Zagrajmy w to jeszcze raz – Heroes of Might and Magic III (1999)

Podobno popularność gier strategicznych, zwłaszcza strategii turowych, spada w sposób wykładniczy (pozdrawiam Krzysiu). Osobiście – wcale w to nie wierzę. Dlatego, aby nieść oświaty kaganek, a także przypomnieć stare, błogosławione czasy, wezmę dziś na warsztat Heroes of Might and Magic III.

Walecznie niczym William Wallace będę bronił honoru tej produkcji, a także gatunku TBS (ang. turn-based strategy). Niskie poczucie humoru? Jest! Wysyp kolokwializmów? Jest! Nostalgia i tęsknota za dawnymi czasami? Jest! Obiektywizm? Jest! A więc skoro wszystko spakowane – ruszajmy w drogę do Enroth!

fot. ci.memecdn.com

Dość długo borykałem się z myślą o tym jak należycie zrecenzować sławetne Hirołsy. Należycie, a więc tak jak na to zasługują – mówimy tu przecież o grze, która istotnie ukształtowała gamedev następnych lat, zwłaszcza w gatunku strategii turowych. Sam spotkałem się z tym cudem zza oceanu jeszcze w pierwszej klasie podstawówki, będąc pewnego jesiennego, szarego popołudnia w domu kumpla z klasy. On miał już peceta, ja swojego doczekałem się dopiero po komunii, więc jeśli chodzi o gry – można powiedzieć, że byłem opóźniony (a reszty pieniędzy z komunii, cholera, szukam do dziś)…

fot. screen z rozgrywki

Zobacz również: Zagrajmy w to jeszcze raz – Robin Hood Legenda Sherwood

Nadal pamiętam ten dudniący dźwięk galopu wydobywający się ze starych głośników, kiedy kolega kliknął ma mapie, aby bohater udał się we wskazane miejsce. Całość wyświetlana oczywiście na ekranie wielkiego, kineskopowego monitora. Dzisiaj czytamy o czymś takim z uśmiechem politowania rysującym się w kąciku ust – wszakże mamy dziś nowoczesne wyświetlacze, niebotycznie bardziej pojemne dyski, znacznie wydolniejsze procesory, a drobiazgi takie jak pendrive nie mieszczą już w porywach do 512 MB danych a 1024 razy więcej. Ale nie o rozwoju techniki będzie tutaj mowa. Przenieśmy się na moment myślami do tych chwil. Wtedy HoMM III Złota Edycja to była dla mnie istna magia. Coś, co bez reszty mnie pochłonęło, oczarowując w każdym aspekcie. Może zabrzmi to tandetnie, ale Bóg mi świadkiem, że to prawda – nie mogłem się doczekać własnego peceta głównie za sprawą Hirołsów (kiedyś to miało się priorytety!).

fot. www.wog.acidcave.net

Pamiętam, jak tamtego popołudnia u kumpla ze zniecierpliwieniem czekałem tylko na swoją kolejkę, aż będę mógł chociaż chwilę pograć. I ku mojemu zdziwieniu – mimo że, jak to często bywa, pazur czasu wyrył swe piętno na życiorysach i relacjach to Hirołsy pozostały Hirołsami. Nadal Mocnymi i Magicznymi. Pomimo usilnych prób Ubisoftu (mam nadzieję, że nieumyślnych…) pogrzebania jakiejkolwiek znaczącej przyszłości tej serii.

fot. screen z rozgrywki HoMM VI

Jednak bez obaw – w niniejszym tekście nie spotkacie się z tezami, jakoby Metallica skończyła się po Kill Em All, Nixon po Watergate, Kukiz po Piersiach, komunizm po Okrągłym Stole, musztarda po obiedzie, a seria Heroes of Might and Magic po III czy – co najwyżej – V części…
… chociaż dobrze wiemy, że przynajmniej to ostatnie jest akurat prawdą.

