Kot, Kasprzyk i Milowicz – wywiad z gwiazdami “LOL: Kto się śmieje ostatni”
Od 10 lipca na Prime Video możemy oglądać już 4. sezon uwielbianego przez widzów show – LOL: Kto się śmieje ostatni.
Kiedy zacząłem poważnie myśleć o własnym kinie domowym, złożyło się tak, że do naszej redakcji zgłosił się sklep Zigbuy.pl. Ekipa sklepu podesłała do testów paczkę z pięcioma konkretnymi, bardzo popularnymi teraz modelami z ich oferty. Znajdziecie tu zarówno budżetowce za nieco ponad tysiąc złotych, jak i sprzęt za prawie trzy tysiące. Umowa była prosta: ja testuję całą piątkę ramię w ramię na własnej ścianie, a Wy dostajecie mój szczery werdykt o tym, który z nich opłaca się najbardziej. Chciałem na własne oczy sprawdzić, czy dopłacanie do wielkich, znanych marek ma w ogóle sens. I wiecie co? Wnioski mocno mnie zaskoczyły.
W tym zestawieniu bierzemy pod uwagę sprzęt z polskiego sklepu Zigbuy.pl. To legalnie działająca u nas firma SmartTech Imports. Mają wysoką ocenę na portalu Ceneo i z moich testów wynika, że pakują paczki pancernie, a towar trafia pod drzwi w 24 do 72 godzin. Masz normalną polską gwarancję na dwa pełne lata. Sprzęt przyjeżdża kurierem za darmo od kwoty 99 zł, a jak ci się nie spodoba to masz 14 dni na zwrot. Testujesz u siebie w domu na własnej ścianie i jak nie leży to odsyłasz. Zero stresu i zero ryzyka utraty gotówki.
Zaczynamy od sprzętu, który podczas testów dosłownie wywrócił stolik. ETOE to marka, o której pewnie wielu z was nie słyszało, bo nie pakują milionów w wielkie billboardy. Zamiast tego władowali budżet w niezłe podzespoły i optymalizację. Ten model po prostu obiektywnie oferuje tak zwany święty spokój w każdej kategorii moich testów.

Projektor ETOE Seal Pro widziany pod kątem, pokazujący przedni panel z dużym obiektywem, logo producenta, maskownicę głośników oraz zintegrowany górny uchwyt
Obraz i Jasność
Jest zaskakująco jasno. W nowej rewizji na ten rok producent podbił jasność z 1000 do 1300 ANSI Lumenów. W ludzkim języku oznacza to, że nie musisz zamieniać salonu w piwnicę i uszczelniać okien taśmą żeby cokolwiek zobaczyć. Odpaliłem go popołudniem przy odsłoniętych roletach, rzuciłem obraz na 120 cali i mocno się zaskoczyłem. Obraz był ostry i kontrastowy. Bądźmy jednak szczerzy, czerń nie jest smolista jak w drogich telewizorach OLED, bo to fizycznie niemożliwe w taniej matrycy LCD przepuszczającej światło z silnych diod. Ciemne sceny bywają lekko szare, ale w tej cenie to absolutny standard. Gigantycznym plusem jest za to w pełni uszczelniony silnik optyczny z normą IP5X. Oznacza to brak zasysania kurzu do środka. Zapomnijcie o martwych pikselach i czarnych plamach na matrycy po paru miesiącach używania.

Widok z góry na obudowę projektora ETOE Seal Pro, pokazujący fizyczny panel sterowania z przyciskami kierunkowymi, przyciskiem zasilania i cofania, umieszczony pod rączką transportową
System operacyjny
Jeśli coś mnie potrafi doprowadzić do szału to zacinające się menu pełne lagów. ETOE wsadziło tu natywne, w pełni licencjonowane środowisko Google TV bazujące na solidnych fundamentach, które natychmiast po wyjęciu z pudełka obsługuje platformę Netflix bez instalowania zewnętrznych aplikacji. Co najważniejsze projektor posiada sprzętową certyfikację Widevine L1. W praktyce oznacza to pełne i natywne wsparcie dla Netflixa w jakości Full HD oraz 4K HDR. Inne tanie rzutniki często sztucznie obcinają jakość do marnego 480p przez brak tych licencji. Wszystko śmiga bez najmniejszej czkawki.

