Faworyta – recenzja nowego, znakomitego filmu Yorgosa Lanthimosa

Znam kilka osób, które na dźwięk określenia „kostiumowy dramat historyczny” wywracają oczami i siłą nie da się ich zaciągnąć do kina. Ale w przypadku Faworyty wszystkich czeka spora niespodzianka.

Ubrana w szaty XVIII wiecznej Anglii intryga ma więcej wspólnego z współczesnymi sprawami politycznymi niż opisem epoki, a stylowo bliżej jej serialowi Czarna Żmija niż Rozważnej i romantycznej. Ulubiony przez Lanthimosa czarny humor znajduje ujście w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach i elementach, od absurdalnych, wyrwanych z konteksty tytułów rozdziałów, na które jest film podzielony, po doskonale napisane dialogi. Faworyta może być najbardziej przystępnym filmem twórcy Zabicia świętego jelenia, bo fabuła nie zbacza w jakieś metafizyczne i psychologiczne rejony. Aktorzy nie zostali zmuszeni do poważnego recytowania swoich kwestii, co wyszło filmowi na dobre. Talenty tej produkcji dzięki temu błyszczą w pełni.

Kadr z filmu The Favourite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Faworyta / fot. materiały prasowe

Zobacz również: Pierwszy człowiek – recenzja filmu z Goslingiem i Foy z Wenecji

Bohaterki filmu to trzy kobiety, które uwikłane są w widowiskowy trójkąt zależności. Królowa Anna (Olivia Colman) straciła kontakt z rzeczywistością i bardziej niż aktualne sprawy polityczne, angażują ją jej króliki i jedzenie tortów. Kobieta nie ma pojęcia o tym, na jakim etapie jest wojna z Francją oraz co począć dalej. Dlatego jej najbliższa przyjaciółka, Lady Marlborough (Rachel Weisz), ogarnia wszelkie sprawy związane z krajem. Jest mądrą, pewną siebie osobą, nie bojącą się rozstawiać po kątach otaczających i mężczyzn osobą, ze szczególnym uwzględnieniem przywódcy Torysów, Robertem Harleyem (Nicholas Hoult). Kierowana patriotyzmem i po części prywatnymi pobudkami, jako że jej mąż zarządza siłami zbrojnymi, księżna jest zdeterminowana kontynuować wojnę z Francją. Koszt jej mają pokryć właściciele ziemscy, płacąc większe podatki, co przez polityków jest nie do przełknięcia. W toczącą się walkę o wpływy zaangażowana zostaje Abigail Masham (Emma Stone), zubożała szlachcianka, którą ojciec przegrał w karty i musiał oddać pewnemu Niemcowi o cienkim członku. Niewiasta jest daleką kuzynką Lady Marlborough i liczy na znalezienie u niej jakiejkolwiek pracy. I trafi prosto do kuchni. Jednak jej ambicje są o wiele większe. Dzięki sprytowi i doskonałym umiejętnościom społecznym, Abigail szybko wykorzystuje bliskość królowej, by poprawić swoją pozycję na dworze.

Nie pomylą się ci, którzy okrzykną Faworytę filmem na wskroś feministycznym. Mężczyźni, jak na epokę baroku przystało, są upudrowani i noszą ogromne peruki. Nie są w stanie równać się z umysłami kobiet. Płeć brzydka zajmuje się wyścigami kaczek albo innymi, głupimi zabawami (w jeden z scen członkowie parlamentu rzucają w jedną ofiarę owocami). Przy nich to Lady Marlborough dosłownie nosi spodnie – robi to w kilku scenach jazdy konnej i polowania. Mężczyźni się tymi czynnościami w filmie w ogóle nie zajmują. Władcza, wykształcona, onieśmielająca innych swoją osobowością kobieta okazuje się zbyt silnym przeciwnikiem dla facetów. Aż trafi na podobną siebie osobę, bo Abigail działa zupełnie inaczej, używa swojego wdzięku i dziewczęcości oraz słodkich słówek, żeby dopiąć swego. Każda z nich wiedziona jest czym innym. Starsza i bardziej doświadczona bardziej troszczy się o dobro kraju, a młodsza – o własny interes. Choć ich metody działania są skrajnie różne, wyniki równie skuteczne.

Kadr z filmu The Favourite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Faworyta / fot. materiały prasowe

Zobacz również: Też go kocham – recenzja poczciwej komedii romantycznej

Produkcję Lanthimosa można odbierać jako aktualną satyrę polityczną, w której słabi i głupi przywódcy narodów (nie wymienię, kogo mam na myśli, choć nie jest to jedna osoba) zachowują się często jak dzieci, spełniając swoje zachcianki. Słabi i ulegli, podlegają wpływom różnych osób w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Za ich plecami toczy się nieustanna walka o władzę, wbijanie sztyletów i podkładanie świń. Cel uświęca środki. Przede wszystkim jednak Faworyta jest doskonale napisaną czarną komedią, z wieloma trafnymi puentami i zapadającymi w pamięć dialogami. Do moich ulubionych należy scena, w której Abigail wypchnięta zostaje z powozu do błota, które brzydko pachnie. Chwile później dowie się, że okoliczni mieszkańcy wypróżniają się przed pałacem jako polityczna wypowiedź. Albo gdy skonfundowana królowa ma wygłosić przemówienie do parlamentu, ale ponieważ nie wie, co powiedzieć, postanawia amatorsko symulować omdlenie. Jest jeszcze kilka sprośnych żartów, ale to pozostawię wam do odkrycia samemu, kiedy już film trafi do kin.

Kadr z filmu The Favourite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Faworyta / fot. materiały prasowe

Stroje oraz wnętrza (film kręcono w pałacu Hatfield) są najwyższej klasy. Obsada aktorska jest doskonała. Nie wiem, kogo bardziej faworyzować: dziecinną i kapryśną Colman, silną i seksowną Weisz, czy mającą talent do komediowych momentów Stone. Wszystkie panie są wspaniałe w swoich rolach. Reszta, czyli mężczyźni, grają tylko role drugoplanowe. Fascynujące są zdjęcia, w przeważającej większości z żabiej perspektywy, a szerokokątny obiektyw „rybie oko” w wielu fragmentach wykrzywia linie proste. Jakby twórca chciał nam powiedzieć, że otaczający Królową świat zgina się poza polem jej widzenia.

Pokazywanych w ramch konkursu 75. Festiwalu Filmowego w Wenecji Faworyta to mądry, zabawny i znakomicie zrealizowany film, w którym Lanthimos nie zatracił swojego stylu, a tylko rozwinął skrzydła.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?