fot. screen z rozgrywki

Zobacz również: The Forest – recenzja surwiwalu z kanibalami w tle

Tytuł tej gry zna prawie każdy. Ale co jeśli chodzi o fabułę? Oczywiście możemy grać w wolnej potyczce na wybranej mapie, ale znacznie więcej frajdy sprawia wartka jak na tamte czasy linia fabularna kampanii. W opowieści snutej przez produkcję New World Computing poznajemy historię młodej Królowej Katarzyny, która powraca do spopielonej i zrównanej z ziemią ojczyzny. Jest to trzon całej historii, którą niesie Heroes of Might and Magic III: Odrodzenie Erathii. Ojciec arystokratki, Król Gryphonheart został zabity, a ukochany mąż Roland Ironfist zostaje uznany za zaginionego. Katarzyna, jak na silną i niezależną kobietę przystało, zamiast zajadać się lodami, oglądać seriale i żyć z mnóstwem kotów, zakłada koronę i postanawia zażegnać niebezpieczeństwo ze strony plugastw z podziemi i emisariuszy piekieł. Wkrótce dostrzega, że jest jeszcze jedna siła, która… nie jest raczej optymistycznie nastawiona do odbudowy potęgi i bezpieczeństwa panującego niegdyś w królestwie ludzi. Chodzi tutaj o rezydentów frakcji Nekropolis pod wodzą licznych Rycerzy Śmierci i Nekromantów, którzy mają niecne plany co do zmarłego króla.

fot. screen z wstawki wideo

Odrodzenie Erathii to podstawka, a gra doczekała się dwóch oficjalnych dodatków – Ostrze Armagedonu oraz Cień Śmierci. W dodatkach mamy okazję m. in. poznać przygody elfa Gelu, barbarzyńców Crag Hacka oraz Yoga, dzieje królestwa Katarzyny po wydarzeniach z Odrodzenia Erathii, a także bliżej poznać nikczemnego nekromantę Sandro.  Dostępnych jest także kilka naprawdę dobrze dopracowanych dodatków, stworzonych w pocie czoła przez wiernych fanów nieśmiertelnego tytułu. Na wymienienie zasługuje tutaj In The Wake of Gods oraz Horn of the Abyss, który dodaje stworzoną niemal od zera nową frakcję morskich korsarzy. Pomysłodawcą pierwszego dodatku jest Slava Salnikow, rozwijanie go trwało blisko 7 lat. Dodaje on mnóstwo nowych usprawnień rozgrywki – jednostki zyskują doświadczenie, dzięki któremu mogą otrzymać nowe umiejętności, wprowadzone zostały jednostki ósmego poziomu, a także Emisariusze – jednostki nieofensywne, dające specjalne profity bohaterowi. Należy tu wspomnieć także o możliwości burzenia miast, wznoszenia garnizonu na mapie i ulepszenia infrastruktury na mapie świata i wiele innych. Jeśli zaś chodzi o drugą modyfikację, to oprócz nowej frakcji ulepsza ona część grafiki, naprawia błędy, wprowadza nową jednostkę – leprekauna, zmienia modele bohaterów, a także – uwaga! – umożliwia zmianę zaklęcia w Gildii Magów. Istnieje także nieoficjalne rozszerzenie wprowadzające Niebiańską Kuźnię – frakcję, która miała zostać wprowadzona w Ostrzu Armagedonu, ale ostatecznie deweloperzy uznali, że mieszanie motywów science-fiction z fantasy będzie jak łączenie suszonych śliwek z mlekiem. Ciężko im się dziwić – pojedynek hydry, archanioła i… cyborga-zombie mógłby wywołać u niektórych tylko jedną, słuszną reakcję…

fot. kadry z serialu Doktor Who (2005-obecnie)

Zobacz również: Nowe logo Doctor Who

Co oprócz intrygującej fabuły sprawiło, że HoMM3 jest nadal rozpoznawalną i popularną grą w sercach wielu graczy na całym świecie? Klimat. Wiem – to bardzo zbiorcze pojęcie, dlatego postaram się dokonać jego… rozłożenia na czynniki pierwsze. Muzyka i oprawa dźwiękowa jest wybitna, a to w dużej mierze zasługa Paula Anthony’ego Romero, który czuwał nad oprawą muzyczną produkcji (gęsia skórka podczas słuchania ścieżki dźwiękowej z Nekropolis!).

fot. screen z rozgrywki

Wielu nie powstydziłoby się jego muzycznej wyobraźni, a także i talentu. Jeśli chodzi o subiektywną opinię – znajduje się on dla mnie w tym samym panteonie co Jeremy Soule, Adam Skorupa, zespół Percival Schuttenbach, Akira Yamaoka czy Harry Gregson. Dowodem zasadności tych słów niech będzie wybitna aranżacja polskich muzyków skupionych wokół inicjatywy Heroes Orchestra.

Mały, szary człowiek. Tak podsumowałby go pewnie Adam Ostrowski. Albo też "bardzo dziwny, zaczarowany chłopiec" jak zrobiłby to Nat King Cole. Niepoprawny politycznie obserwator współczesności - świata, kina, książek i gier wideo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?