Nowe oblicze Greya – ścieżka dźwiękowa [Recenzja i odsłuch]

Po książkach E.L. James, które okazały się bestsellerem, spodziewano się, że filmy również osiągną podobny wynik. I tak, pod względem kasowym liczby box officu wskazują na ogromny sukces. „Jedynym” cieniem jest znaczna krytyka ze strony większości recenzentów (książka aż tak źle nie była oceniana) i w konsekwencji negatywne opinie. W dwóch pierwszych częściach wartość filmu podnosiła muzyka i chyba najbardziej charakterystyczną nutą jest Love Me Like You Do (która oczywiście także pojawia się w tej części) autorstwa Ellie Goulding. Nieprzypadkowo również cały soundtrack do Pięćdziesięciu twarzy Greya otrzymał nominację do Nagrody Grammy. A jak prezentuje się muzyka w ostatniej odsłonie serii, Nowym obliczu Greya?

No cóż, zacznijmy od początku. Capital Letters w wykonaniu Hailee Steinfeld, BloodPop otwiera nasz album i robi to w sposób … spokojny. Delikatny i romantyczny utwór wprowadza nas w klimat miłosnej historii. Piosenka nie jest nadzwyczajna – wydaje się być kolejnym masowo produkowanym wytworem. Słucha się dobrze, ale potocznie mówiąc, jest bez szału. Podobnie For You w wykonaniu Rity Ory i Liama Payne’a. Zapewne tą kompozycję słyszeć można było po premierze filmu wielokrotnie w radiach, choć mnie osobiście nie urzekła. Jest niezła, z porywającym głosem Liama Payne’a, jednak ich wspólne fragmenty jak dla mnie wypadają słabo.

I Got You autorstwa Jessie J pretenduje do miana najbardziej zmysłowego na tej płycie. Początkowe nuty zdecydowanie takie są. Warto także wsłuchać się w tekst, który przenosi nas w wymiar romansu. Podobnie jak Deer in Headlights w wykonaniu piosenkarki Sii. Ten jednak utwór choć piękny, jest mniej dynamiczny i zbyt rozwlekły. Miałam również odczucie, że nie do końca komponuje się z obrazem. Natomiast moim ulubionym utworem w tym soundtracku jest Maybe I’m Amazed autorstwa Jamiego Dornana, będący jego adaptacją hitu Paula McCartney’a. Stanowił on dla mnie spory element zaskoczenia. Dlaczego? Pierwszy raz w ścieżce dźwiękowej „greyowskiej serii” widzimy utwór w wykonaniu aktora wcielającego się w Christiana Greya. Wypadło pięknie, delikatnie, choć skromnie. Piosenka trwa zaledwie 1:17 i w sumie jakby ją wydłużyć, potrafiłaby zaczarować każdego. Oczywiście, jeśli Dornan dałby radę, co również nie jest pewne…

No cóż, oczekiwania miałam duże. Dwa pierwsze soundtracki pokazały, że twórcy potrafią zająć się muzyką w sposób profesjonalny, zmysłowy i trafiający do widza. Z tego powodu album do Nowego oblicza Greya zawodzi. Brakuje tu tego czegoś, utworu z magicznym błyskiem, który mógłby powalić mnie na kolana. Po raz kolejny odpowiedzialny za muzykę Danny Elfman radzi sobie nieźle, choć jak dla mnie, mogło być znacznie lepiej. No ale, żegnając się z Christanem Greyem i Anastasia Steele, można jak najbardziej posłuchać.

Ocena: 60/100

 

Redaktor

Interesuję się literaturą i filmem. Sięgam po różnorodne gatunki, najczęściej po skandynawskie kryminały (Kurt Wallander, Harry Hole). Fanka Harry'ego Pottera i Sherlocka Holmesa.

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

reasercherka napisał(a):

Utwór „Maybe I’m Amazed” to cover starego hitu Paula Mccartneya a nie autorska piosenka Dornana! 🙁

Katarzyna Skrzynecka napisał(a):

Dzięki za uwagę, już poprawiam błąd! 🙂

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?