Jeśli chodzi o aktualne platformy streamingowe, najwięcej jakościowych produkcji – a przy tym całkiem zróżnicowanych – znajdziemy prawdopodobnie na Apple. Od kryminałów, poprzez SF, produkcje obyczajowe, na akcji skończywszy. Jeśli chodzi o te ostatnie, teraz zadebiutowała nowa pozycja, w której pierwsze skrzypce gra osoba występująca ostatnio nader często w tytułach Apple’a – Anya Taylor-Joy. Zerknąłem więc, czy Lucky jest warty śledzenia.
Adaptacja powieści Marissy Stapley wrzuca nas w sam środek intrygi, w ramach której para złodziei ukradła miliony dolarów. Gdy wydaje się, że wszystkie największe problemy zostały rozwiązane, wspólnik Lucky (Taylor-Joy) znika, ona sama zaś zmuszona jest do szybkiej ucieczki. Śledzą ją zarówno władze, jak i różne typy spod ciemnej gwiazdy, ona zaś w punkcie wyjścia nie ma żadnych atutów, poza własnymi zdolnościami.

kadr z serialu Lucky
Anya Taylor-Joy śmiga przez kolejne superprodukcje jak rakieta. Ma za sobą między innymi udział w uniwersum Mad Maksa, pojawia się co rusz w kolejnych szlagierach, do tego czekamy na jej występ w trzeciej odsłonie Diuny. Wydaje się, że jej rola w Lucky jest dosyć prosta, zważywszy na to, że po prostu musiała stworzyć kompilacje kilku swoich poprzednich ról. Co nie zmienia faktu, że jej naturalna charyzma ciągnie sporą część czasu ekranowego. Nie do przecenienia jest również udział Timothy’ego Olyphanta. Zaliczający ogólnie niezły comeback aktor tym razem wciela się w ojca bohaterki – i zarazem mentora na złodziejskim szlaku, co na razie sprawdza się bardzo dobrze. Na chwilę pojawiła się Annette Bening, wskakując z marszu w mocną scenę.
Sam epizod oglądało się dość przyjemnie. Akcja od początku pędzi na łeb na szyje. Dobre zdjęcia współgrają z solidnie nakręconymi, dynamicznymi scenami pościgu, poprzecinanymi garścią retrospekcji. Wydaje mi się, że w interesie serialu jest stawianie na ciągły ruch, bo kiedy na chwilę się zatrzymujemy, zaczynają się wyłaniać problemy. Masa scen jest bardzo przewidywalna (z cyklu: obejrzałeś jeden, góra dwa filmy/seriale tego gatunku na przestrzeni ostatniej dekady – rozpoznasz większość zwrotów akcji), do tego chyba nie wszystko było przemyślane. Przykładowo, FBI ściga złodziejkę, która znana jest z dużej przebiegłości i precyzji, ale w żaden sposób nie sprawdza, czy kontaktuje się z tatusiem za kratkami…? Do tego jeszcze garść miejscami irytujących deus ex machina, podkreślających lenistwo scenarzystów w pewnych kwestiach.

kadr z serialu Lucky
Lucky zapowiada się na całkiem niezgorszy pomysł na wieczorny seans „do kotleta” – ale mam wątpliwości, czy czymkolwiek mnie jeszcze zaskoczy. Całość przyjemnie się ogląda, bohaterka ma wystarczająco dużo charakteru, by w jakimkolwiek zakresie obchodził nas jej los, do tego widzę potencjał na drugim planie. Niemniej nie daję zbyt dużych szans na znacząco podwyższenie oceny po finale. Za bardzo przypomina mi to póki co rozciągnięty akcyjniak. Niezły, z dobrymi momentami, ale nic poza tym.
Więcej recenzji seriali:
Szymon Góraj
Zastępca redaktora naczelnego Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.