Script Fiesta’26 – Najlepsza adaptacja, jest w głowie czytelnika – wywiad z Jamesem V. Hartem

Tymoteusz Wojcik, 4 kwietnia 2026

Festiwal Script Fiesta co roku pozwala odwiedzającym spotkać wielu wyjątkowych gości z Polski i zza granicy. W tym roku dzięki uprzejmości festiwalu mieliśmy okazję porozmawiać z dwoma wyjątkowymi twórcami, jednym z nich był James V. Hart. Jest to scenarzysta takich produkcji jak Hook, Drakula (1992), Muppety na Wyspie Skarbów, Kontakt, Sahara czy Tajemnica zielonego królestwa. Zachęcam do przeczytania poniższej rozmowy z tym wyjątkowym twórcą i poznania wielu ciekawostek ze świata filmu. 


Tymoteusz Wójcik: Z powieści Drakula Brama Strokera czerpałeś w dwóch różnych wiekach, zarówno podczas pracy nad filmem z 1992 jak i przy Demeter: Przebudzenie zła. Co sądzisz o tym tekście? 

James V. Hart: Wychowywałem się w Teksasie i wówczas jeździłem do kin samochodowych na filmy o Drakuli. Oglądałem między innymi serię o tytułowym wampirze studia Hammer, oraz dzieło o nazwie Billy the Kid kontra Dracula. Filmy te były kiczowatymi i mało strasznymi produkcjami, ale jednocześnie dawały frajdę, a przez to były popularne. Dodatkowo główna obsada z wymienionej serii, to znaczy Christopher Lee (Hrabia Drakula) i Peter Cushing (Doktor Van Helsing) byli prawdziwymi ikonami kina. Jakiś czas później sięgnąłem po powieść i był to naprawdę niesamowity, porywający i gotycki horror. Odkryłem też, że w książce mój krajan z tego samego stanu, zabija Drakulę nożem Bowie, a nie kołkiem w serce. Zacząłem się wtedy zastanawiać, dlaczego nikt nie nakręcił tego filmu, wiernie oddając tekst źródłowy. W Hollywood nie chcieli mnie jednak słuchać, wszyscy twierdzili, że ta historia pojawiła się w kinie już setki razy. Było to jednak błędne przekonanie, w końcu najbardziej popularna kreacja Drakuli, ta Bela Lugosiego pochodząca ze sztuki teatralnej (Johna L. Balderstona i Hamiltona Deane), nie miała za dużo wspólnego z samą książką. 

Ostatecznie moja przyjaciółka Karen Moore, z jednej ze stacji telewizyjnych, zrobiła mi przysługę i zaoferowała opłatę za napisanie tej historii w formie scenariusza na film telewizyjny. W tworzeniu, najbardziej zainspirował mnie Frank Langell, podczas premiery swojego spektaklu w Nowym Yorku. Była to pierwsza tego typu wizja Drakuli – przystojnego i charyzmatycznego amanta. Po spektaklu jedna z kobiet siedząca w rzędzie przede mną, powiedziała do drugiej stosunkowo głośno, że wolałaby spędzić martwa jedną noc z Drakulą, niż żywa, resztę życia z mężem. Wtedy zrozumiałem, że należy opowiedzieć tę historię z perspektywy kobiet, to kobiecy film. Wszystkie poprzednie wizje Drakuli prezentowały historię herosów chroniących kobiety przez potworem. Usłyszany wówczas komentarz nadał cel mojej pracy nad scenariuszem. 

fot. kadr z filmu Drakula

TW: Czy mógłbyś opowiedzieć historię, o tym jak scenariusz Drakuli trafił do Coppoli?

