Gothic Remake – recenzja gry. Remake memów, przebudzenia i wspomnień.

Jakub Szumiński, 29 czerwca 2026

Istnieją gry, których nie da się oceniać wyłącznie przez pryzmat grafiki, liczby klatek na sekundę czy długości kampanii. Niektóre produkcje po prostu stają się częścią historii i kultury. W Polsce takim fenomenem od ponad dwóch dekad pozostaje Gothic. To nie tylko RPG z 2001 roku. To źródło niezliczonych memów, cytatów, internetowych żartów i wspomnień całego pokolenia graczy.

Kiedy THQ Nordic zapowiedziało remake, emocje były ogromne. Jedni wierzyli, że dostaniemy odświeżoną legendę, inni bali się, że ktoś zniszczy im wspomnienia. Sam nie oczekiwałem rewolucji. Wiedziałem, że żadna współczesna technologia nie odtworzy klimatu, który dwadzieścia pięć lat temu stworzyło Piranha Bytes. Liczyłem po prostu na to, że Alkimia Interactive zrozumie, dlaczego ta gra była tak wyjątkowa. I wiecie co? Dali od siebie naprawdę dużo. Sprwadźcie czy to wystarczyło.

Grafika nie wyznacza nowych standardów. Ona odświeża wspomnienia

Najłatwiej byłoby napisać, że Gothic Remake nie jest najładniejszą grą na rynku i technologicznie jest średnio, ale to też odzwierciedla się w cenie. Mimo wszystko fabuła nadal zajmuje kilkadziesiąt godzin. Widać, że miejscami można było zrobić więcej, tekstury bywają nierówne, animacje nie zawsze zachwycają, a całość momentami sprawia wrażenie projektu o ograniczonym budżecie. Ostatecznie jednak gdy widzimy lokacje z daleka, a nocne podświetlenie Starego Obozu widzianego z góry, tętniącego życiem pomimo późnej pory, to naprawdę dużo dla naszych wspomnień.

Mimo wszystko jej zadaniem było odświeżyć świat, który wszyscy pamiętamy sprzed ponad dwóch dekad i właśnie tutaj twórcy wykonali fantastyczną robotę. To trochę tak, jak z dobrze zrobionym remasterem starego filmu czy gry. Nagle obraz staje się ostrzejszy, kolory żywsze, światło bardziej naturalne, ale nadal oglądamy ten sam obraz, który pamiętamy sprzed kilku czy kilkunastu lat. Dokładnie takie uczucie towarzyszyło mi podczas eksplorowania Kolonii.

Owszem, zdarzają się miejsca, gdzie widać, że komuś zabrakło czasu lub budżetu. Niektóre lokacje są znacznie bardziej dopracowane od innych. Nie wszystkie elementy świata otrzymały tyle samo uwagi. Wiem, że to nic specjalnego, ale tutaj się to mocno uwidacznia, o tym nieco więcej za moment. Jednak jak to wypada jako całość? Naprawdę trudno było mi nie uśmiechać się podczas kolejnych godzin eksploracji.

gothic remake

Bezimienny dostał nową twarz. I właśnie z tym mam największy problem

Pamiętacie Playable Teaser? Jeżeli tak, to zapewne pamiętacie również ogromną falę krytyki dotyczącej wyglądu postaci. Może nie było tak źle jak z filmowym Sonickiem, ale na szczęście pełna wersja gry pokazuje, jak gigantyczny postęp wykonali twórcy. Diego wygląda świetnie już od pierwszych minut emanuje charyzmą, którą pamiętamy z oryginału. Gomez, Milten, Gorn czy wielu drugoplanowych bohaterów również prezentują się bardzo dobrze. Widać ogrom pracy włożonej w odtworzenie ich charakterów. Tym bardziej boli mnie jedna rzecz, czyli sam Bezimienny. Naprawdę nie potrafię przekonać się do jego nowego wyglądu.

