Liga sprawiedliwosci

TOP 2018 – Najlepsze filmy roku! Ranking aktualizowany!

Oto najlepsze filmy 2018 roku! Na bieżąco aktualizujemy ranking o nowe premiery! Dzięki comiesięcznej aktualizacji każdy z Was będzie mógł dowiedzieć się, co w kinach (i nie tylko) piszczy sprawdzając co warto obejrzeć według naszej redakcji!


Sprawdź również:

Najlepsze horrory

Najlepsze filmy akcji

Najlepsze komedie

Najlepsze bajki i filmy dla dzieci


Najlepsze premiery marca:

Wieża. Jasny dzień (premiera 23.03) reż. Jagoda Szelc

Ocena recenzenta – 75/100

Gdy w rytm elektronicznie drążącej muzyki kamera zawieszona na dronie śledzi, niczym w kubrickowskim Lśnieniu, powolnie wytaczający się z ciemnego miasta samochód, by chwilę później, już na rozświetlonych łanami zboża peryferiach, wejść do jego wnętrza, staję się o Wieżę. Jasny dzień spokojny. Spokojny, bo powykrzywiane wzajemną niechęcią twarze, tępo obserwujące mijaną rzeczywistość i wyłuskane z intensywnych, niby niewinnych kłótni o drogę skrawki podskórnego konfliktu, obiecują w końcu coś, czego naprawdę długo w polskim kinie nie było. Polski artyzm jest nie tylko zmartwychwstały, a jeszcze słodko wyniszczający. (fragment recenzji, pełen tekst TUTAJ)

2SEG9dSptO.jpg


Pitbull. Ostatni pies (premiera 15.03) reż. Władysław Pasikowski

Ocena recenzenta – 70/100

Nasi ulubieni policjanci powrócili więc w solidnym sensacyjniaku. Mimo że w wielu elementach widać, że są już reliktem poprzedniej epoki i ich powrót do formy sprzed dekady nie jest raczej możliwy, wciąż potrafią dać bardzo dobrą rozrywkę. To Pitbull trochę za bardzo obdarty ze szczerości i surowości, którą oferował serial, jednak w dalszym ciągu dający się lubić. Dlatego mam dużą nadzieje, że to jeszcze nie koniec. (fragment recenzji – pełen tekst TUTAJ)

Ostatni pies


Wieczór gier (premiera 9.03) reż. John Francis Daley

Ocena recenzenta – 70/100

Tak jak wspomniałem – ktoś, kto w komedii niewiele widział, typowy niedzielny widz, dla przykładu, może uznać to za naprawdę genialną produkcję, dostarczającą sporą dawkę śmiechu. Weterani obeznani z gatunkiem natomiast, powinni docenić scenariusz i zamysł, ale gagi występujące w tym filmie, w znakomitej większości nie będą ich śmieszyć z jednego, prostego powodu – bazują na sprawdzonych schematach i wariacjach, jakie widzieliśmy w setkach innych komedii, zarówno filmowych jak i serialowych. Warto więc iść na Game Night i przekonać się, do której grupy należycie; bez względu na ostateczny rezultat, seans na pewno zaliczycie do udanych. (fragment recenzji, pełen tekst TUTAJ)

Wieczór Gier - recenzja świetnej komedii, która... nie śmieszy


Lady Bird (premiera 2.03) reż. Greta Gerwig

Ocena recenzenta – 75/100

Znalezione obrazy dla zapytania lady bird

Gerwig zbudowała z ogranych elementów niezwykle przyjemny, zabawny film z mądrymi, choć nieoryginalnymi myślami. Dialogi należą do najzabawniejszych, jakie pojawiły się ostatnio w amerykańskej komedii. I choć czuć inspirację filmami Baumbacha, Allena i duetu Dayton i Faris, udaje jej się zachować własny głos. Wykonanie nie pozostawia nic do zarzucenia: Ronan gra jedną z najlepszych roli w swojej karierze, a towarzyszący jej aktorzy nie ustępują jej na krok. Nic dziwnego, skoro reżyserka jest doświadczoną aktorką i wie, jak wycisnąć z nich najlepsze. (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Jestem najlepsza. Ja, Tonya (premiera 2.03) reż. Craig Gillespie

Ocena recenzenta – 80/100

I, Tonya

I, Tonya to wielki tryumf kina niezależnego, produkcja, którą będą wizualizowała w swojej głowie jeszcze przez długi czas. Dzięki niesamowicie silnej współpracy reżysera z całą załogą produkcyjnej do filmu będą wracać studenci filmówki w celu zaczerpnięcia inspiracji. W wielu aspektach jest to obraz idealny (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Najlepsze premiery lutego:

