Niewiele dzieli demokrację od zamordyzmu. Wystarczy podgrzewanie odpowiednich nastrojów społecznych, powoli rosnące wpływy nikczemników i bach, mamy kolejną III Rzeszę. Czarny horyzont przenosi nas do świata, gdzie władza trzyma się twardo, dając poddanym zarówno marchewkę, jak i kij. Jej dni są jednak policzone, a jedyna nadzieja okryta jest mroczną mgłą nieznanego.

Strona komiksu Czarny horyzont
Kepler 452-b. Planeta obiecana, lecz zamieszkana przez demony. Mieszczący się na niej czarny horyzont skrywa szansę, ale i zagrożenie, przez które każda próba rekonesansu kończy się fiaskiem. Gubernator Kardingirry, choć okrutnik, ma łeb na karku. Zamiast kolejnego oddziału cennych wojaków, postanawia wysłać na miejsce grupę skazańców. I jest to zrozumiała decyzja despoty. Sęk w tym, że wśród nich jest jego córka Esther, ziejąca nienawiścią do tatki i mająca umiejętności, by mu dopiec.
Czarny horyzont Paleaza to opowieść o wielu warstwach. Mamy grozę na Keplerze, gdzie tajemnicza mgła zmienia ludzi w potwory. Jest typowa dystopia, gdzie buntownicy przeciw władzy są przez nią wdeptywani w ziemię, a pokorni zasypywani są hedonistycznymi przyjemnościami. Jest wreszcie wręcz szekspirowska opowieść o władzy i więzach rodzinnych. Choć Esther stanowczo sprzeciwia się ojcu, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Paleaz nie raczy nas andronami o prymacie demokracji nad chłodnie wykalkulowaną tyranią, ukazując chłodną skuteczność rządów Gubernatora. I tu pojawia się problem.

Strona komiksu Czarny horyzont
Czarny horyzont jest zbyt krótką opowieścią, by świat przedstawiony mógł rozwinąć skrzydła. Philippe Paleaz to twórca z górnej półki, doskonale poruszający się w nurcie SF i odnajdujący w jego ramach nowe ścieżki swej twórczości. Nie wystarczy jednak jedynie skomponować pieśni, a też dać jej wybrzmieć. Choć komiks ten to świetne SF, to pewne jego elementy nie dojrzały. Zagrożenie związane z mgłą na Keplerze to najbardziej odczuwalny tego przykład. Szczególnie, że rysownikiem jest niebywale zdolny artysta.
Benjamin Blasco-Martinez zabiera nas do złożonego świata. Kardigirra to wielka, mroczna metropolia przyszłości, oferująca rozmaite rozrywki, barwne i piękne niczym zakazana miłość. Jednocześnie po drugiej stronie mamy krwawą, nowoczesną tyranię. Świetnie zorganizowaną i ubraną w szaty praworządnej władzy. Jest i Kepler452-b. Planeta nie bez powodu kojarząca mi się z legendarną LV-426. I wprawdzie zagrożenie na niej ma charakter poniekąd bardziej wewnętrzny, to kadry otwierające komiks żywo przypominały mi historię z Ksenomorfami. Jest co oglądać, bo Blasco-Martinez to nie tylko mistrzowski warsztat, ale i pomysłowość.

Strona komiksu Czarny horyzont
Album zawiera trzy tomy, ale jestem przekonany, że gdyby całość rozrosła się do co najmniej sześciu, otrzymalibyśmy arcydzieło. Nie ma jednak co narzekać, bo Czarny horyzont to wielowątkowe, bardzo dobre SF dla kogoś, kto oczekuje od gatunku czegoś więcej niż popcornowej rozrywki i show. Philippe Paleaz w ostatnim czasie po raz drugi robi na mnie spore wrażenie i to na różne sposoby. Liczę więc, że Lost In Time zafunduje nam kolejne spotkanie z jego twórczością.

Okładka komiksu Czarny horyzont
Tytuł oryginalny: Noir horizon, tome 1-3
Scenariusz: Philippe Paleaz
Rysunki: Benjamin Blasco-Martinez
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawca: Lost In Time 2026
Liczba stron: 172
Ocena: 75/100
Tomasz Drozdowski
Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.