Rozumiem, że mogły istnieć kwestie artystyczne albo prawne, ale oryginalny bohater miał twarz, którą zna praktycznie każdy fan Gothica. Była charakterystyczna. Miała wyraz. Miała swój klimat takie wiejskiego głupka, z całym szacunkiem. Tutaj dostałem bohatera, który jest lekko bez charakteru Pół żartem można powiedzieć, że z wojownika z charakterem zrobił się chłop z cebulą na głowie, który wygląda, jakby bardziej interesowała go ciecierzyca niż walka z orkami. Oczywiście to subiektywna opinia, ale to w sumie moja recenzja.

Gameplay pozostał na miejscu – dzięki Śniącemu!

Największą pochwałę chciałbym skierować w stronę samego gameplayu. Twórcy nie próbowali na siłę zrobić z Gothica współczesnego RPG-a. Nie uprościli wszystkiego, nie zamienili eksploracji w spacer od znacznika do znacznika, nie prowadzą gracza za rękę co pięć minut i całe szczęście. Gothic Remake nadal jest grą starej szkoły, tutaj trzeba obserwować świat, rozumieć kontekst i szukać drogi po swojemu.

Polski dubbing? Dostał sporo serca!

Jeżeli jest jedna rzecz, której najbardziej bałem się przed premierą remake’u, to właśnie dubbing. Polski Gothic od zawsze był fenomenem. Nie tylko dlatego, że głosy były świetnie dobrane, ale dlatego, że przez ponad dwadzieścia lat zdążyliśmy nauczyć się ich praktycznie na pamięć. Cytaty Diego, Strażników czy mieszkańców obozów weszły do internetowego słownika i żyją własnym życiem do dziś.

Na szczęście twórcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Większość najważniejszych postaci przemawia głosami, które pamiętamy z oryginału. Efekt jest fantastyczny. Czasami wystarczy usłyszeć pierwsze zdanie Diego albo kolejną zaczepkę Strażnika, żeby momentalnie wrócić pamięcią do pierwszego uruchomienia Gothica kilkanaście czy nawet ponad dwadzieścia lat temu. Tego nie da się kupić żadną technologią ani fotorealistyczną grafiką. To działa wyłącznie na emocjach i właśnie dlatego robi tak ogromne wrażenie.

Polskie akcenty i easter eggi. Tego jest wręcz absurdalnie dużo

Ilość easter eggów naprawdę mnie zaskoczyła. Jasne, spodziewałem się kilku nawiązań do oryginalnego Gothica, ale nie sądziłem, że twórcy aż tak mocno pójdą w kierunku puszczania oka do graczy. W praktyce niemal co chwilę można natrafić na odniesienia do popkultury, kultowych gier czy filmów.

Znajdziemy tutaj smaczki związane z Wiedźminem, Star Wars, Indianą Jonesem, Doomem i wieloma innymi produkcjami. Do tego dochodzą typowo polskie akcenty, które pokazują, że studio doskonale rozumiało, jak wyjątkowym fenomenem Gothic stał się właśnie u nas.

Najlepszym przykładem jest współpraca z Janem Błachowiczem. Kampania promocyjna z jego udziałem, kultowe „Zbudź się!” i dziesiątki internetowych memów sprawiły, że przez kilka tygodni miałem wrażenie, jakbyśmy znowu żyli premierą pierwszego Gothica i właśnie to jest największy sukces remake’u. On nie tylko odświeżył grę. On wybudził całą społeczność.

Nowe wątki fabularne przypominają wersję reżyserską

Jedną z rzeczy, o których twórcy mówili jeszcze przed premierą, było rozszerzenie świata i dodanie nowej zawartości. Szczerze mówiąc, podczas samej rozgrywki nie miałem poczucia, że nagle dostałem drugiego Gothica. Mapa jest większa, pojawiają się nowe zadania i dodatkowe dialogi, ale nie są to zmiany, które całkowicie przewracają historię do góry nogami. I bardzo dobrze.

