Advertisement
Advertisement

Gideon Falls tom 4: Pentoculus- recenzja komiksu

Często polecam przyjaciołom dobre książki i komiksy i staram się przy tym jednak nie opowiadać fabuły. Lubię powiedzieć za dużo, więc nie porywam się na snucie streszczenia niosącego ze sobą spoilery. W przypadku Gideon Falls nawet nie odważyłbym się na to nie ze względu na ryzyko zdradzenia istotnych szczegółów czy zanudzenie rozmówcy, a przez to, że cała fabuła to jeden wielki przekładaniec miejsca i czasu akcji. A Gideon Falls tom 4: Pontoculus idzie jeszcze o krok dalej.

Strona komiksu Gideon Falls tom 4: Pentoculus

Dowiedzieliśmy się już, że Gideon Falls to nie tylko senna miejscowość czy wielkie miasto, ale znacznie więcej lokacji. Bohaterowie mieli już okazję podróżować po różnych wcieleniach tytułowej miejscówki, zwykle niezależnie od swej woli, wśród których najciekawsze nosiły znamiona steampunku i dystopii Orwella. Teraz otrzymują narzędzie ułatwiające względnie kontrolowane poruszanie się po różnych wymiarach i zarazem walkę z rezydentem Czarnej Stodoły. Pierw jednak muszą rozwiązać problem personalnej roszady, jaka miała miejsce w finale poprzedniego tomu. Tym ruchem zresztą Lemire wzmocnił fundamenty głównych bohaterów.

Na przestrzeni poprzednich tomów wyklarowało się kilka istotnych postaci, a ojciec Fred i Danny musieli nieco ustąpić miejsca w pierwszym rzędzie. Przy okazji Kanadyjczyk po raz kolejny użył swych supermocy tworzenia wiarygodnych, interesujących połączeń między postaciami. I nie chodzi o koligacje rodzinne, a o metafizyczne więzi i pewien rodzaj solidarności, który tworzy się błyskawicznie między nie tak bliskimi sobie osobami. I tym razem wszystko obyło się bez głębszych emocji, a osią fabularną nadal pozostała potyczka z niepokojącym przeciwnikiem nazywanym Uśmiechniętym Człowiekiem.

Strona komiksu Gideon Falls tom 4: Pentoculus

Antagonista do tej pory był obecny, ale przemykał raczej bokiem. Lemire budował z jego pomocą napięcie, nie robiąc z niego jednego z fabularnych filarów. W Gideon Falls tom 4: Pentoculus osobnik ten angażuje się bardziej w akcję, próbując za wszelką cenę dopaść Danny’ego/Nortona. Nie zaliczam go do ekstraklasy czarnych charakterów, ale jego nieokreślona natura pozwala na pewne dywagacje. Zresztą nieważne, jak prezentuje się badass – ważne, jakie zamieszanie wokół siebie czyni. A ta istota potrafi namieszać i uderzyć z zupełnie niespodziewanej strony.

Czytając przedostatni tom Gideon Falls doszedłem do wniosku, że komiks ten byłby wyśmienitym serialem. Pod warunkiem, że jego potencjalni twórcy nie chcieliby naciągnąć tematu do kilku sezonów i pododawać za wiele od siebie. Dzieło Lemire’a i Sorrentiny to konstrukcja dopracowana, gdzie proporcje są odmierzone niczym w alchemicznej formule. Gdzieś tam chciałoby się poznać lepiej wyboistą ścieżkę kapłańską ojca Freda czy losy Danny’ego w czasie tułaczki, ale czy czasem lepiej nie pozostawić pewnych drzwi zamkniętych?

Strona komiksu Gideon Falls tom 4: Pentoculus

Gideon Falls można wpisać na listę najlepszych dzieł Lemire’a. Twórca Łasucha radzi sobie dobrze nie tylko z autorskimi seriami przesiąkniętymi głębią czy superbohaterami w jego interpretacji, ale również w wysmakowanej grozie. Seria jest jak ścieżka, po której sunie się wspaniale, ale ma się jednocześnie świadomość, że mała zmiana klimatu zepsułaby wszystko. Jeff Lemire na szczęście potrafi zachować równowagę i mam nadzieję, że to nie ostatnia jego przygoda z historiami z dreszczykiem. Gideon Falls tom 4: Pentoculus to przedostatni tom nagrodzonego Eisnerem cyklu, który od początku robił na mnie wrażenie. Image Comics ma jeszcze wiele wartościowych pozycji w ofercie i nasi wydawcy o tym nie zapominają, a w tym szczególnym przypadku Mucha Comics zasłużyła na szczególną pochwałę za błyskawiczne tempo wydawania Gideon Falls. Nie tak dawno ukazał się finalny album cyklu i w zapowiedziach na 2021 już widzimy jego ostatni odcinek.


Okładka komiksu Gideon Falls tom 4: Pentoculus

Tytuł oryginalny: Gideon Falls Vol. 4: Pentoculus
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Andrea Sorrentino
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawca: Mucha Comics 2020
Liczba stron: 128
Ocena: 85/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?