Advertisement



Był sobie pies 2 – recenzja kontynuacji hitu o psiej wierności

Był sobie pies 2 w reżyserii Gail Mancuso to następna odsłona przygód Baileya, psa odradzającego się w kolejnych żywotach, aby chronić swoich najbliższych. Czy kontynuacja oferuje coś więcej ponad sentymentalizm, proste wzruszenia i humor wynikający z psiego postrzegania świata?

Mógłbym napisać „nie” i na tym zakończyć recenzję, ale to przecież film skierowany do najmłodszych widzów. Akurat oni mogą być zadowoleni, choć kontynuacja tak naprawdę nie oferuje niczego nowego. Nie uważam, żeby takie produkcje jak Był sobie pies 2 powinny mieć przy ocenianiu taryfę ulgową. W ostatnich lat powstało wiele znakomitych filmów dla najmłodszej widowni, na których również dorośli mogli z zainteresowaniem śledzić rozwój opowieści. Między innymi Zwierzogród, Vaiana: Skarb oceanu, Paddington – angażujące historie, obserwacje społeczne i realizacja na wysokim poziomie. Na tym tle niestety film Mancuso wypada bardzo przeciętne i nawet finałowe wzruszenia nie mają już tej mocy co w pierwszej części.

Był sobie pies 2

fot. materiały prasowe

Zobacz również: Zakochany kundel- Przed wami zwiastun wersji live-action kultowej animacji!

W filmie z 2017 roku wędrówka psa przez kolejne życia zbliżała go powoli do celu, jakim było ponowne spotkanie z Ethanem. Teraz ma nowy cel – opiekowanie się jego wnuczką, CJ. Schemat pozostaje dokładnie ten sam. Na początku szybko zacieśniają się więzi między psem, a człowiekiem. Potem pojawiają się problemy, następuje rozłąka, ale motyw ponownych narodzin oferuje wiele szans na dotarcie do celu. W pierwszej części mimo wszystko wędrówka była długa i udało się podczas niej zasygnalizować różne postawy ludzkie oraz różnice społeczne. W sequelu Bailey nie musi się nawet wysilać, ponieważ w kolejnych żywotach od razu trafia na CJ. Humor bierze się oczywiście w większości z psiej narracji. Bailey często nie rozumie ludzi i zawsze ma pomysły na to, jak pomóc wnuczce Ethana. Jeśli widzieliście pierwszą część, to możecie się spodziewać dokładnie tego samego – ciągłego żartowania z jedzenia oraz kilku fekalnych gagów.

Był sobie pies 2

fot. materiały prasowe

W takich filmach jak ten lubię zwracać uwagę na dziwne wątki. Jest więc chłopak, z którym zaczyna się spotykać bohaterka. Shane nie jest świętoszkiem – bierze narkotyki, potrafi być agresywny, a dziewczyna zostaje z jego powodu zgarnięta przez policję podczas imprezy. Na tym jego wątek mógłby się zakończyć, ale twórcy muszą docisnąć bardziej i wrzucić scenę rodem z b-klasowego thrillera. CJ po kłótni z matką odjeżdża autem z domu, a chłopak zaczyna ją śledzić. Cała sytuacja jest bezsensowna, służąc tylko temu, żeby doprowadzić do rozdzielenia dziewczyny i jej wiernego psa. Kiedy scenarzyści go już nie potrzebują, to Shane nagle znika i nie zostaje w żaden sposób ukarany.

Zobacz również: TOP 2019 – Najlepsze filmy! Ranking aktualizowany!

Drugi taki wątek to bardzo niezręcznie przedstawiony trójkąt miłosny. Nie mająca gdzie mieszkać w Nowym Jorku bohaterka trafia na przyjaciela z dzieciństwa i jego dziewczynę. Zamieszkują razem, a że CJ i Trent mają się ku sobie, to ta trzecia musi być antagonizowana. Dzieje się to jednak w żenujący sposób, ponieważ kobieta zostaje przedstawiona tak, że zagadką jest, czemu Trent w ogóle zaczął z nią być. W dodatku wątek miłosny oparto na ciągnącym się zdecydowanie zbyt długo friendzonie. Czy w takich filmach ludzie naprawdę muszą czekać na powiedzenie o swoich emocjach przez co najmniej pół życia?

Był sobie pies 2

fot. materiały prasowe

Jestem przeciwnikiem dubbingu w filmach aktorskich, natomiast Marcin Dorociński ciągle świetnie się sprawdza jako psi narrator. W jego ustach o wiele lepiej brzmią nawet rymowanki i powtarzalne żarty dotyczące jedzenia. Wśród polskich aktorów lepszym castingiem byłby chyba jedynie monotonny głos Mirosława Baki dopasowany do zafrasowanego oblicza bernardyna. Kawał dobrej roboty wykonali treserzy psów tym bardziej w czasach, kiedy niedawno w nowej wersji Króla Lwa oglądaliśmy wyłącznie wygenerowane komputerowo zwierzęta. I byłbym zapomniał, na koncepcję zaświatów wpadli na pewno fani Gladiatora.

Nie zaprzeczam, że pójście na Był sobie pies 2  może być dobrym pomysłem na wypad dla całej rodziny. Może być też pomysłem złym, o czym świadczyło chrapanie mężczyzny w rzędzie niżej podczas mojego seansu. O takich filmach trudno cokolwiek powiedzieć, ponieważ są nijakie i boleśnie przeciętne. A produkcje dla najmłodszych wcale takie nie muszą być, o ile widać zaangażowanie twórców, którzy mają do powiedzenia coś więcej niż „pies to najlepszy przyjaciel człowieka”.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?