Najbardziej podoba mi się to, że nowe elementy nie próbują na siłę przepisywać fabuły ani udowadniać, że twórcy mają lepszy pomysł od autorów oryginału. Zamiast tego rozbudowują tło wydarzeń. Dostajemy więcej informacji o mieszkańcach Kolonii, lepiej poznajemy zależności pomiędzy obozami i mamy okazję zobaczyć wydarzenia, które kiedyś po prostu pozostawały gdzieś poza kadrem.

Najłatwiej porównać to do reżyserskiej wersji kultowego filmu. Główna historia pozostaje dokładnie taka sama, ale pomiędzy znanymi scenami pojawiają się dodatkowe fragmenty, które pozwalają lepiej zrozumieć świat i bohaterów. Nie zmienia to odbioru całej opowieści, ale sprawia, że staje się ona pełniejsza. I właśnie tak, moim zdaniem, powinno robić się remake’i klasycznych gier.

Bugi? To chyba najbardziej wiernie odtworzony element oryginału

Nie oszukujmy się – pierwszy Gothic był grą potwornie zbugowaną. Miał problemy techniczne, dziwne zachowania postaci, błędy w zadaniach i całą masę absurdalnych sytuacji, które dzisiaj pewnie nie przeszłyby kontroli jakości. A mimo to wszyscy go kochaliśmy. Był na tyle świeży, na tyle wyjątkowy i na tyle klimatyczny, że zwyczajnie przymykaliśmy na to oko. Tym bardziej że w Polsce spora część graczy poznawała go z pirackich kopii nagrywanych na kilku płytach CD.

Dlatego obecność bugów w remake’u wcale mnie nie zaskoczyła. Wręcz przeciwnie – w pewnym momencie zacząłem się z tego śmiać razem z internetem. Na Steamie można znaleźć mnóstwo pozytywnych opinii, w których gracze piszą, że twórcy perfekcyjnie odwzorowali ducha oryginału, bo nowy Gothic jest dokładnie tak samo zbugowany jak ten sprzed dwudziestu pięciu lat. I wiecie co? Coś w tym jest. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy sentyment przestaje wystarczać.

Optymalizacja to największy przeciwnik Bezimiennego

Istnieje jedna rzecz, której nie potrafię usprawiedliwić nostalgią. To optymalizacja. O ile drobne błędy czy zabawne glitche potrafią nawet wywołać uśmiech, o tyle problemy z płynnością zwyczajnie przeszkadzają w graniu. Podczas testów wielokrotnie zdarzały się spadki wydajności, chwilowe przycięcia czy mikrościnki, które pojawiały się zupełnie bez powodu. Co najdziwniejsze, mój komputer nawet nie wykorzystywał w pełni swoich podzespołów. Procesor i karta graficzna pracowały daleko od maksymalnego obciążenia, a mimo to gra potrafiła nagle zgubić płynność.

Mam nadzieję, że kolejne aktualizacje poprawią ten element, bo właśnie tutaj remake najbardziej odstaje od współczesnych standardów. Nie chodzi o to, żeby działał w 300 klatkach na sekundę. Chodzi po prostu o stabilność, której od współczesnej produkcji można już oczekiwać.

Im dalej w las… tym mniej życia

Na początku nie do końca rozumiałem internetowe memy dotyczące pustego świata. Pierwsze godziny sprawiały bardzo dobre wrażenie i nic nie wskazywało na to, że będzie z tym jakiś większy problem. Dopiero później zauważyłem, o co chodziło graczom.

Im dalej zagłębiałem się w świat gry, tym częściej miałem wrażenie, że mapa zaczyna się wyludniać. Nie chodzi nawet wyłącznie o NPC-ów. Brakuje także stworów, losowych wydarzeń czy zwykłego poczucia, że ten świat naprawdę żyje. Momentami przemierzałem naprawdę spore połacie terenu i niewiele się na nich działo.

