Liga sprawiedliwosci

Cannes 2018 – dzień 4: Zimna wojna, Ash Is Purest White, The Image Book i Arctic

Premiera Zimnej wojny była najważniejszym wydarzeniem dnia. Cieszy nie tylko jakość filmu, ale również gorące przyjęcie go ze strony widzów i prasy. Napawa optymizmem na przyszłość także poziom pozostałych filmów w konkursie 71. festiwalu w Cannes, bo te nie mogą się równać do dzieła Pawła Pawlikowskiego. Jeżeli tak dalej pójdzie, jedna z nagród imprezy powinna trafić w ręce polskiego reżysera.

Konkurs główny

zimna wojna 03

Zimna wojna

reż. Paweł Pawlikowski

Czarno-białe zdjęcia, rzewne ludowe melodie, historia niemożliwej miłości rozgrywająca się w bloku komunistycznym, w zniszczymy konfliktem zbrojnym kraju. Elementy te sprawiają, że Zimna wojna nie należy do filmów optymistycznych, napawający pozytywną energią. Jest to jednak bez wątpienia produkcja powaljąca smutnym pięknem, gdzie nie ma przypadkowych kadrów, a każde ujęcie chciałabyś się oprawić i powiesić na ścianie. Najnowszy film Pawła Pawlikowskiego osadzony jest w bliskiej mieszkańcom Europy Wschodniej rzeczywistości, ale sądząc po gorącej reakcji publiczności i prasy w Cannes, jest to opowieść na tyle uniwersalna, że przemówiła do uczuć wielu widzów.

Przeczytaj całą recenzję filmu tutaj.

Ocena: 90/100

ash is purest white 01

Jiang hu er nv (Ash Is Purest White)

reż. Jia Zhangke

Gdyby ktoś zabrał film chińskiego twórcy z powrotem do montażowni i okroił jakieś pół godziny, Zhangke miałby na koncie kolejne arcydzieło. A tak, Ash Is Purest White jest dziełem poprawnym, interesującym, momentami świetnym, ale w ogólnym rozrachunku nużącym i pozostawiającym spory niedosyt. Historię związku pomiędzy Qiao (Tao Zhao) i Binem (Fan Liao) oglądamy na przestrzeni niemal dwudziestu lat. Jest rok 2001, on jest lokalnym gangsterem, postawionym dość wysoko w organizacji. Ona wiecznie mu towarzyszy, piękną, milcząca i uważnie obserwująca otoczenie, staje się ważną partnerką w jego życiu. Kiedy rywalizacja między gangami się zaogni, a życie Bina będzie w niebezpieczeństwie, Qiao stanie użyje pistoletu w jego obronie, za co zostanie skazana na pięć lat więzienia. Po zakończeniu wyroku będzie musiała odnaleźć mężczyznę, gdyż ten nie będzie czekał na jej wyjście z zakładu karnego. Czy uda im się odbudować utracony związek?

ash is purest white 02

Rozpadająca się na trzy części opowieść ma naprawdę mocne i wciągające wprowadzenie, przykuwając nad do ekranu na dobrą godzinę. Kolejne dziewięćdziesiąt minut jest niestety bardzo nierówne. Choć Zhangke używa wciągających trackingshotów i wiele ujęć rozmów obywa się bez cięć, wrażenie przesytu jest trudne do przeoczenia. Wyszło za to reżyserowi zanurzenie w chińską prowincję, w życie ludzi balansujących na granicy prawa, marzycieli, hochsztaplerów, ale też prostych ludzi, którzy chcą być kimś więcej. Twórca genialnego Dotyku grzechu zagląda w świat, w który obrzędy religijne są równie ważne jak kodeks moralny i naturalistyczna walka o przetrwanie. W usta jednej z postaci wkłada słowa o samotności człowieka w kosmosie, którego ludzkość jest więźniem. A przed oczami rozgrywa się kolejna, zataczająca błędne koło historia.

