Legendy X-Men: Whilce Portacio – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 18 maja 2026

Niektóre zapowiedzi komiksów potrafią poprawić mi nastrój. I do takich dzieł zaliczają się niemal wszystkie tytuły z X-Men z lat 90. Dziwacznie kolorowe z jednej strony, a przerysowanie ponure z drugiej. W Legendy X-Men: Whilce Portacio nie tylko otrzymujemy zbiór prac kultowego rysownika, ale i debiut prawdziwego dostojnika wśród mutantów. Pochylcie głowy owieczki, albowiem na scenę wkracza jego nie-świątobliwość Lucas Bishop!

Strona komiksu Legendy X-Men: Whilce Portacio

Historia zaczyna się od ataku na Reavers i nie byłoby mi ich specjalnie szkoda, gdyby wrogie im siły nie były czymś jeszcze gorszym. Upstarts to kolejni pogromcy homo superior, ale z pewną przewagą nad podobnymi sobie szaleńcami. Współpracuje z nimi niejaki Trevor Fitzroy, przybysz z przyszłości, którego śladem kroczy Bishop i jego kompani. Na miejscu okazuje się, że na głowie ma nie tylko jego, ale i całą bandę kryminalistów, którą ten sprowadził ze sobą. I najważniejsze. Lucas musi zmierzyć się też z samym sobą. Swoimi bezkompromisowymi metodami, nieufnością i własnym, wyidealizowanym wyobrażeniem X-Men. Nie bez powodu mówią, żeby nie poznawać własnych idoli…

Bishop wpisuje się w modny w najntisowych X-Menach trend podróży w czasie. Mało było Marvelowi Cable’a, więc dorzucił nam dodatkowego bohatera, który  okazał się na tyle ciekawy, by dołączyć do składu X-Men. Z tym początkowo nie ma łatwo, bo filozofię jego działań prędzej zaaprobowałby Frank Castle, niż uczniowie Xaviera. Na szczęście wątek światopoglądowych tarć, choć obecny, nie jest infantylnie dominujący. Dopiero później dojdzie do cichych utarczek między nim a Gambitem, ale to już temat na zupełnie inny album.

Strona komiksu Legendy X-Men: Whilce Portacio

Legendy X-Men: Whilce Portacio to dla mnie dzieło zawieszone między współczesnością a oldschoolem. Jest sporo dymków wprowadzających niepotrzebną narracyjną dramaturgię, ale akcja rekompensuje dłużyzny. Autorzy dbają też, by poszczególne postaci miały szansę na rozwój i tu prym wiedzie Storm. Uwielbiam tę epokę w dziejach X-Men, więc przerysowanie mi nie przeszkadza, a dla wielu będzie potężnym uderzeniem nostalgii. Choć Erę Krakoi uważam za jedną z najlepszych rzeczy, jaka przydarzyła się mutantom, to powrót do tej klasyki jest dla mnie jeszcze większą frajdą.

Komiks sygnowany jest nazwiskiem Whilce’a Portacio, więc lwia część rysunków w tym albumie to jego dzieło. Artysta ten to znaczący twórca z przełomu lat 80. i 90., który obok Jima Lee wykreował ten szczególny wizerunek mutantów w tamtym okresie. Jego postaci są więc przykładem na to, jak powinien wyglądać kulturysta i tego, jak należy się ubierać przybywając z dystopijnej przyszłości. Bishop ze swoją czerwoną chustą, długimi włosami i giwerą mniejszą jedynie od jego muskułów to wzorcowa wręcz postać z tamtych lat. Portacio doskonale radzie sobie nie tylko z projektowaniem postaci, ale i gładkim przejściem między czystą, laserową akcją i momentami refleksji. W albumie znajdziecie również prace między innymi JRJR i Andy’ego Kuberta: autorów tego samego formatu co Portacio.

Strona komiksu Legendy X-Men: Whilce Portacio

Legendy X-Men: Whilce Portacio to rozwinięcie ścieżki, jaką wydawca obrał w tomie poświęconym Jimowi Lee. To lata 90. w najlepszej formie, gdzie spektakularność nie koliduje z treścią, a mutanci, pomimo typowych dla nich problemów społecznych, mają w sobie coś z gwiazd rocka. Akcja wchodzi z kolei na najwyższy pułap, gdzie obok przybyszów z przyszłości mamy Morloków, szalonego brata Colossusa i cień z przeszłości Profesora X. Nie ma za to miejsca na nudę. Historia osadzona jest przed Pieśnią egzekutora, więc dalszy ciąg jest już na rynku. W bibliografii X-Men wciąż jednak jest wiele białych plam i Mucha Comics ma tu pełne pole do popisu.

PS:  Komiks ma też walor rozrywkowy. Pomiędzy zeszytami, obok okładek, pojawiają się parodie reklam z członkami X-Men. Ot Xavier rekomenduje tabletki na ból głowy, a na przykładzie futra Beasta ukazana jest skuteczność szamponu. Niby drobnostka, ale robi dzień.


Okładka komiksu Legendy X-Men: Whilce Portacio

Tytuł oryginalny: Uncanny X-Men #281–293, X-Men #12–13 oraz fragmenty z zeszytów X-Men #10–11.
Scenariusz: Jim Lee, Whilce Portacio, John Byrne i inni
Rysunki:  Whilce Porrtacio, John Romita Jr, Andy Kubert i inni
Tłumaczenie: Arek Wróblewski
Wydawca: Mucha Comics 2026
Liczba stron: 384
Ocena: 80/100

 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬

Advertisement