JVH: Moja przyjaciółka, o której wspomniałem wcześniej, dała mi na moje zadanie rok. Budżet telewizyjny nie pozwalał jednak na odpowiednią realizację tego projektu. Z kolei w tym samym czasie, Winona Ryder szukała sposobu na otrzymanie roli dorosłej postaci. Na ten moment miała dziewiętnaście lat i była młodzieżową ikoną filmów takich jak Sok z żuka czy Śmiertelne zauroczenie. W związku ze swoją popularnością otrzymywała wiele najróżniejszych scenariuszy, z nich wszystkich wybrała jednak Drakulę. Oprócz wcześniej wspomnianego powodu, chciała również wyjść z jakimś projektem na zgodę, aby zrewanżować się Coppoli. Ich drogi się rozeszły, kiedy zrezygnowała z roli w Ojcu chrzestnym III. Postanowiła więc poprosić reżysera o radę czy warto brać udział w tym projekcie. Okazało się, że ulubioną książka reżysera była właśnie ta Brama Strokera. Kiedy pracował jako opiekun na obozach uwielbiał czytać ją głośno i straszyć obozowiczów, aby czym prędzej szli do łóżek. Podobno po przeczytaniu scenariusza wezwał natychmiast Winonę i powiedział, że aktorka zdecydowanie powinna zagrać w tym filmie. Przy okazji dopytał kto ma go reżyserować – na tym etapie nie było nikogo. Moja kariera była skończona, bowiem był to mój najlepszy scenariusz, a jednocześnie projekt był martwy. Gdyby nie Winona to ten tekst nigdy by nie dotarł do Coppoli, w związku z tym jestem jej dozgonnie wdzięczny. Z kolei zasługą mojego agenta Johna Levina było ostateczne wprowadzenie do projektu firmy Sony, która jako jedyna zgodziła się na kolejny film Coppoli. Zaczęliśmy od nowa, ale ciążył nad nami cień porażki ostatniego Ojca chrzestnego. Drakula miał być swoistym powrotem reżysera. 

fot. kadr z filmu Drakula

TW: Jednym z istotnych elementów filmu jest muzyka, napisana przez polskiego kompozytora Wojciecha Kilara. Jakie uczucie ci towarzyszyło, kiedy obejrzałeś końcową wersję filmu, z akompaniującą jej ścieżką dźwiękowa?

JVH: Coppola jest bardzo wyczulony na rolę ścieżki dźwiękowej w filmie, ponieważ jego ojciec był kompozytorem. Francis nie chciał mieć przy tym projekcie artysty z USA, tylko kogoś kto był z Europy Wschodniej. Zależało mu, żeby ten film o Drakuli był inny niż wszystkie, które do tego momentu widział. Ostatecznie wykorzystanie niehollywoodzkiego kompozytora nadało całej ścieżce bardzo oryginalny i międzynarodowy nastrój. Kiedyś przed premierą Francis odtworzył mi temat otwierający film i poczułem, że jest to rzeczywiście coś szczególnego. Widzowie, kiedy słyszą tę muzykę podczas seansu mają dreszcze. Z całej ścieżki na pewno wyróżnić należy temat miłosny, który jest wyjątkowo piękny. Bez dwóch zdań wkład Wojciecha w ten projekt był ogromny. 

TW: Czy masz swoją ulubioną scenę w Drakuli?

JVH: Jedną z nich jest na pewno, spotkanie bohaterów w kawiarni na randce, oboje są wówczas pięknie ubrani. Drakula zaczyna Minie opowiadać o możliwościach reinkarnacji i wówczas zamienia łzy w diamenty, co oczywiście nawiązuje do francuskiej Pięknej i Bestii. Wydaję mi się, że ta scena nie pochodzi z książki, ale jest to część romansu, który stworzyłem, żeby rozwinąć historię. Moment ten cały czas uświadamia mi, jak blisko Gary i Winona byli w tej scenie, co jest ciekawym kontrastem, bo za sobą zupełnie nie przepadali. Kolejną ważną dla mnie sceną jest, pierwsze spotkanie bohaterów na ulicy Londynu, a także cała sekwencja z wilkiem. Tej drugiej również nie ma w książce. Trzy wymienione sceny, zwłaszcza ta z wilkiem, są moimi ulubionymi, ponieważ są bardzo oryginalne, pasują do historii, którą opowiadamy, a także do samego Strokera. Wszystkie elementy z oryginału, takie jak: Mina wymieniająca się krwią z Drakulą i nabyta przez nią w ten sposób empatia do wampira, wypowiedź Miny na temat tego, że Van Helsing podziwia i szanuje oponenta, zainspirowały mnie do stworzenie romansu. Dodatkowo dumny jestem z tych scen, ponieważ aktorzy nalegali na odegranie dialogów dokładnie tak jak w scenariuszu. 

