London Film Festival 2018 – They Shall Not Grow Old, Assassination Nation

Peter Jackson powraca w wizualnie imponującym, historycznym projekcie. Krew leje się litrami w miasteczku Salem, w którym w XVII wieku polowano na czarownice. Oto kolejna porcja recenzji filmów z 62. Londyńskiego Festiwalu Filmowego.


They Shall Not Grow Old

reż. Peter Jackson

Przygotowany na zlecenie telewizji BBC, Brytyjskiego Instytutu Filmowego i Imperial War Museum film składa się z archiwalnych nagrań audio i wideo, upamiętniających I Wojnę Światową. Negatywy zostały odnowione, zeskanowane w wysokiej rozdzielczości, dodano do nich głębię 3D i kolor, nagrano też efekty dźwiękowe. Rezultat jest powalający. Peter Jackson stworzył dzieło, które używa dostępnych nam technologii w celu przybliżenia nam dawnych czasów. They Shall Not Grow Old to absorbujący dokument i przerażające świadectwo dramatu ludzkiego z pierwszej ręki.

Oglądając kroniki z początku ubiegłego wieku dozbrajajmy dziwnego poczucie obcości. Coś tu jest nie tak. Zdjęcia są ostre, wyraźnie, negatywy wydają się niezniszczone. Początkowe sekwencje filmu Jacksona są czarno-białe, ale dodana głębia ostrości zanurza nas w obrazie. Komentarzem do filmu są opowieści weteranów, fragmenty listów i wspomnień. Z tego opisu wyłania się romantyczna wizja wojny, która przemawiała do młodych mężczyzn. Wielu rekrutów było w wieku przedpoborowym, kłamiąc przed komisją, by walczyć z Niemcami. Nastolatki nawet w wieku 15 lat zaciągały do wojska.

Widzimy przygotowania w koszarach, surowe warunki życia, ale dopiero po przybyciu do Francji na front, doświadczamy prawdziwej transformacji. Obraz nabiera koloru. Pieczołowicie odtworzone dźwięki z pola bitwy, od wybuchów po odgłosy z okopów, przenoszą nas skutecznie na miejsce. I co najciekawsze: postacie z ekranu zaczynają mówić. Dzięki osobom czytającym z ruchu warg twórcy dodali kolejną warstwę immersji do filmu. Kino jako magiczny wehikuł ukazuję tutaj pełnię swoich możliwości.

Kadr z filmu They Shall Not Grow Old / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu They Shall Not Grow Old / fot. materiały prasowe

Choć nasycony barwami, They Shall Not Grow Old doskonale ukazuje niebezpieczeństwa oraz marazm codziennego życia na froncie I wojny światowej. Niekończące się labirynty okopów, zalewane przez opady deszczu, pełne szczurów i robactwa. Snajperzy czający się na błąd przeciwnika. Smród ciał rozkładających się na drutach kolczastych. Ogłuszające bombardowania. Wycieńczenie psychiczne i fizyczne. Gangrena, odmrożenia, infekcje. Ale też codzienne czynności, jak posiłki, sen czy używanie latryny. Czas spędzony z brytyjskimi żołnierzami mija błyskawicznie i mówi nam więcej o ich doświadczeniach, niż jakikolwiek film fabularny wcześniej. Jest to wizja jednostronna, bo Jackson, którego ojciec również służył na froncie, miał do dyspozycji tylko materiały z brytyjskich archiwów. Wspaniałym uzupełnieniem tego projektu byłby głos strony niemieckiej. Być może kiedyś zostanie on zrealizowany.

Zobacz również: Peter Jackson stworzy film dokumentalny o I wojnie światowej. Oto zwiastun!

11 listopada w Wielkiej Brytanii obchodzony jest równie uroczyście, co w Polsce. Choć w naszym kraju jest on początkiem narodzin niepodległego kraju, mieszańcy Wysp Brytyjskich wspominają wszystkich żołnierzy poległych w I Wojnie Światowej oraz innych konfliktach zbrojnych. To też sposób na uczczenie pamięci o ludziach, który po powrocie z frontu w 1918 roku zostali zepchnięci na margines społeczeństwa, o których doświadczeniach nikt nie chciał słuchać. They Shall Not Grow Old to wspaniały, filmowy hołd dla tych ludzi. Oraz przypomnienie o ogromnym bezsensie wojny.

