Frances Ha (2013) – recenzja komedii obyczajowej Noah Baumbacha na CDA Premiuml!

Jeszcze przed Historią małżeńską, na którą posypał się ostatnio deszcz oskarowych nominacji, Noah Baumbach bardzo chętnie przeskakiwał między tonacjami, czasami nawet w obrębie jednego dzieła – a to zabierał się za dramat, a to ocierał o komedię. W obu przypadkach wychodziło mu to świetnie. Frances Ha z 2013 roku to film, który stoi w rozkroku pomiędzy tymi dwoma gatunkami, a czarno-białe zdjęcia sytuują go gdzieś na półce z napisem „kino niezależne”. Mimo przywiązania Baumbacha do realizmu oraz obserwacji społecznych jest to również ciepła komedią o dążeniu do szczęścia oraz zachowywaniu optymizmu w brutalnie szczerym świecie. Film, który potwierdził jego klasę reżyserską, a także stał się preludium do następnych autorskich projektów, można obejrzeć już na platformie CDA.pl!


Film jest do obejrzeniu na CDA Premium!


Główną bohaterką jest tytułowa 27-letnia dziewczyna, która marzy o karierze baletnicy, jednak jej uwadze niestety umyka pewien bardzo istotny fakt – nie posiada nawet najmniejszych predyspozycji, aby zostać profesjonalistką. Ambitna dziewczyna stara się dotrzymać kroku o wiele zdolniejszym koleżankom, ale Nowy Jork jest bezlitosny – tutaj nie ma miejsca na jeszcze jedną obsesyjnie marzącą o odkryciu artystkę, która nie zauważa, że powinna zająć się czymś inna. Mimo niepowodzeń nasza prawie już eksmitowana z mieszkania dziewczyna nie traci poczucia humoru, chociaż jej niepoprawny optymizm może wydawać się w jej otoczeniu ludzi „mocniej stąpających po ziemi” nieco irytujący. Frances stara się tego nie zauważać, a przynajmniej stwarza takie pozory.

Nastawienie do świata na szczęście udziela się również widzowi, ale według symetrycznej linii: czasami kibicujemy jej niepoprawnemu optymizmowi, a czasami – podobnie jak inne postacie z filmu – chcemy nią potrząsnąć, aby zrozumiała, że nie tędy droga. Baumbach jednak o tyle sprawnie rozkłada akcenty, że potrafimy zarówno wspierać na duchu Frances, jak i dystansować się do jej wyborów. Greta Garwig kapitalnie wciela się w tę niefrasobliwą, ale również nieco skonfliktowaną ze światem niepoprawną marzycielkę, nad którą zbierają się ciemne chmury i tylko ona zdaje się ich nie zauważać. Reżyser i scenarzysta jednocześnie wkłada jej w usta słowa, które ociekają radością i wiarą w celowość swoich dążeń, ale są skontrastowane z sytuacją zewnątrz, od której czarno-białe oko operatorskie nie odwraca wzroku. Gerwig potrafi grać na wszystkich tonach swojej postaci, począwszy od pobudzenia, skończywszy na frustracji, a fabuła prowadzi do kulminacji, która wydrapuje kilka rys na światopoglądzie głównej bohaterki. Obok niej bardzo naturalny w swojej roli ulubieniec Baumbacha, czyli wtedy dopiero odkrywany Adam Driver.

Kino Noah Baumbacha opowiada o środowisku neurotycznej klasy artystycznej i średniej, dlatego niekiedy mogą irytować napisane ze zbyt napęczniałą swadą dialogi, jakby każda rozmowa musiała kończyć się puentą, która pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo elokwentnymi ludźmi. Seans może być niewygodnym doznaniem, jeśli boimy się analizy naszych poczynań, bo w tak autentyczny sposób wbija szpilę w ludzi, którzy jeszcze ociągają się z dorastaniem, ale finalnie jest bardzo potrzebną kinu opowieścią o przemianie. Główna bohaterka, podobnie jak perspektywa osoby, która śledzi (i może zbyt pochopnie ocenia) jej poczynania, dostaje podczas seansu kilkukrotną szansę na metamorfozę. Nie sposób oderwać wzroku od losów dziewczyny, którą być może czujemy również w nas samych.

Redaktor

Z wykształcenia polonista i kulturoznawca. Stworzyły go filmy, może go też zabiją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?