fot. kadr z filmu Drakula

TW: Co było dla ciebie najistotniejsze podczas tworzenia adaptacji filmowych Drakuli i Frankensteina? 

JVH: Jedną z rzeczy, która mnie dotknęła, kiedy po raz pierwszy czytałem Drakulę, to że nikt nigdy nie przedstawił tej postaci jako rycerza służącego Chrystusowi, bohatera, który bronił Chrześcijaństwa. Cała sekwencja otwierająca mój film znajduje się w książce, a nikt tego nie wykorzystał. Dodatkowo zrobiłem swój własny reserach i odkryłem, że Vlad był członkiem świętego zakonu. To w połączeniu z książkowym tragicznym losem jego żony, spowodowało, że od razu wiedziałem, jak trzeba ukazać historię w moim filmie. Francis zrozumiał tę wizję i zaprosił do projektu Eiko Ishiokę, aby stworzyła kostiumy i ostatecznie zrobiła to bardzo dobrze, nadając im zupełnie odmienny charakter, od tego co widzieliśmy do tej pory. Vlad był w połowie Turkiem, w połowie Mongołem, a przy tym Wschodnim Europejczykiem i na bazie tego znaleźliśmy sposób, żeby zmieszać historycznego Drakulę z tym fikcyjnym.

Zobacz również: Script Fiesta’25: Młodych nie interesuje tworzenie podziału na intelektualistów i swołocz polską — wywiad z Jakubem Rużyłło

Z kolei, jeżeli chodzi o Frankensteina muszę szczerze powiedzieć, że był on rozczarowaniem. Oryginalnie historia miała skupić się na potworze. Jednak, kiedy Brannagh przejął stery reżyserskie znacznie to zbalansował. W książkach Marie Shelley potwór był przystojny, młody i charyzmatyczny. Z kolei Karloff, tak samo jak Bill Lugosi w wypadku Drakuli, zaszczepił w wyobraźni widzów jak ta istota może wyglądać. De Niro wpisywał się w ten trochę błędny obraz, tego ohydnego połatanego potwora. 

Uważam, że oryginalnie scenariusz Franka Darabonta był niesamowity. Uwielbiam to co zrobił z Panną Młodą, był to wątek nowy, nie napisany przez Shelley. Stanowił on genialną innowację do adaptacji. Jednakże, to dopiero teraz Guillermo del Toro zrobił tę ekranizację dobrze. Co warto zaznaczyć, nikt nie zaadaptował całego tekstu książki Marie Shelley. Zawsze musieliśmy ją zmieniać i tworzyć scenariusz, tak żeby był odpowiedni dla filmu. Przykładowo nikt nie zaadaptował wieku w jakim są bohaterowie oryginalnie. W książce wszyscy byli bardzo młodzi, Victor był dwudziestolatkiem, kiedy poszedł na uczelnię medyczną. Ja i mój syn chcieliśmy kiedyś przełożyć tę książkę na serial przykładając większą wagę do oryginału. Może kiedyś nam się to uda i na przykład będziemy kręcić w Polsce. 


fot. kadr z filmu Drakula

TW: Na pewno byłoby to coś ciekawego. Serdecznie zapraszam. A co jest Twoim zdaniem kluczowe w stworzeniu odpowiedniej adaptacji? 

JVH: Stworzyłem bardzo dużo adaptacji i uważam, że kluczowym jest uhonorowanie oryginalnych zamiarów autora i jego wizji, nawet mimo tego, że będziesz musiał wprowadzić zmiany. Film nigdy nie będzie taki sam jak książka. Najlepsza adaptacja, to ta którą widzowie mają w swojej głowie, kiedy czytają książkę. To jest ta wizja, z którą konkurujesz tworząc film. Dlatego tak wielu ludzi powie, że książka była lepsza, albo zaczną zadawać pytania o zasadność zmieniania przez twórców niektórych wątków. 

Zawsze wyszukuję te elementy, których zmiana spowoduje uniemożliwienie przedstawienia historii. Jeżeli jest coś co mogę usunąć i jednocześnie nie ucierpi na tym fabuła, to znaczy, że to do niej nie należało. Dodatkowo zadaję sobie pytanie, jaką historię opowiadam, kto jest głównym bohaterem, czyje losy śledzimy. W ten sposób tworzę listę elementów niezbędnych. Tak o to uzyskuję pierwszy szkielet czym adaptacja powinna być. W tym kontekście Broker był świetny, ponieważ musiałem wyrzucić połowę książki. Francis jednak tak to wyreżyserował, że zupełnie tego nie widać. Wykonał mistrzowską robotę, aby ten scenariusz z nim współgrał. 

 

TW: Czy inaczej podchodzisz do scenariusza w zależności od tego do jakiego gatunku się zalicza: komedii, horroru czy filmu familijnego? 

Zupełnie nie, dla mnie historię prowadzą bohaterowie, nie fabuła. O tym wielu twórców zapomina i skupia się wyłącznie na niej, a porzuca rozwój postaci. Całym celem mojego pisania jest tworzenie narracji prowadzonych przez bohaterów, zamiast ciągniętych przez fabułę. W drugim wypadku zupełnie nie obchodzi widza co się stanie z postaciami. To właśnie bohaterowie są powodem, dlaczego w kółko wracamy do różnych historii. Na przykład Drakula i Hook są obecnie bardziej popularne niż 30 lat temu. To niesamowite, że widownia cały czas się powiększa. Te filmy nie mają efektów specjalnych rodem z Gwiezdnych Wojen albo czegoś takiego. 

TW: Mam pytanie w kontekście bohaterów właśnie. Z tego co przeczytałem, to twoja adaptacja zawiera najwięcej oryginalnych bohaterów epizodycznych w porównaniu do poprzedników? Czy mógłbyś proszę o tym trochę opowiedzieć? 

Moim pomysłem było wprowadzenie oryginalnych materiałów z książki, takich jak pamiętniki i notatki, a do tego potrzebowałem określonych bohaterów. Francis bardzo wspierał ten pomysł. Nikt czegoś takiego wcześniej nie zrobił. Oczywiście musieliśmy pominąć pewne postaci, natomiast zawarliśmy wszystkie, na około których Stroker stworzył swoją historię. Pomyśleliśmy, że to nie może być, tak że wyłącznie Mina i Harker pojadą do Transylwanii. Na wyprawę muszą ruszyć wszyscy, w tym Van Helsing, Holmwood, Teksańczyk Quicy Morris i doktor Seward. Chciałem również utrzymać oryginalny pomysł z powieści związany z tym, że Drakula normalnie funkcjonuje w świetle dnia. Studio chciało, aby Francis go wyciął i zmienił porę dnia na noc, on jednak odpowiedział, że tak jest w książce i tak zostanie. Ostatecznie scena, w której bohaterowie razem idą ulicą do kina i tam spotykają wilka stała się jedną z lepszych sekwencji filmu. Bardzo się cieszę, że ta scena jest w świetle słonecznym, a Eiko dała Drakuli okulary przeciwsłoneczne i piękny garnitur. Dzięki tym wszystkim elementom, ten film jest zupełnie inny niż filmy o wampirach, które widzieliśmy w przeszłości. 

fot. kadr z filmu Drakula

TW: Odchodząc trochę od tematu Drakuli, muszę przyznać, że lubię film Sahara. Czy mógłbyś mi proszę opowiedzieć, dlaczego stał się on taką katastrofą finansową? 

JVH: Pan Clive Cussler autor powieści, na podstawie której powstał ten film bardzo nie ułatwiał nam naszego zadania. Byłem siódmym albo ósmym scenarzystą pracującym przy tym projekcie. Autor ten był przeciwny wszelkim ekranizacjom, ponieważ bardzo nie podobał mu się film Podnieść Titanica, będący przykładem słabej adaptacji. Mimo to przekonany został, na projekt oparty o jego książkę. Na początku prac wróciłem do powieści i wybrałem elementy, które uważałem za niezbędne do włączenia do filmu, zgodnie z moimi zasadami pracy. Scenariusz to element przejściowy prowadzący na ekran. Clive jednak nie chciał, żeby cokolwiek było zmieniane. Nie rozumiał różnicy, pomiędzy scenariuszem, a powieścią. Zaczął oficjalnie obmawiać film, a nawet zachęcać swoich fanów do bojkotu. Pewnego razu byłem w męskiej toalecie, po jednym z pokazów w Chicago i chciałem się dowiedzieć co widzowie sądzą o projekcie. W pewnym momencie do kabin obok mnie weszło dwóch mężczyzn. Było słychać, że byli fanami Cusslera. W trakcie rozmowy jeden z nich zapytał drugiego: Ciekawe czemu Cussler tak gada na ten film? A drugi mu odpowiedział: Taa, jest on lepszy od książki. I ja uważam podobnie. Dodatkowo sądzę, że McConaughey i Steve Zahn mogliby grać Pitta i Vitaly’ego do końca swojej kariery, a Breck Eister fantastycznie wyreżyserował tę produkcję. 

Przykładem tego co nie podobało się Clive’owi w filmie może być, to jak zmieniłem żeńskie postaci. Sprawiłem między innymi, że postać grana przez Penelope Cruz została częścią przygody i miała swoje własne umiejętności i powód do bycia. Wówczas autor przyszedł, aby ostatecznie zaakceptować scenariusz i wszystko przepisał. Przywrócił postać Penelope do roli, jak ja to nazywam ratuj mnie, a dodatkowo dodał do historii, że kiedy bohaterowie byli atakowani na pokładzie pancernika to wciągnęli na masz jej czerwoną bieliznę. Takie miał podejście do kobiet, nie podobało mu się, że bohaterka może się sama obronić, a nie czeka, aż przybędzie Dirk, aby ją wybawić z opresji. Clive już nie żyje, miał niesamowitą karierę, był bardzo poczytnym pisarzem, ale nigdy nie rozumiał jaką funkcję ma adaptacja, przez co zabił projekt. Zawsze myślałem, że będą przynajmniej dwie czy trzy produkcje o przygodach Dirka Pitta. 

fot. kadr z filmu Sahara

Zupełnie inaczej było w wypadku Natalie Babbitt i adaptacji na podstawie jej książki pod tytułem, Źródło młodości. Autorka bardzo polubiła scenariusz, natomiast nie spodobał jej się sam film. Adaptacja to jest nowy oryginał (new original). Zawsze trzeba oddać honor wizji autora, natomiast film nie może składać się ze wszystkich słów w książce, bowiem wtedy miałby 12 godzin. Najlepszym pisarzem z jakim pracowałem był Carl Sagan (przyp. red. Kontakt), on bardzo dobrze rozumiał adaptację. Pozwolił nam zmieniać, a jednocześnie uhonorować książkę i bohaterów. Zaakceptował nasze zmiany i czynnie w nich uczestniczył. To samo Kurt Vonnegut, z którym to pracowałem razem z moim synem. Powiedział: Moje książki są na półce, nie możecie tego zepsuć, a teraz idźcie zrobić dobry film, a potem nam pomagał przy scenariuszu na podstawie Syren z Tytana. Oczywiście bardzo łatwi do współpracy są zmarli pisarze. Nigdy nie miałem problemu ze Strokerem czy Shelley. 

TW: Czy masz jakieś prywatne wątki, które wplatasz w swoje scenariusze? 

JVH: Moje dzieci były w Hooku, z kolei Drakulę napisałem o moim bracie, upadłym aniele. On zawsze jest w moich scenariuszach, straciliśmy go bardzo młodo. Wierzę, że nie jesteśmy sami w związku z tym powstał Kontakt, a przy okazji miałem to szczęście pracować z Carlem zanim zmarł, a także jego niesamowitą żoną Ann. 

TW: A w jaki sposób wybierasz swoje projekty?

Na pewno jest jakiś powód, dlaczego grawitacja ściąga do mnie te rzeczy, które chcę pisać. Uwielbiam fantastykę, przygodę i realizm magiczny, ale tym co mnie zawsze przyciąga jest ludzka kondycja bohaterów. W Hooku był to ojciec, który dorósł, tak jak my wszyscy. Porzucił on swoje wewnętrzne dziecko, przestał wierzyć w baśnie i wróżki i zapomniał, jak latać. 

Nigdy nie byłoby tego scenariusza, gdyby nie moje dzieci. Mój syn w wieku 6 lat rzucił pytaniem, co by było, gdyby Piotruś Pan dorósł. Wracając jednak, zawsze zastanawiam się, czy film, który stworzę będzie miał na widzów długotrwały wpływ. Czy będą wracać do tej produkcji po latach, a może zapomną o niej następnego dnia. I rzeczywiście nowa widownia ciągle przybywa i odkrywa moje filmy i to jest dziedzictwo. Te filmy będą cały czas obecne, na długo po śmierci twórców. Już straciliśmy Boba Hoskins’a, Robina Williamsa, Maggie Smith. Jednakże te role, ci bohaterowie będą obecni do końca czasów, mam to szczęście. 

fot. kadr z filmu Kontakt

TW: Tę rozmowę chciałbym zakończyć pytaniem o ostatnią galę rozdania Nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Co sądzisz o filmie Grzesznicy, który to zdobył nagrodę za najlepszy scenariusz oryginalny, będąc jednocześnie horrorem?

JVH: Uważam, że powinien dostać nagrodę w kategorii najlepszy film, tak sam głosowałem. Niesamowity był ten trick zastosowany przez Ryana Kooglera. Wziął pewien gatunek, powiązany z wampiryzmem i przełamał go przedstawiając jednocześnie doświadczenia osób czarnoskórych z tamtego okresu w zupełnie nowy, odwrócony sposób. Do tego reżyser dodał ten piękny numer zaprezentowany również podczas Gali, w którym to widzimy różne generacje muzyków. Michael B. Jordan i cała obsada byli również fenomenalni. Wnieśli bardzo oryginalne spojrzenie na stary schemat, a ja jestem fanem takiej formy. Uważam, że klisze, są dla widza czymś w rodzaju komfortowego jedzenia. Może i byliśmy tutaj, ale cały czas to miejsce lubimy. Produkcja ta jest przykładem jak wziąć oklepany motyw, historię czy sytuację i sprawić, żeby odbiorca miał wrażenie, że widzi to po raz pierwszy. Jest to coś niesamowitego, co mnie bardzo zachwyciło. I nie tylko mnie, bowiem myślałem, że ten film nie spodoba się mojej żonie, a ona go zobaczyła i pokochała.

TW: Dziękuję bardzo za rozmowę. 
JVH: Dziękuję. 

fot. kadr z filmu Tajemnica zielonego królestwa


Ilustracja wprowadzenia: kadr z filmu Sahara i Drakula 

Przeczytaj więcej
Tymoteusz Wojcik
Tymoteusz Wojcik Redaktor prowadzący dział festiwale filmowe

Absolwent szkoły muzycznej I stopnia. Miłośnik kina i szeroko rozumianej popkultury. Korespondent z Festiwalu Filmowego w Cannes. Były zawodnik footballu amerykańskiego, a także Mistrz Polski Juniorów w tej dyscyplinie.

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬

Advertisement