Powrót do Przeszłości- recenzja filmu „Psy” (1992)

Dzisiaj powrócimy do filmu kultowego, który zna absolutnie każdy i który wbił się na stałe w pamięć wielu polskich widzów. Opowieść o byłych funkcjonariuszach służby bezpieczeństwa, którzy muszą odkryć powiązania dawnych mocodawców ze światem przestępczym oraz udowodnić, że nie są jeszcze materiałem odpadowym, sama także się nim nie stała. To film, który do dzisiaj każdego roku możemy obejrzeć w telewizji kilkadziesiąt razy.

„Psy” Władysława Pasikowskiego to film bardzo mocno osadzony fabularnie w czasach, w jakich powstał. Przemiany, jakie następowały w Polsce po 1989 roku,  odcisnęły piętno na wszystkich ważniejszych służbach czasów komunizmu. Pozbawieni wysokich stanowisk i poddani powszechnej kontroli, byli funkcjonariusze musieli poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Niektórzy nawet nie mieli okazji spróbować, bo nowe władze pozbawiły ich jakichkolwiek możliwości. Właśnie w tych realiach Pasikowski nakręcił film sensacyjny, dość kameralny, oparty na prostej intrydze. Stał on się jednak nieśmiertelny z kilku innych względów.

„Przed komisją weryfikacyjną staje porucznik Franciszek Maurer, lat 37 …” i tak dalej. W naszym kraju można by zrobić konkurs na recytację całego scenariusza tego filmu i pewnie znalazłoby się sporo osób, które taki występ skończyłoby na napisach końcowych. Nie ma w historii polskiej kinematografii wielu filmów, które odcisnęły tak duże piętno na ojczystej mowie potocznej. Może „Miś” Barei, może „Kiler” Machulskiego, może „Wesele” Smarzowskiego, w każdym razie można je zliczyć na palcach jednej ręki. Każdy w Polsce wie, jakie fajki pali Franz, dlaczego rzuciła go żona i co Stopczyk z ekipą palą po nocach na wysypisku. Nie wszystko do cytowania się nadaje, bo film ten raczej nie obfituje w piękną polszczyznę, dialogi są mocno mięsiste, ale pewnie przez to tak mocno zapamiętane.

Pamiętne cytaty muszą być jeszcze w pamiętny sposób wypowiedziane. Tutaj każda decyzja obsadowa wydaje się strzałem w dziesiątkę. Najważniejszy jest jednak główny bohater, czyli Franz Maurer, grany przez Bogusława Lindę. Przed zagraniem w najbardziej pamiętnym filmie Pasikowskiego, miał on za sobą już kilka głośnych ról, jednak ani wcześniej ani później nie wykreował postaci tak ikonicznej. W „Psach” absolutnie kradnie całe show reszcie obsady, kreując postać największego twardziela polskiej kinematografii. W każdej wypowiedzianej przez niego kwestii czuć słowa prawdziwego mężczyzny, człowieka doświadczonego przez życie, ale jak najbardziej nadającego się do walki z trudnym losem. Jest to ktoś, z kim chciałbyś napić się wódki, ale raczej nie próbowałbyś z nim zadrzeć. Franza absolutnie nie musimy wstydzić się przed światem, w niczym nie ustępuje twardzielom z Hollywood, a w wielu aspektach nawet ich przewyższa.

psy 2

To, że Linda tworzy najbardziej pamiętną kreację swego życia, nie przeszkadza błyszczeć również reszcie obsady. Rewelacyjny Janusz Gajos, dający nam obok Gerarda z „Długu” Krauzego najlepszego villaina w historii polskiej kinematografii, budzi autentyczne przerażenie, a poznanie jego tajemniczej przeszłości jest jednym z ciekawszych elementów filmu. Świetnie spisują się też Marek Kondrat oraz 30-letni wtedy Cezary Pazura. Oczywiście nie brakuje też barwnej galerii aktorów, którzy grają niedługie, ale ważne i ciekawe epizody, jak Zbigniew Zapasiewicz, Edward Linde-Lubaszenko czy Jan Machulski. Jedynie główna postać kobieca, grana przez Agnieszkę Jaskółkę, nie podołała zadaniu, jednak trudno się temu dziwić, gdy gra się w towarzystwie absolutnej śmietanki polskich aktorów. W dodatku miała wtedy jedynie 14 lat. Później jednak kariery nie zrobiła praktycznie żadnej.

Wszystkie te części składowe powodują, że mamy do czynienia z obrazem kultowym. Polecanie „Psów” wydaje mi się mijać z celem, bo ciężko jest mi sobie wyobrazić kogoś, kto filmu Pasikowskiego jeszcze nie oglądał. Telewizja publiczna bardzo często raczy nas nocnymi seansami, w dodatku latem ubiegłego roku film w wersji odświeżonej wrócił do kin. Za każdym razem więc, gdy zobaczycie go w wieczornej ramówce, polecam go sobie przypomnieć. Zrobić to warto dziś dokładnie tak samo, jak prawie ćwierć wieku temu.

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?