Bestia z Północy – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 14 lipca 2026

Conan Barbarzyńca to jedna z tych ikon kultury, która dawno wyrosła poza dzieła swego twórcy. Na naszym rynku mamy już trochę tworów z jego udziałem, zarówno tych Roberta E. Howarda, jak i kontynuatorów. Do grona wydawców dołączyło właśnie Lost In Time, dając nam album zatytułowany Bestia z Północy. I choć jest to dość kameralna objętościowo historia, ujmuje samo sedno historii z Cymeryjczykiem.

Strona komiksu Bestia z Północy

Conan przybywa do miejscowości o uroczej nazwie Hud-hund Engaud. Nie jest to mieścina turystyczna z uśmiechniętymi mieszkańcami, a podejrzana metropolia ze skorumpowanym władcą, którego interesy przenikają się z dwoma przestępczymi klanami, jakbyśmy byli w Polsce tuż po transformacji. Nasz barbarzyńca to chłopisko, które rękę ma ciężką i już w pierwszej tawernie robi raban. Tym samym zwraca na siebie uwagę jednego z lokalnych bossów, którego córka porwana została przez jego kolegę po fachu. Conan ma rozwiązać tę sprawę w wiadomy sposób. I tu rozpoczynają się jego problemy.

Strona komiksu Bestia z Północy

Historia Oscara Martina jest niestety krótka, ale intensywna. Conan siecze, rozbija, pokonuje, ale i sam obrywa po głowie, zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawia się magia. Czyli robi dokładnie to, co zwykle. Cymeryjczyk pierw działa, a potem myśli, ale lata intryg sprawiły, że czasem przedkłada mózg ponad muskuły. A w Hud-hund Engund przewidzenie intryg i ruchów otoczenia jest kluczowe.

Strona komiksu Bestia z Północy

Leonel Castellani nie odbiega od standardów heroic fantasy. Na pierwszym planie mamy oczywiście potężnego Conana, ale reszta świata stanowi coś więcej niż tło. Wierni fani prozy Howarda zauważą pewnie o wiele więcej niż ja, ale już sama obecność hyperborejskiej  magii sprawia, że Bestia z Północy nie jest jakimś luźno zawieszonym tomem. Castellani ma ciekawy styl, świeższy niż klasyczne przygody z tego uniwersum, ale nie odejmujący jego charakterystycznych elementów. Pojawia się nawet tajemnicze ostrze, sugerujące mroczne pochodzenie…

Bestia z Północy to lektura obowiązkowa dla fanów Cymeryjczyka i wprost wymarzone wejście dla tych, którzy jeszcze nie docenili mocy tkwiącej w historiach z tym wielkim wojownikiem. Conan po prostu tu conanuje, a nawiązań do jego uniwersum jest akurat tyle, by zachęcić do dalszej eksploracji tej historii, bez przytłoczenia przy tym informacjami. Nie ukrywam, że miło by było zobaczyć jakąś kontynuację. Martin podaje nam ledwie zakąskę, a chciałoby się być gościem na prawdziwej cymeryjskiej uczcie.


Okładka komiksu Bestia z Północy

Tytuł oryginalny: La Bęte du Nord – La cité des mensonges
Scenariusz: Oscar Martin
Rysunki: Leonel Castellani
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Wydawca: Lost In Time 2026
Liczba stron: 72
Ocena: 75/100

 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