiadka, a właściwie ich relacja, to solidna baza pod wciągającą i niepokojącą historię. Atmosfera i stylistyka niestety pozostają więc ciekawsze niż sama opowiedziana historia.

Szczur lądowy zapowiadał się jako mroźna opowieść o północy. Film rozpoczyna się od portretu artystki, która od dawna marzy o odnalezieniu miejsca, w którym zmarł jej ojciec. Brzmi to jak zapowiedź kontemplacyjnego kina, może nawet kina drogi. Sam film okazuje się jednak dość przeciętny. Monotonne i dłużące się kadry — choć niewątpliwie ładne — oraz płasko zarysowani bohaterowie pozostawiają sporo do życzenia.

Dwie Atramentowe Macki: Cynthia Rothrock i Fabio Testi

Gośćmi tegorocznej edycji Octopusa byli Cynthia Rothrock – ikona kina sztuk walki – oraz Fabio Testi, legenda włoskiego kina gatunkowego. Obie gwiazdy spotkały się z publicznością i otrzymały nasze wyjątkowe nagrody specjalne – Atramentowe Macki.

Replika Octopusa w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie

Gdański festiwal to nie jedyna okazja, by obejrzeć tytuły prezentowane w trakcie 9. edycji Octopus Film Festival. Najciekawsze fillmy obejrzeć będzie można na octopusowych replikach we Wrocławiu (25-30.08),  Poznaniu (26-30.08) oraz Warszawie (3-9 września).

ilustracja: materiały prasowe

Konrad Stawiński Zastępca redaktora naczelnego

Kontakt: k.stawinski@moviesroom.pl Twitter: @KonStar18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