Boczny profil projektora ETOE Seal Pro o ciemnoszarej, matowej obudowie, ukazujący rączkę do przenoszenia oraz boczne otwory wentylacyjne układu chłodzenia
Dźwięk
Z reguły budżetowe projektory grają tak, jakby ktoś zamknął smartfona w puszce po konserwie. A tu proszę, producent zintegrował dwa przyzwoite głośniki po 10W z twardym certyfikatem Dolby Audio. Brzmią absolutnie rewelacyjnie przy normalnej głośności. Przy maksymalnym rozkręceniu dźwięk staje się co prawda odrobinę płaski, ale dialogi filmowe pozostają krystalicznie czyste a wokale wyeksponowane. Do domowego seansu na luzie wystarczy głośność na poziomie 60 procent i naprawdę obędziecie się bez kupowania dodatkowego soundbara.
Design, łączność i kultura pracy
To jest masywny kloc i całe szczęście. Dzięki temu w środku upchnięto bardzo porządne chłodzenie. Zamknięty silnik optyczny wymusza odrobinę mocniejszą pracę wentylatorów żeby schłodzić układ. Szum wynosi około 40 decybeli. Jest słyszalny w absolutnej ciszy, ale po odpaleniu filmu natychmiast znika w tle. Autofocus i korekcja trapezu łapią ostrość w kilka sekund. Producent zamontował tu genialny uchwyt ułatwiający przenoszenie co niesamowicie zwiększa mobilność w domu. A co z graczami? Opóźnienie wynosi tu nieco ponad 50 milisekund. Do pogrania w fabularnego Assassins Creed wystarczy idealnie, ale do sieciowych strzelanek poszukałbym czegoś szybszego.

Tylny panel projektora ETOE Seal Pro z widocznym panelem złączy – gniazdem zasilania, portem USB, wejściem HDMI oraz wyjściem słuchawkowym AUX, umieszczonymi nad dużą maskownicą
Plusy i Minusy
Specyfikacja techniczna w pigułce
Przykładowe zdjęcia efektu projekcji 90 cali z odległości 3,5 metra wieczorem:

Wanbo to w świecie tanich projektorów dość znany gracz. Mozart 1 Pro wyglądał na papierze na niezwykle solidnego rywala dla mojego faworyta.

Front projektora Wanbo Mozart 1 Pro na podstawce z widocznym obiektywem i logo
Obraz i Jasność
Dostajemy tu wiązkę od 900 do 1200 ANSI Lumenów zależnie od partii produkcyjnej. Powiem wam szczerze, że w całkowicie ciemnej sypialni ten sprzęt generuje obraz wyglądający odrobinę lepiej niż model od ETOE. Zastosowano tu układ pięciu szklanych soczewek. Kolory są wybitnie soczyste a czerń ma odrobinę lepszy kontrast. Wystarczy jednak zapalić lampkę obok kanapy albo zostawić uchylone drzwi i obraz zaczyna mocno tracić oddech w bezpośrednim starciu z potężną lampą dzisiejszego lidera.
System operacyjny
Tutaj leży pies pogrzebany w przypadku starszych edycji. System operacyjny Android TV potrafi solidnie chrupnąć podczas nawigacji. Opóźnienie na linii pilot a menu główne potrafi wybić z nastroju na relaks. Wiem, że najnowsze rewizje z tego roku dostały wreszcie Google TV, ale jeśli traficie na starszą wersję w sklepie to szykujcie się na odczuwalne spadki płynności.

Widok z góry na projektor Wanbo Mozart 1 Pro z widocznym miedzianym przyciskiem zasilania
Dźwięk
Muszę markę Wanbo mocno pochwalić za inżynierię dźwięku bo po prostu roznieśli tu konkurencję. Wdrożyli potężną komorę rezonansową o pojemności 660 centymetrów sześciennych i wielki pasywny radiator. Sprzęt potrafi zejść z basem do 20 herców. Głośniki dają takiego kopa, że przy graniu w gry akcji uśmiech sam ciśnie się na usta. Dźwięk jest mięsisty i bardzo głęboki jak na tę klasę urządzeń.

Boczny panel projektora Wanbo Mozart 1 Pro z ozdobnym elementem 'Wanbo & Acoustics
Design, łączność i kultura pracy
Sprzęt jest mega cichy i obiektywnie rzecz biorąc najładniejszy z całej stawki. Wygląda bardzo nowocześnie i wręcz designersko w salonie. Niestety oprogramowanie do automatycznego ustawiania ostrości miewa kaprysy i często się gubi na ścianie.

Tylny panel projektora Wanbo Mozart 1 Pro z portami HDMI, USB, DC, AUX i kratką wentylacyjną
Plusy i Minusy
Specyfikacja techniczna w pigułce
Przykładowe zdjęcia efektu projekcji 90 cali z odległości 3,5 metra wieczorem:

Samsung The Freestyle to sprzęt, który najchętniej widzieliby u siebie popularni internetowi twórcy. Wygląda obłędnie, obraca się we wszystkie strony i można nim rzucić obraz na sufit prosto z poziomu podłogi. Tyle że to nie jest pełnoprawne kino domowe do salonu.
Obraz i Jasność
Ten piękny gadżet świeci z mocą zaledwie 230 ANSI Lumenów co brutalnie potwierdzają niezależne pomiary fotometryczne. Zrozumcie absurd tej sytuacji. Za prawie 2700 zł dostajecie projektor, który boi się światła bardziej niż wampir. Żeby jakość obrazu powyżej 80 cali wyglądała w miarę sensownie musicie zorganizować w pokoju mrok totalny. W innym wypadku dostaniecie wyblakłą plamę na ścianie zamiast hitu z kina.

Włączony projektor Samsung The Freestyle Gen 2. Z obiektywu na czarnym panelu przednim emitowane jest jasne światło projekcyjne
System operacyjny
Mamy tu autorskiego samsungowego Tizena. W drogich telewizorach koreańskiego producenta ten system wymiata, ale tutaj okrutnie muli i potrafi klatkować. Odpalenie aplikacji dzieje się w zwolnionym tempie bo procesor wewnątrz zwyczajnie nie wyrabia z narzutem graficznym. Fajny jest wbudowany gaming w chmurze bez użycia konsoli Xbox, ale opóźnienie na kablu jest na tyle duże, że o jakiejkolwiek szybkiej grze ze znajomymi możecie zapomnieć.
Dźwięk
Wsadzili tu malutki głośnik 5W emitujący falę wokół własnej osi. Do oglądania teledysków w namiocie w Bieszczadach sprawdzi się to wybornie. Do seansu mocnego kina akcji w domowym salonie to absolutnie nie ta liga i brakuje tu jakiegokolwiek wyczuwalnego basu.

Tył projektora Samsung The Freestyle z widocznym logo producenta, otworami wentylacyjnymi i ciemną maskownicą wbudowanego głośnika 360 stopni
Design, łączność i kultura pracy
Projektor jest genialny pod kątem mobilności i innowacji. Posiada wbudowaną podstawę pozwalającą na obrót o 180 stopni, funkcję łączenia dwóch projektorów dla uzyskania panoramicznego obrazu do 160 cali, a w zestawie znajdziemy pilot SolarCell z możliwością ładowania promieniami słonecznymi. To też jedyny rzutnik w moim teście posiadający dedykowaną zaślepkę na lampę co jest super gadżetem przy pakowaniu go do plecaka. Automatyczna korekcja obrazu działa tu najlepiej na rynku. Niestety, w mojej opinii płacimy tu głównie za te świetne gadżety i unikalność formy. Jako główne kino domowe sprzęt jest zbyt ubogi w duże porty. Nie znajdziemy tu standardowych wejść a jedynie ich gniazda w malutkiej wersji micro. Zmusza to nas do kupowania i noszenia ze sobą zbędnych przejściówek.

Boczny panel złączy w projektorze Samsung The Freestyle Gen 2, pokazujący wejście zasilania USB-C, mały port micro-HDMI oraz przełącznik mikrofonu
Plusy i Minusy
Specyfikacja techniczna w pigułce
Przykładowe zdjęcia efektu projekcji 90 cali z odległości 3,5 metra wieczorem:

Kiedy widzisz logo Xiaomi, podświadomie spodziewasz się świetnych parametrów w cenie paczki frytek. Model L1 Pro to maluch, który niestety dość mocno rozmija się z tą obietnicą producenta z dawnych lat.
Obraz i Jasność
Dostajemy tu dokładnie 400 ISO Lumenów, co jest rygorystycznie certyfikowaną wartością. W całkowicie zaciemnionej sypialni przy rzucie na 60 cali ten obraz daje radę i jest naprawdę precyzyjny kolorystycznie. Dodatkowym plusem jest uszczelniony mechanizm optyczny, który solidnie chroni urządzenie przed kurzem, znacznie wydłużając jego żywotność. Próba zrobienia wielkiego kina w jasnym salonie to już niestety ciągła walka o przetrwanie i drastyczny brak dynamiki barw.

Włączony projektor Xiaomi L1 Pro ujęty pod kątem ze świecącym obiektywem i ciemną perforowaną obudową
System operacyjny
Sam system to istny paradoks w moim teście. Oprogramowanie bazuje na środowisku Google TV i jest wizualnie najbardziej dopracowane ze wszystkich modeli. Interfejs wygląda przepięknie. Niestety płynność działania to jakiś żart i jest o wiele gorsza niż w taniej zewnętrznej przystawce Smart TV drugiej generacji od tego samego producenta. Układ scalony kompletnie nie radzi sobie z tym bogatym graficznie menu. O dziwo opóźnienie w grach wypada rewelacyjnie bo niezależne pomiary oscyloskopem pokazały raptem 48 milisekund. To super wynik dla graczy.
Dźwięk
Na pokładzie mamy dwa małe przetworniki o mocy 5W z obsługą Dolby. Gra to poprawnie i całkiem czysto, ale z racji bardzo małej obudowy nie ma fizycznej szansy na żaden głęboki dźwięk. Praw fizyki i akustyki po prostu nie da się oszukać w tak skromnym pudełku.

Tylny panel projektora Xiaomi L1 Pro z maskownicą oraz bardzo skromnym zestawem portów audio HDMI i USB u dołu
Design, łączność i kultura pracy
Projektor jest super kompaktowy, leciutki i przy tym bardzo dyskretny. Działa niemal bezszelestnie. Portów jest jednak jak na lekarstwo. Płacimy tu po prostu mocny podatek od bardzo znanego logo. Cena na poziomie blisko 1900 zł za tak słabe parametry optyczne jest zwyczajnie przestrzelona i ciężko to racjonalnie obronić przed klientem.

Widok z góry na obudowę projektora Xiaomi L1 Pro pokazujący przycisk zasilania oraz fakturę imitującą skórę
Plusy i Minusy
Specyfikacja techniczna w pigułce
Przykładowe zdjęcia efektu projekcji 90 cali z odległości 3,5 metra wieczorem:

Ultimea Apollo P60 to rzutnik zbudowany z zupełnie innej gliny. To potężny i ciężki czołg, który uderza w rynkową półkę surową specyfikacją, ale dramatycznie potyka się o własne sznurówki w kwestii codziennej obsługi przez zwykłego domownika.
Obraz i Jasność
Mamy tu solidne 900 ANSI Lumenów z pełną obsługą formatu obrazu HDR10. Przy zgaszonym świetle ten sprzęt generuje naprawdę ostry jak brzytwa obraz pozbawiony sztucznej interpolacji. Trudno mu w tej konkretnej kwestii cokolwiek poważnego zarzucić bo na 120 calach ta optyka wygląda super w ciemnościach.

Włączony projektor Ultimea Apollo P60 z niebieskim światłem z obiektywu i diodą LED
System operacyjny
I tu wjeżdżamy prosto w betonową ścianę. Producent wrzucił zamknięty system bazujący na archaicznym oprogramowaniu bez pełnej certyfikacji. Oprogramowanie ma kiepską lokalizację a tłumaczenia menu to miejscami niezły kabaret. Zapomnijcie też o natywnym Netflixie w jakości Full HD prosto z pudełka. Żeby to w ogóle miało sens musicie dokupić zewnętrzną przystawkę Smart TV z prawdziwym systemem i na stałe zablokować sobie jeden port HDMI. To generuje dodatkowe koszty i konieczność używania dwóch pilotów.
Dźwięk
Za to system audio po prostu urywa głowę i trzęsie szybami w oknach. Zastosowano tu potężne nagłośnienie o mocy szczytowej 30W z procesorem cyfrowym i to robi gigantyczną robotę na imprezach. Pod kątem surowej mocy głośników to zdecydowanie najlepiej grający projektor w całym tym dzisiejszym zestawieniu.

Tylny panel złączy Ultimea Apollo P60 z portami HDMI, USB, AV, AUX i głośnikiem ULTIMEA SOUND
Design, łączność i kultura pracy
Wizualnie sprzęt przypomina błyszczącą wersję starego PlayStation 2. Jest znacznie większy niż reszta stawki i kompletnie niczym wizualnym nie wyróżnia się na plus. Największy dramat to układ chłodzenia. Żeby obniżyć temperaturę potężnej lampy wentylatory kręcą się tu jak opętane. Szum jest niesamowicie głośny i wysoce inwazyjny dla ucha. Zawieszenie tego sprzętu nad głową w cichej sypialni to pewna pobudka w środku nocy.

Zbliżenie na perforowaną maskownicę projektora Ultimea Apollo P60
Plusy i Minusy
Specyfikacja techniczna w pigułce

Zebrałem wszystkie najważniejsze parametry testowanych urządzeń w jednym miejscu żebyście mogli sami ocenić cyferki i porównać je do rzeczywistości laboratoryjnej bez marketingowej gadki.
| Parametr | ETOE Seal Pro | Wanbo Mozart 1 Pro | Samsung The Freestyle | Xiaomi L1 Pro | Ultimea Apollo P60 |
|---|---|---|---|---|---|
| Cena po rabacie z kodem | 1357 zł | 1357 zł | 2564 zł | 1804 zł | 1357 zł |
| Jasność matrycy | 1300 ANSI | 900 lub 1200 ANSI | 230 ANSI | 400 ANSI | 900 ANSI |
| Moc głośników | 2x 10W z Dolby | 2x 8W z basem | 1x 5W | 2x 5W | 30W z potężnym procesorem DSP |
| System operacyjny | Google TV | Android TV | Samsung Tizen | Google TV | Android TV |
| Zalecany rozmiar obrazu | 45 do 150 cali | 55 do 120 cali | 30 do 100 cali | 40 do 120 cali | do 120 cali |
W segmencie do dwóch tysięcy złotych ETOE Seal Pro oferuje obecnie bezkonkurencyjny stosunek możliwości do ceny. Oferując o wiele wyższą jasność niż drogi gadżet od Samsunga czy kompaktowe Xiaomi gwarantuje wam bardzo stabilny obraz nawet w jasnych pomieszczeniach popołudniowych. Nie ma może najlepszych kolorów w absolutnej ciemności gdzie wygrywa drobną różnicą Wanbo, ani nie trzęsie ścianami jak ogromna i głośna Ultimea. Posiada za to coś znacznie ważniejszego z punktu widzenia zwykłego użytkownika siedzącego na kanapie. Daje wam całkowity i niezakłócony święty spokój. Zabezpieczona przed kurzem matryca, super płynne środowisko Google TV z certyfikatem Netflixa oraz wygodny uchwyt transportowy czynią z niego sprzęt od razu gotowy do działania bez konieczności dokupowania miliona przejściówek czy przystawek.
Jeśli tak jak ja pedantycznie i skrupulatnie analizujecie parametry to z pewnością docenicie ten sprzęt. To urządzenie absolutnie idealne dla entuzjastów kina domowego bo za niespełna 1400 zł dostajecie podzespoły z dużo wyższej półki. Świetnie sprawdzi się u fanów sportu oglądających mecze w salonie bo wysoka jasność lampy nie wymaga żmudnego zamykania rolet w środku letniego dnia. To również kapitalna i zaskakująco mobilna alternatywa dla wielkiego telewizora w sypialni oferująca pożądany format podłącz i natychmiast zapomnij o konfiguracji.
Na sam koniec mam dla was świetną wiadomość organizacyjną. Używając kodu rabatowego DF3BKUQ1 w autoryzowanym sklepie Zigbuy.pl błyskawicznie obniżycie cenę każdego z omawianych urządzeń o solidne 5 procent prosto w koszyku zakupowym.
Mój zdecydowany zwycięzca całego testu:
ETOE Seal Pro w Zigbuy.pl (Cena z kodem to 1357,55 zł)
Dla chętnych zostawiam też linki do pozostałych projektorów z dzisiejszego zestawienia:
Pamiętajcie tylko jedną bardzo ważną rzecz na koniec tego maratonu. Kupując ten sprzęt z oficjalnego polskiego źródła macie w pakiecie darmową i szybką wysyłkę, pełną lokalną gwarancję na dwa lata i aż 14 dni na odesłanie paczki bez żadnych zbędnych problemów.

Materiał powstał w ramach współpracy ze sklepem Zigbuy.pl, który dostarczył mi paczkę ze sprzętem do testów. Ostateczny werdykt i wszystkie wnioski są jednak moją w pełni subiektywną opinią.
Od 10 lipca na Prime Video możemy oglądać już 4. sezon uwielbianego przez widzów show – LOL: Kto się śmieje ostatni.
Strona wykorzystuje pliki cookie niezbędne do działania sklepu oraz cookie marketingowe, wykorzystywane przez Google Analytics.
Dowiedz się więcej: Polityka prywatności



