Kamerdyner – recenzja filmu Filipa Bajona z festiwalu w Gdyni!

Kino takie jak Kamerdyner zdarza się w Polsce bardzo rzadko. Twórcy mówią o sześciu latach prac, prawie 17 milionach złotych budżetu, a akcję rozciągają na prawie pół wieku. Projekt skutkuje potężną 150-minutową opowieścią. W dodatku w wielu aspektach bardzo udaną.

Zobacz również: Kler – recenzja filmu Wojciecha Smarzowskiego prosto z Gdyni!

Przez cztery dekady na ziemiach pomorskich łączą się losy Niemców, Polaków i Kaszubów. Tyle przeczytamy z jednego z oficjalnych opisów tego filmu. Trzeba powiedzieć jednak, że choć mówi on niewiele o samej fabule, opisuje film bardzo trafnie. Nowe dzieło Filipa Bajona ma bowiem w sobie tyle treści, że jakakolwiek próba jego streszczenia musiałaby się skończyć kilkustronicowym elaboratem. Najważniejsze jednak, że reżyser się w tym nie pogubił.

Film rozpoczyna scena porodu matki naszego głównego bohatera. Mateusz pojawia się na świecie, jednak jego matka przypłaca to życiem. Dziecko trafia pod skrzydła zamożnej rodziny Kraussów, jednak cały czas ma w sobie kaszubską krew. I nie jeden raz jeszcze to z niego wyjdzie.

fot. Marcin Makowski

U Kraussów wychowuje się wraz z Kurtem i z Maritą. Od samego początku, mimo że wyższy od reszty rodzeństwa, wszędzie jest stawiany nieco niżej. Oni jadą do prestiżowych szkół w Berlinie, on obchodzi się smakiem w okolicznym gimnazjum. Problemy zaczynają się, gdy chłopak zaczyna czuć miętę do Marity. Związek będzie niewygodny dla wszystkich. I będzie jednym z wielu powodów lawiny kłopotliwych wydarzeń.

Zobacz również: TOP 10 – najciekawsze filmy Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych Gdynia 2018!

Zacząłem lekko rozwijać fabułę tego filmu, jednak nie ma większego sensu dalej w to brnąć, ponieważ skończylibyście z czytaniem tego jutro rano. Tak wielowątkowa, jednak dobrze poukładana i wyważona to historia. Mamy wspomniany zakazany romans rodem z jakiegoś Pamiętnika, kwestię straszliwej zbrodni, film o trudnych relacjach rodzinnych czy kilka scen batalistycznych na frontach dwóch wojen. Wszystko oczywiście w bardzo długim okresie, jednak pociętym tak, że każdy element tej układanki wybrzmiewa i żaden nie wydaje się niepotrzebnym. Filip Bajon podkreślał ponoć niejednokrotnie, że głównym bohaterem jego filmu jest czas. Wydaje mi się, iż trudno pisać scenariusz pod taki właśnie najważniejszy aspekt. A największym chyba sukcesem tego filmu jest fakt, że tu się udało.

fot. Rafał Pijański

Wspomniałem, co jest głównym bohaterem Kamerdynera według reżysera, więc teraz wypadałoby powiedzieć o postaciach. A tutaj najważniejszy na pewno nie wydaje się Mateusz (mimo iż na początku tekstu napisałem, że tak jest, głównie przez to, iż widnieje na każdym plakacie). Fabijański jest gwiazdą, bohaterem tytułowym, ale poza tym kojarzy mi się właśnie z takim Panem Tadeuszem tego filmu. Są takie epizody w fabule, w których wyraźnie ustępuje Gajosowi, Annie Radwan czy Adamowi Woronowiczowi. Z jednej strony to dobrze, bo jego miłosne rozterki nie są napisane na tyle dobrze, aby zawładnąć widzem. Z drugiej jednak w całej reszcie zarówno on, jak i Marianna Zydek wypadają bardzo dobrze. Dlatego trudno jest mi to jednoznacznie ocenić.

Zobacz również: Wszystkie odcinki Ślepnąc od świateł na HBO GO w dniu premiery. Wiemy kiedy!

Problem mam także z charakteryzacją. Wiem oczywiście, jak ogromnym wyzwaniem jest uchwycić na twarzach bohaterów prawie pół wieku historii. Jednakże nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na jednych wychodzi to lepiej niż na innych. Fabijański wypada ok, Anna Radwan znakomicie, ale na twarzy takiej Kamili Baar czy Marianny Zydek upływ czasu widać już zdecydowanie mniej. No i Gajos, który koło sześćdziesiątki jest pewnie na początku filmu, więc pod koniec powinien już raczej dogorywać. Nie dogorywa, a wręcz potrafi jeszcze pójść na wojnę. Trochę kłóci mi się to z faktem, że w roli rodowitego kaszuba Bazylego Miotke jest aktorsko najlepszy z całej obsady. Mimo że konkurencję ma poważną.

fot. Marcin Makowski

Rzadko kiedy w Polsce zdarza się tak duży film, dlatego samą wielkość tego projektu już trzeba docenić. W dodatku jak na dłoni widać fakt, iż nie powstał on tylko z racji chęci poszerzenia skali rozmachu rodzimych produkcji. To przemyślany i udany film, wśród ostatnich produkcji Bajona wyróżniający się zdecydowanie na plus. I pokazujący, że reżyser ten nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sam napisał(a):

KAMERDYNER….na gorąco, dociskali tak, że tylko brakowało pradawnej gruszy i dzieci z czworaków…polskie kino…lino, taki piękny temat tak pięknie spieprzyć….gdyby nie Gajos i kilka pięknych obrazków , tytułowy bohater…ładnie stał i patrzał, a i ona mu patrzała ładnie…..nie warto iść.

Baron zum Beispiel napisał(a):

niestety nie zgodzę się w duuuużej mierze z autorem recenzji. Jaki by epicki nie był film to trzeba go sprawnie opowiedzieć, postaci (nie postacie) powinny być pełnokrwiste, chyba reżyser nie musł koncepcji o czym chce opowiedzieć. Sam Gajos filmu nie uciągnie… niestety 🙁 ale pójść i samemu ocenić – trzeba koniecznie

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?