Ocena: 60/100

The Image Book 01 

Le Livre d’Image (The Image Book)

reż. Jean-Luc Godard

Szalone dywagacje starego dziadka albo przebłysk geniuszu mistrza? Odpowiedzi będzie tyle, ilu widzów, którzy przetrwali półtorejgodzinny esej-obraz Godarda. Złożony z fragmentów innych filmów, przekazów telewizyjnych, okraszony erudycyjnym komentarzem i rozpraszającą uwagę ścieżką dźwiękową, The Image Book jest wielką zagadką, której rozszyfrowanie nie należy do najłatwiejszych. Z przekazu wyciągamy wnioski o rozpadającym się współczesnym świecie Zachodu, dławionym konfliktami Bliskim Wschodzie, religiami mamiącymi ludzi, Nazizmem i nuklearna paranoją. Jako ilustracje towarzyszą mu urywki takich dzieł jak Zawrót głowy Hitchocka, Salo, czyli 120 dni Sodomy Pasoliniego, Helikopter w ogniu Scotta, Słoń van Santa czy 13 godzin Michaela Bay’a. Zawsze na granicy niezrozumienia, szaleństwa i błyskotliwości, The Image Book jest post-post-modernistycznym dziełem, które być może wyprzedza swoje czasy, a może jest zwykłym śmieciem. Percepcja będzie zależała od widza.

Ocena: 50/100

Poza konkursem

arctic 01

Arctic

reż. Joe Penna

Gatunek filmów survival rządzi się swoimi prawami. Oto człowiek staje oko w oko z naturą i stara się przetrwać to nierówne spotkanie. Kilka lat temu Robert Redford sam na sam siłował się z potęgą oceanu we Wszystko stracone. W Arctic wymieniono wodę w stanie płynnym na wieczną zmarzlinę, a Roberta zastąpił młodszy, ale równie doskonale przygotowany Mads Mikkelsen. Jeżeli damy się wciągnąć, produkcja ta zapewni nam spore emocje i porządną dawkę rozrywki.

Reżyser bez użycia słów doskonale nakreśla sytuację bohatera, który w pierwszych ujęciach oczyszcza drogę z kamieni. Po chwili widzimy, że ta droga to wyrysowany w śniegu ogromny napis SOS. Widzimy wrak samolotu ze spalonym silnikiem, porozkładane wędki, które zapewniają mu żywność w postaci ryb spod lodu, codzienne czynności trzymające go przy życiu. Nie wiemy jak długo bohater tam przebywa (pewnie kilka tygodni), ale trudno nie podziwiać jego wojskowego drylu, precyzji wykonywanych zadań i trzeźwego umysłu. Odmrożone, brakujące palce u stóp pokazują tylko, że człowiek ten w stanie wytrzymać wiele.

arctic 02

Kiedy w pewnym momencie mający uratować bohatera śmigłowiec rozbija się, akcja filmu obiera dość spodziewany kierunek. Postać Mikkelsena ocala jedną z osób, która przetrwała wypadek, ale jest ona w ciężkim stanie. Odkładana przez niego wyprawa w poszukiwaniu ratunku musi dojść do skutku. Przeciwnością będzie nie tylko temperatura, śnieg i kończące się pożywienie, ale też krążący w okolicy niedźwiedź.

Arctic to dobre kino rozrywkowe, zrobione w sposób minimalistyczny, słusznie polegające na talencie jednego aktora i pięknie pokazanej naturze. Mads jest stworzony do roli niezłomnych twardzieli, co udowodnił już w produkcji Valhalla: Mroczny wojownik. Penna zrobił film o ludzkich instynktach, o człowieczeństwie drzemiącym w każdym z nas, o potrzebie pomocy obcym wbrew logice. Choć narracyjne głupoty mnożą się pod koniec opowieści, puszczam je mimochodem. O tym, jak zachowałby się głodny, ranny i zmęczony człowiek, pragnący uratować komuś innemu życie, nie powinien się wypowiadać widz siedzący w wygodnej, klimatyzowanej sali kinowej.

Ocena: 70/100

Zobacz pozostałe artykuły z 71. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta