Movies Room - Najlepszy portal filmowy w uniwersum

Zabójczo dobre seriale w BBC First

Peaky Blinders: Nieśmiertelny - recenzja filmu. Tommy vs. faszyści. Brakowało jeszcze tylko Kapitana Ameryki i Dominica Toretto

Autor: Szymon Góraj
22 marca 2026
Peaky Blinders: Nieśmiertelny - recenzja filmu. Tommy vs. faszyści. Brakowało jeszcze tylko Kapitana Ameryki i Dominica Toretto

Był czas, kiedy ubóstwiałem serial. Niesamowity klimat międzywojennego okresu, świetnie zarysowane postacie - nie tylko główna, ale i niemal każda inna - muzyka fenomenalnie wpleciona w całą narrację, co do dziś stanowi jeden ze wzorów na to, jak to trzeba robić. Ale kolejne sezony, nie licząc chlubnych wyjątków, wyraźnie napędzane były już bardziej przez popularność niż jakąś faktyczną potrzebę. Miałem więc mieszane uczucia co do Peaky Blinders: Nieśmiertelny, szumnie zapowiadanej filmowej klamry. Jak się okazało - nie bez przyczyny.

Mija jakiś czas, odkąd Thomas Shelby odjechał w nieznanym kierunku w finale 6. sezonu Peaky Blinders. Na Wyspach Brytyjskich coraz mocniej czuć zapach wojny, chaos się pogłębia, ulice spływają krwią. Korzysta na tym Duke, nieślubny syn Tommy'ego, który pod jego nieobecność przejął kontrolę nad tytułowym gangiem, siłą rzeczy mieszając się z faszystowskimi kręgami. Weterani serii (wraz z nowymi twarzami) pilnie poszukują sposobu na ponowne zaangażowanie do walki ojca.

I tutaj objawia się mój pierwszy zgrzyt w związku z Nieśmiertelnym. Jak już pisałem, na przestrzeni serialu bywało różnie z poziomem, niemniej w większości przypadków podkreślało się, jak Tommy, Artur i reszta Peaky Blinders to nie był szlachetny gang wypełniony miłymi, uczynnymi ludźmi. Napady, wymuszenia, rozboje, morderstwa - wszystko to przecinało się z okazyjnymi przypadkami dobrej woli (ale nawet i one były przeważnie związane z interesem ekipy). Film przedstawia naszego dotychczasowego antyherosa jako nieomal mesjasza mimo woli. Jedynego człowieka, który skutecznie przeciwstawi się wrogim ruchom. Jeszcze zrozumiałbym sytuację, gdyby część publiki tak reagowała (to nie nowina, że ludzie mają krótką pamięć), ale tak naprawdę naciska na to cała narracja - co jest niedorzeczne.

Sama historia, poza jednym, góra dwoma niezłymi zwrotami akcji, to pustostan. Nie ma tutaj żadnego sensownego rdzenia fabularnego, który uzasadniałby ruszanie Peaky Blinders po 6. sezonie - do którego mam sporo uwag, ale przynajmniej postawił on jakąś solidną, nieoczywistą klamrę. Lwia część postaci, które znamy albo z różnych względów w ogóle się nie pojawiła, albo jest już wykorzystana przez twórców, wyciśnięta jak cytyna w kolejnych sezonach serialu, i teraz służy głównie jako nostalgiczny dodatek. Duke Shelby kompletnie nie udźwignął swojego brzemienia. Owszem, Barry Keoghan robi, co może, ale nawet on wiele nie da postaci niedogotowanej, który pojawiła się niemal na ostatnią chwilę w finalnym sezonie i nie było czasu jej rozwinąć - teraz go tym bardziej niema. W jakimś zakresie twarz całości ratuje drugi plan, ale krótkie występy Rebecci Ferguson, Tima Rotha, czy Stephena Grahama to trochę za mało, zwłaszcza, że ich obecność nie została poparta porządnym skryptem. Wątki zaczynają się leniwie rozwijać, by nagle zacząć pędzić na złamanie karku, tak jakby twórcy zorientowali się, że czasu nie ma zbyt wiele. Muzyka jest jak zawsze trafiona, w dodatku palce w niej maczać zaczęli członkowie ekipy Fontaines D.C. 

Dobrze przynajmniej, że Peaky Blinders: Nieśmiertelny w sposób nieodwracalny zamyka całą sagę o Shelbych. Naprawdę niewiele brakowało do zrobienia z Tommy'ego jakiegoś Doma Toretto, który walczy o sprawiedliwość naszą i waszą, a do tego nie ma przyjaciół, tylko rodzinę, ewentualnie jakiegoś zaginionego członka Avengers. Nie tak lata temu sobie wyobrażałem koniec opowieści o jednym z najlepiej rozpisanych (i nade wszystko zagranych) antybohaterów w historii telewizji. Powinienem być porażony finiszem i odczuwać pustkę w środku po zamknięciu pewnego mocnego rozdziału. Tymczasem odczuwam głównie ulgę, że ta farsa nareszcie dobiega końca. 

Więcej recenzji filmów:

Chcesz nas wesprzeć i być na bieżąco? Obserwuj Movies Room w google news!

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Komentarze (0)
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

Ocena recenzenta

50/100
  • czuć namiastkę dawnych historii
  • Cillian Murphy jako Thomas Shelby niezmiennie opoką narracji
  • zaciąg znakomitych aktorów na drugi plan
  • jak zwykle świetna muzyka
  • fabuła praktycznie o niczym
  • absurdalnie głupie zabiegi narracyjne związane z Tommym
  • garść niepotrzebnych postaci
  • syn Tommy'ego nie ma większego sensu

Movies Room poleca