Nie jest to wada, która psuje całą zabawę, ale odbiera część immersji. Odnosiłem wrażenie, że podczas produkcji priorytet otrzymały inne elementy gry, a zagospodarowanie świata zeszło na dalszy plan. Szkoda, bo właśnie żyjąca Kolonia była jednym z największych atutów oryginału.

Czy młodzi gracze w ogóle pokochają Gothica?

Najbardziej ciekawi mnie jednak coś zupełnie innego. Jak ten remake odbiorą ludzie, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności z Gothikiem?

Ja patrzę na tę grę przez pryzmat sentymentu. Pamiętam oryginał, pamiętam jego klimat i wiem, dlaczego wiele rozwiązań wygląda właśnie tak, a nie inaczej. Tylko że dzisiejsi gracze wychowali się już na zupełnie innych produkcjach.

Rynek jest przepełniony grami online, a jeżeli pojawiają się duże produkcje singleplayer, to bardzo często prowadzą gracza za rękę. Znaczniki, podpowiedzi, samouczki i minimapy stały się standardem. Gothic zawsze szedł pod prąd. Tutaj trzeba słuchać dialogów, zapamiętywać drogę, samemu odkrywać świat i często po prostu uczyć się na własnych błędach.

Nie wiem, czy dzisiejsi piętnasto- czy dwudziestolatkowie będą w stanie to docenić. Chciałbym, żeby tak było, bo takich gier praktycznie już się nie robi. Obawiam się jednak, że problemy techniczne oraz dość archaiczna konstrukcja rozgrywki mogą skutecznie zniechęcić część nowych odbiorców, zanim zdążą odkryć największą zaletę tej produkcji.

Podsumowanie

Nie miałem wobec Gothic Remake ogromnych oczekiwań. Mam wrażenie, że największy hype wokół tej gry wynikał przede wszystkim z sentymentu. Chyba nikt rozsądnie myślący nie zakładał, że będzie to rewolucja na miarę największych współczesnych RPG-ów czy kandydat do Gry Roku. To od początku był projekt skierowany przede wszystkim do ludzi, którzy przed laty zakochali się w Kolonii Karnej.

I właśnie z tej roli remake wywiązuje się naprawdę dobrze. Widać ogrom szacunku do materiału źródłowego. Widać, że twórcy rozumieli, czym Gothic jest dla polskich graczy. Odtworzony dubbing, gameplay pozostawiony w duchu starej szkoły, dziesiątki easter eggów i odniesień do polskiej kultury, filmów czy innych gier pokazują, że tę produkcję robili ludzie, którzy sami chyba wychowali się na Gothicu.

Czy wszystko się udało? Nie. Problemy techniczne są momentami irytujące, optymalizacja wymaga jeszcze sporo pracy, a świat w dalszej części gry mógłby sprawiać znacznie bardziej żywe wrażenie. Nadal nie przekonuje mnie również nowy wygląd Bezimiennego.

Mimo to bawiłem się naprawdę dobrze. Większość czasu nie analizowałem liczby klatek na sekundę ani jakości tekstur. Po prostu znowu byłem w Kolonii Karnej. Słyszałem znajome głosy, odwiedzałem miejsca, które pamiętałem z dzieciństwa, i co chwilę uśmiechałem się, trafiając na kolejne easter eggi. Czekam na remake części drugiej.

Inne gamingowe recenzje na Movies Room:

Ilustracja wprowadzająca: materiały prasowe

Jakub Szumiński
Jakub Szumiński Dziennikarz

Wielbiciel kina o wszystkim innym niż szarej codzienności, gier oraz szeroko pojętej muzyki. Nie wzgardza nowinkami technologicznymi oraz wyprzedażami w Play Station Store. Gdyby Batman istniał naprawdę, wolałby chodzenie po ścianach i wielką moc, bo z nią przychodzi ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