Nić widmo (premiera 23.02) reż. Paul Thomas Anderson

Ocena recenzenta – 90/100

Nić widmo

Mimo to trudno jednoznacznie określić, czy Nić widmo to najlepszy film Andersona, czy Day-Lewis w tej roli zasługuje na wszystkie przypisywane mu zasługi i czy choć raz na jakiejkolwiek gali rozdania nagród padnie nazwa Phantom Thread. Wiem natomiast, że film ten przejdzie do historii pod hasłem „ostatni film Daniela Day-Lewisa”. I choć szanuję aktora niemiłosiernie, to wolałbym jednak, aby w kontekście produkcji najczęściej wpisywanym stwierdzeniem do wyszukiwarki było „kolejny wielki film Andersona”. Dlatego też z czystym sumieniem daję mu 90/100. Bo mogę! (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Kształt wody (premiera 16.02) reż. Guillermo del Toro

Ocena recenzenta – 85/100 – Zdobywca Oscara 2018

The Shape of Water recenzja

The Shape of Water znajdziemy też elementy kina szpiegowskiego, dreszczowca, tzw. heist movie, także science-fiction i romansu. Del Toro robi z każdego elementu użytek, składa to w sensowną całość, a pikanterii dodają wszelkie seksualne odniesienia, od porannej masturbacji po wytłumaczenie, jak wyglądają narządy rozrodcze morskiego stwora. Najważniejsze jednak, że reżyserowi udało się opowiedzieć historię angażującą emocjonalnie i mocno rezonującą w widzach. To słabsi, wykluczeni i niepozorni biorą sprawy w swoje ręce oraz okazują resztki człowieczeństwa tam, gdzie władanie przejęła autodestrukcyjna siła mocarstw (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Czwarta władza (premiera 16.02) reż. Steven Spielberg

Ocena recenzenta – 77/100

Czwarta władza recenzja

Mimo ważnej politycznej wypowiedzi film Spielberga nigdy nie prawi morałów, nie jest pretensjonalny i nie sili się na wykładanie kawy na ławę. Wszelkie aluzje do współczesności pozostają kwestią interpretacji, ale moralnego i historycznego zwycięstwa trudno mu odmówić. Choć Czwarta władza jest dziełem świetnym, to tylko ocierającym się o genialność. Nie będę wymieniał tego tytułu jednym tchem z takimi klasykami jak Wszyscy ludzie prezydenta, Sieć, Informator czy Spotlight, ale na pewno lokuje się on gdzieś niedaleko za nimi (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Czarna Pantera (premiera 14.02) reż. Ryan Coogler

Ocena recenzenta – 80/100

Czarna Pantera

Czarna Pantera samą swoją tematyką przeciera szlaki w kinie superhero, nie jest to jednak bomba w rodzaju pierwszej części Avengers, a bardzo dobrze skrojony spektakl w oryginalnej jak na MCU konwencji. Do ideału jest dość daleko – czasem brakuje odważniejszego podejścia, gdzie indziej znajdą się napisane po łebkach wątki (that’s just lazy writng, jakby to powiedział Wade Wilson) – ale jego zalety w zupełności wystarczą. Jeszcze w grudniu tego roku królowi Wakandy zastąpi drogę Aquaman, czyli pretendent do innego tronu. Biorąc pod uwagę pozytywny występ Jasona Momoy w ostatnim, niezbyt przecież udanym, filmie z DCEU, pozostaje trzymać kciuki, że dojdzie do równie wyrównanych stać, co te pomiędzy T’Challą a Killmongerem (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Disaster Artist (premiera 9.02) reż. James Franco

Ocena recenzenta – 87/100

The Disaster Artist

Jeśli miałbym podsumować podejście widzów zaznajomionych z tymi bez wiedzy – to trochę jak z profesjonalnymi butami do kosza. Nie są Ci potrzebne do gry, ale na pewno pomogą. Na pewno lepiej wypada scena, kiedy Tommy pisze scenariusz i na głos pod nosem czyta te soczyste linijki, które znamy. Nie jest to jednak wymogiem, Franco naprawdę odwala dobrą robotę pokazując konwencję tej postaci. I jest to dobry portret – widzimy tę zaślepioną część Tommy’ego i tą, która wzbudza współczucie. I w sumie jakby się tak zastanowić jest to całkiem sensowny zabieg. Nie znając tej postaci, seans imituje podobne odczucia, które moglibyśmy mieć zaznajamiając się z postacią Tommy’ego. Taka intrygująca ambiwalencja (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (premiera 2.02) reż. Martin McDonagh

