Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 2 sierpnia 2026

W latach 80. i 90. powstawały komedie, które do dziś dla wielu są czymś więcej niż filmem. Stanowią wspomnienie, symbol czegoś magicznego i niepowtarzalnego. Komedia to jednak jeden z gatunków szczególnie narażonych na sequele usilnie powtarzające te same gagi, choć aktorzy i cała ekipa odpowiedzialna za sukces oryginału dawno już zdążyła się zmienić. I tak jest z Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie.

Strona komiksu Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie

Komiks otwiera historia Chmurii, która na swe nieszczęście trafiła do naszego świata. Ale o niej za chwilę. Kolejno dostajemy bowiem najjaśniejszy punkt, którym jest stylizowana na baśniową opowiastkę historia trzech kozłów. Skottie Young gdy chce, to potrafi. Niestety dalej dostajemy więcej tego samego i to jeszcze bym przeżył, ale niefortunna zamiana miejsc z poprzedniego tomu zgasiła ostatecznie wszystkie moje nadzieje na rozwój serii.

Czemu akurat się tego czepiam? Dorosła wersja Gert miała potencjał. Bardziej wypalona i odpychająca, pozbawiona wprawdzie dziecięcej furii swego młodszego ja, ale przez swą pełnoletniość otwierająca nowe furtki fabularne. I dałoby się przeżyć jej odmłodzenie, gdyby Skottie Young rozwiązał to stabilniej. Od tamtej chwili nic nie jest pewne i pierwotny sens serii zmarł gwałtowną śmiercią, niczym kolejni mieszkańcy Baśniowa po spotkaniu Gert.

Strona komiksu Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie

Cukierkowa przemoc jednocześnie bawiła i szokowała, aż do skądinąd udanego finału poprzedniego story arcu. Później zrobił się z tego powracający jak zły szeląg motyw, bawiący niczym podstarzały stand-uper powtarzający ciągle te same historyjki przez dekady. Bo co tu mamy? Historia Chmurii w naszym świecie przypomina pechowe losy czarnych charakterów z Looney Tunes, z nieco krwistym posmakiem. Autor dobrze radzi sobie z grą słów, choć tu sporo zasługi w polskim przekładzie zawdzięczamy Marcelemu Szpakowi. Nie ratuje to ogółu, w którym coraz więcej kloacznych żarcików o pierdzeniu.

Czepialstwem z mojej strony byłoby powiedzenie, że rysunki Bretta Beana, będące w istocie wierne pracom Younga, są znów takie same. Bo o ile fabuła jest jak twardy cukierek, którego nie da się pogryźć i jego słodycz aż boli, tak wizualnie nadal jest dobrze. Cała ta cukrowa jatka trzyma fason i od czasu do czasu oferuje coś nowego, wzmacniając nawet fabułę. Kłopot  w tym, że Young powoli wchodzi w klimaty rzygająco-pierdzące, a tego nie uratują nawet najlepsze rysunki.

Strona komiksu Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie

Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie to dzieło wspaniałe, jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak upada znakomicie przyjęta początkowo seria. Są pewne historie, które można ciągnąć w nieskończoność, ale bywają takie, które należy zamknąć w rozsądnym momencie bądź dodać do nich coś nowego. Mamy tu przebłyski dawnej pomysłowości Younga, ale są jak ta jedna udana piosenka na albumie dawno wypalonego artysty. Ale kto wie? Może w tej baśni jeszcze pojawi się rycerz na białym koniu, który uratuje serię? I nie zostanie przy tym zmasakrowany przez autora niczym dobre istotki przez Gert…


Okładka komiksu Nienawidzę Baśniowa tom 7: W nędzyczasie

Tytuł oryginalny: I Hate Fairyland vol.7: In the Mean Time
Scenariusz: Skottie Young
Rysunki: Brett Bean
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawca: Non Stop Comics 2026
Liczba stron: 128
Ocena: 55/100  
 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 110.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