Ocena: 90/100

Kadr z filmu They Shall Not Grow Old / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu They Shall Not Grow Old / fot. materiały prasowe

Assassination Nation

reż. Sam Levinson

We współczesnym Salem gdzieś w Stanach Zjednoczonych trwa polowanie na czarownice. Ktoś włamuje się do komputerów bogobojnych mieszkańców i publikuje ich sekrety. Trop prowadzi do nastoletniej dziewczyny i jej koleżanek. Ludność Salem weźmie sprawy w swoje ręce, bo przecież większość z nich to porządni, dobrzy ludzie.

Assassination Nation to współczesna satyra polityczna i społeczna, która z minuty na minutę przybiera coraz bardziej krwawe kolory. Bohaterka opowieści, Lily Colson (Odessa Young), oprócz tego, że ma chłopaka, utrzymuje kontakt ze starszym od siebie żonatym facetem, wysyłając mu prowokujące fotografie. Nie robi sobie z tego nic do momentu, gdy działalność hakera, który obnaża sekrety, zagrozi nie tyle jej, ale mężczyźnie, z którym się kontaktuje.

Komputerowy złodziej najpierw włamuje się do wirtualnego konta burmistrza, demaskując homoseksualne czynności tego na pozór idealnego męża i ojca rodziny. Doprowadza go do ekstremalnego kroku, kiedy mierzy się z bezosobowym tłumem szykanującym go za jego zachowanie. Druga osobą jest dyrektor szkoły średniej. Niewinne zdjęcia kilkuletniej córki, które z kimś podzielił się w wiadomościach, są osądzane jako pedofilia. Szanowany do tej pory pedagog staje się ofiarą publicznego linczu.

Kadr z filmu Assassination Nation / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Assassination Nation / fot. materiały prasowe

Sytuacja przybiera na powadze, gdy sekrety większości mieszkańców Salem zostają obnażone. Miasto stacza się w otchłań anarchii. Zwykli obywatele przywdziewają maski rodem z serii filmów Purge, biorąc sprawiedliwość w swoje ręce. Policja nie sprawuje już więcej prawa – co więcej, funkcjonariusze biorą udział w publicznym polowaniu na czarownice. Którymi mają być Lily i jej trzy przyjaciółki – Bex (Hari Nef), Em (Abra) i Sarah (Suki Waterhouse). Zaradne nastolatki nie mają zamiaru poddać się bez walki.

Zobacz również: Król wyjęty spod prawa – recenzja historycznej superpodukcji Netflixa

Wizualnie wyzywający, kolorowy i pulsujący niczym strumień Snapchata Assassination Nation doskonale oddaje kakofonię otaczających nas bodźców wizualnych. Jeżeli ktoś nie chce obejrzeć całego filmu, może zobaczyć tylko otwierający montaż, który zapowiada wszystko: „narkotyki, seks, toksyczną męskość, homofobię, transfobię, spluwy, nacjonalizm, rasizm, porwanie, męskie spojrzenie, seksizm, przekleństwa, tortury, przemoc, krew, broń i kruche męskie ego”.

Twórcom udało się uchwycić w filmie duch czasów: uzależnienie od społecznych mediów i telefonów komórkowych, paranoję przed utraceniem anonimowości, pruderię skrywaną na co dzień, której dajemy upust w sieci. Widzimy młodzież traktującą wyuzdanie seksualne jako kolejny element otaczającej ich ikonosfery. Obserwujemy naiwnych dorosłych, wierzących, że w internecie można robić wszystko, bez żadnych konsekwencji.

Ta precyzyjna, ale odpowiednio zabawna i przerażająca zarazem maszyna zaczyna kuleć w finalnym akcie. Inspirowany japońskimi filmami zemsty w stylu sukeban, gdzie bohaterki ubrane w fetyszystyczne stroje sieją spustoszenie wśród mężczyzn, daje postaciom fizyczną siłę i poczucie sprawiedliwości. Widzowie głośno biją brawa, gdy kolejni złoczyńcy zaliczają glebę w wykwintnych i przemyślanych ujęciach. Gorzej z moralnym zwycięstwem, które jest puste. Rację mają ci, zdaje się mówić Levinson, którzy mają większe spluwy.

Ocena: 70/100

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?