Ocena recenzenta – 95/100

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Z niewiarygodną brutalnością, fantastycznymi występami aktorskimi i mocnymi akcentami czarnej komedii, film ten pokazuje społeczeństwo, które zapomniało jak współpracować i iść na przód. Czy to ma szansę zdrowo funkcjonować? Film nie daje łatwych odpowiedzi, łamiąc schematy i zaskakując widza nieustannie. Jeśli jednak obecne społeczeństwo ma jakąkolwiek twarz, to ten film bardzo trafnie ją ukazuje. Szukając lepszego jutra, musimy działać wspólnie, w przeciwnym razie zatracimy się w swoich własnych uprzedzeniach i rosnącym gniewie (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Niemiłość (premiera 2.02) reż. Andriej Zwiagincew

Ocena recenzenta – 80/100

Niemiłość

To wszystko składa się znowuż na wizerunek najdojrzalszego i najbardziej dopracowanego dzieła Zwiagincewa. Nie mnie oceniać, czy wyżej wymienione przymioty zapewnią mu uznanie na amerykańskiej ziemi, ale ze swojej strony powiem jedno – Niemiłość już jest filmem wygranym. Filmem, który wryje się w serca, dusze i pamięć widzów na długie godziny po seansie, a kto wie, czy nie nawet na dni, tygodnie, miesiące… (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Najlepsze premiery stycznia:

Tamte dni, tamte noce (premiera 26.01) reż. Luka Guadagnino

Ocena recenzenta – 75/100

Call me by your name

W znaczącej większości film ten to bowiem prawdziwy konglomerat nawiązań do największych mistrzów włoskiego kina – mamy tu nieokreśloną nostalgię Viscontiego, mitologiczne rozpasanie Felliniego, psychologiczną głębę i milczenie Antonioniego, a nawet realizację jednego ze scenariuszy zaproponowanych przez Pasoliniego w Teoremacie. Jednakże niezwykle krzywdzące byłoby stwierdzenie, iż reżyser sprowadza bogactwo swej dysputy do dorobku starszych kolegów po fachu. Nie, wspomniane cytaty są cytatami estetycznymi, środkami stylistycznymi, które wskazują i uwydatnjają pewne emocje, zachowania i stany umysłu postaci, a także ich motywacje do działania lub tych działań zaniechania (fragment recenzji, pełny tekst TUTAJ).


Wszystkie pieniądze świata (premiera 26.01) reż. Ridley Scott

Ocena recenzenta – 75/100

Wszystkie pieniądze świata

Wszystkie pieniądze świata to thriller zgrabnie balansujący między historią porwanego wnuka Jean Paula a rodzinnymi negocjacjami o okup. Jednak to w tej drugiej kwestii, co nie powinno patrząc na ostatnie dokonania Ridleya Scotta dziwić, jest zdecydowanie lepszy. Psychologiczne szachy w wykonaniu trójki głównych bohaterów wspomagane nieubłaganie upływającym czasem i niepokojem są tu znakomite i śledzenie ich jest wielką przyjemnością (fragment recenzji, pełen tekst TUTAJ).


Atak paniki (premiera 19.01) reż. Paweł Maślona

Ocena recenzenta – 85/100

Atak paniki recenzja

Przede wszystkim debiut Maślony jest komedią, czarną jak smoła, egzystencjalną, ale zawsze komedią. Choć śmiech grzęźnie w gardle kilka razy, bo zdarzyło mi się śmiać z samego siebie. W scenie w samolocie, kiedy współtowarzysz podróży nie potrafi się zamknąć. Albo z opętanego grą kelnera, by po chwili zdać sobie sprawę, że zdarzyło mi się być podobnie pochłoniętego przez wirtualną rzeczywistość. Reżyser pokazuje te nasze „małe apokalipsy”, napady paniki, których źródło bywa najbardziej banalne, przysłania nam drugiego człowieka, oddala tak naprawdę od społeczeństwa (fragment recenzji, pełen tekst TUTAJ).


Cudowny chłopak (premiera 19.01) reż. Stephen Chbosky

Ocena recenzenta – 80/100

Cudowny chłopak

Cudowny chłopak może i jest, jak się domyślaliście po zwiastunach, wyciskaczem łez i leci na tradycyjnych schematach, przez co od początku wiemy, do jakiego finału zmierza historia głównego bohatera, ale wcale nie jest to rażąca wada. Film cały czas znajduje się na granicy bycia przesłodzonym, lecz nigdy jej nie przekracza. Z gracją porusza problem trudny, pokazuje prawdziwą moc wyobraźni oraz jest kolejną produkcją, która utwierdza nas w przekonaniu, że nie wygląd nas definiuje, lecz czyny (fragment recenzji, pełen tekst TUTAJ).

Zobacz również: Najlepsze filmy 2017

Ilustracja główna: Fox Searchlight Pictures – kolaż

Dziennikarz

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta