Chaos za kulisami Avengers: Doomsday? Nowe doniesienia mówią o poważnych problemach
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.
Wszystko wskazywało na to, że Toy Story skończy się na 4. części. Patrząc na jej zakończenie, byłoby to rozsądne. A jednak zdecydowano się na kolejną odsłonę. Sama byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, bo przecież historia miała już swój koniec. Obejrzałam film już 2 razy. Mogę teraz śmiało powiedzieć: jak ja się cieszę, że ta kontynuacja powstała!
Choć dwie pierwsze części powstały jeszcze przed moim urodzeniem, mogę śmiało powiedzieć, że sama się wychowałam na Toy Story. Od zawsze byłam i jestem wielką fanką tych filmów. Pomijając już samą kwestię innowacji technicznej (to pierwsza pełnometrażowa animacja 3D), jest to świetna produkcja opowiadająca o dzieciństwie, dorastaniu, miłości i przyjaźni. A do tego różne trudności dzieci są tam przedstawione w wiarygodny sposób. Toy Story to dla mnie bardzo ważna i sentymentalna seria filmowa, która z pewnością bardzo przyczyniła się do rozwoju mojej wrażliwości i empatii – nawet względem zabawek. Nie byłam więc zachwycona, że powstaje piąta część. Bałam się, że będzie zrobiona na siłę, przez co całe zabawkowe uniwersum, które trwa już od 30 lat, zostanie zniszczone.

Gdy dowiedziałam się, że jednym z bohaterów będzie tablet, brzmiało to dla mnie jeszcze gorzej. Niby aktualizacja do obecnych czasów, a z drugiej strony dość cienka linia między tym a słynnym boomerskim: „ach kiedyś to było, teraz już nie ma”. Okazuje się, że na szczęście nie została ona przekroczona. LilyPad, czyli nowy tablet Bonnie, oraz inne urządzenia elektroniczne faktycznie w Toy Story 5 pełnią rolę antagonistów, przez których dzieci porzucają swoje zabawki, jednak nie jest to przesadzone. Problem ekranów jest tu przedstawiony bardzo realistycznie. Co więcej – twórcy oczywiście obnażają wady elektroniki i jej niekorzystny wpływ na dzieci, ale pokazują też, że jest ona już częścią naszego życia i czasem naprawdę może się przydać.
Zresztą prawda jest taka, że mimo iż Toy Story 5 zwraca uwagę na szkodliwość ekranów wśród dzieci, to przede wszystkim opowiada o ich realnych problemach – i po raz kolejny robi to świetnie. Bonnie jest nieśmiałą dziewczynką, która wciąż chce się bawić swoimi ukochanymi zabawkami. Niestety nie bardzo ma z kim – trudno jest jej nawiązywać jej relacje, przez co czuje się samotna. Rodzice postanawiają kupić córce tableta, wierząc, że to pomoże, bo nie będzie już odstawać od innych dzieci. Najnowsza animacja Pixara to opowieść o trudach w życiu małego człowieka, które nie powinny mieć miejsca – kiedy zamiast czuć się częścią grupy, zostajemy odrzucani, bo wolimy inaczej spędzać czas, bo mamy inne zainteresowania, bo po prostu jesteśmy inni. Twórcy Toy Story 5 za pomocą animacji o zabawkach stworzyli piękną historię o szukaniu swojego miejsca, o akceptacji siebie i potrzebie poczucia przynależności, którą odczuwa każdy z nas.

Oprócz Bonnie drugą główną bohaterką staje się kowbojka (choć już teraz szeryfka!), Jessie, która do tej pory była ważną, choć drugoplanową postacią. Jessie z początku jest konserwatywną starą zabawką, która nie dopuszcza do siebie żadnych zmian. Straciła już Emily, straciła Andy’ego, teraz jest ulubioną zabawką Bonnie i to jej dobro dla niej liczy się najbardziej.
Muszę przyznać, że od Toy Story 2, Jessie to moja ulubiona postać. W końcu była to dziewczyna, która swoją odwagą często przewyższała szeryfa Chudego czy samego wielkiego Buzza Astrala. Została porzucona, a i tak dalej starała się nie poddawać. Na małej mnie robiło to spore wrażenie. Teraz, gdy jestem dorosła, to rozwój tej postaci robi na mnie wrażenie. Zawsze lubiłam też Chudego, choć jest to postać z dość wybujałym ego, która nigdy nie mogła znieść myśli, że może kiedyś przestać być numerem jeden. Jessie, pomimo strachu, że znów doświadczy bólu porzucenia, cały czas dba o inne zabawki, a przede wszystkim o swoją ukochaną Bonnie. Z czasem zaczyna rozumieć, że świat cały czas się zmienia, a te zmiany, choć wydają się straszne, mogą sprawić też wiele dobrego, jeśli odpowiednio z nich skorzystamy.
Kowbojka pokazuje, że to naprawdę ona rządzi w tej serii. You go girl, Jessie! Natomiast z bardziej przyziemnych rzeczy – jej wątek przypomina, że dzieci nigdy nie zapominają o swoich ulubionych zabawkach, nawet gdy już dorosną. Sama coś o tym wiem – do tej pory mam pluszową Mysię, którą dostałam, gdy miałam roczek.

Toy Story 5 działa też na poziomie uniwersalności. Sprawdza się jako film dla dzieci, które mogą utożsamić się z Bonnie, a przy okazji dostać fajną i mądrą rozrywkę. Ale dba również o zagorzałych fanów, jak ja, którzy wraz z Toy Story dorastali i jest to dla nich niemal świętość. Znowu wracają przekomarzania się Chudego i Buzza oraz ich ciągła przyjacielska rywalizacja o bycie naczelną zabawką. Warto zaznaczyć, że pomimo odejścia Chudego ze świata Bonnie w poprzedniej części, jego obecność w najnowszej odsłonie nie jest wymuszona i fabularnie się broni. Twórcy mrugają także do starszych widzów, nawiązując do złoczyńcy ze świata Buzza Astrala – Zurga. I oczywiście cały czas jest ten sam humor: sytuacyjny, słowny i wynikający z każdego poszczególnego bohatera. To działa od pierwszej części.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że jako fanka całej serii Toy Story jestem teraz nieobiektywna. Pewnie tak jest, ale warto zaznaczyć, że przez to, jak ważna jest to dla mnie seria, mogę być również jej największą krytyczką. Gdyby moje obawy względem 5. części okazały się prawdziwe, a film okazałby się zupełnie zbędną produkcją pozbawioną klimatu całego uniwersum – byłabym załamana. A dostałam kolejną świetną odsłonę, która sprawdza się na poziomie historii, jak i przesłania. Wszystkie wątki udało się poprowadzić ciekawie i o żadnym z nich nie mogę powiedzieć, że był niepotrzebny czy niepasujący. Spina się jako całość zarówno pod względem fabularnym, jak i tempa. Mamy tu problem, wroga, rozwój wydarzeń, ciągłą walkę z licznymi przeszkodami i ostatecznie – happy end.
Toy Story 5 spełniło swoją rolę – bawiło, a jednocześnie doprowadziło mnie do wylania morza łez ze wzruszenia. Byłoby już w pełni idealnie, gdyby nie brak kultowej piosenki Ty druha we mnie masz, która zawsze jeszcze bardziej podkręcała klimat. Ale może to kolejna nauka płynąca z filmu – nigdy nie można mieć wszystkiego.
Czy Marvel ma powody do niepokoju? Według najnowszych nieoficjalnych informacji prace nad Avengers: Doomsday nie przebiegają tak sprawnie, jak mogłoby się wydawać.