Bestie na krawędzi – recenzja filmu. Dla pieniędzy zrobią wszystko | Transatlantyk Festival 2020

Jednym z filmów wyświetlanych w konkursie Nowe Kino festiwalu Transatlantyk są Bestie na krawędzi. W sytuacji, kiedy kolejne wielkie produkcje są przekładane, trzeba poszukiwać rozrywki w obiegu festiwalowym. A tak się składa, że ten południowokoreański obraz debiutującego reżysera Kim Yong-hoona nie pozwala się nudzić.

Zdobycie przez Parasite Oscara za najlepszy film zupełnie zmieniło status Korei Południowej na filmowej mapie świata. Pomimo że tamtejsi twórcy od wielu lat proponują ciekawe i oryginalne produkcje, to dopiero Bong Joon-Ho przyciągnął uwagę każdego widza na świecie. Pomyślcie tylko, jak wiele to ułatwia pod względem marketingowym! Teraz wystarczy, że w filmie zupełnie innego, południowokoreańskiego reżysera przy scenografii pracuje ta sama osoba, co przy Parasite – już można przywoływać na plakatach i w materiałach promocyjnych poprzedni, nagradzany na całym świecie tytuł. Warto o tym wspomnieć, bo pokazywane na festiwalu Transatlantyk Bestie na krawędzi w niektórych recenzjach oraz opisach są zestawiane właśnie z obrazem Bonga Joon-Ho. Co ciekawe, oba zostały nagrodzone na tegorocznym festiwalu w Rotterdamie.

Bestie na krawędzi

fot: materiały prasowe

Za Bestie na krawędzi odpowiada Kim Yong-hoon, który napisał scenariusz na podstawie powieści japońskiego pisarza Keisuke Sone. Zadziwiające, że to jego pełnometrażowy debiut, ponieważ potrafi opowiedzieć trudną pod względem narracyjnym, wielowątkową historię w atrakcyjny sposób. Podzielona na sześć rozdziałów mieszanka thrillera i czarnej komedii wiele zawdzięcza Pulp Fiction Quentina Tarantino. Podobnie jak tam, mamy całą galerię wyrazistych, często ekscentrycznych postaci, zaburzoną chronologię, nagłe wybuchy przemocy oraz rozładowujący napięcie humor sytuacyjny. Dla części widzów ilość zwrotów akcji odwracających sytuację do góry nogami będzie pewnie nie do wytrzymania. Jednak przy odrobinie skupienia, jeśli uda nam się nadążyć za akcją, możemy liczyć na prawie dwie godziny misternie skonstruowanej rozrywki.

Zobacz również: Proces Siódemki z Chicago – recenzja filmu. O wojnie w sądzie w ramach filmu

Punkt wyjścia jest ten sam, co w piosence Maryli Rodowicz Krąży, krąży złoty pieniądz. Film rozpoczyna się i kończy ujęciem przenoszonej z miejsca na miejsce torby wypełnionej pieniędzmi. W trakcie rozwoju akcji pragnie ją przechwycić wiele osób, reprezentujących różne grupy społeczne. Celnik, ofiara przemocy domowej, nielegalny imigrant, gangster, wścibski policjant, pracownik sauny w trudnej sytuacji finansowej, właścicielka klubu hostess – i wcale nie wymieniłem wszystkich postaci, których losy przecinają się w tej intrydze. Nie jest to kino stawiające w pierwszej kolejności na realizm, a Kim Yong-hoon rejestruje poczynania bohaterów z entuzjazmem i energią godną Guya Ritchiego, tego z czasów Przekrętu i Porachunków. Kreatywnie ogrywa klisze, a w ledwie naszkicowane charaktery można uwierzyć, bo dostajemy o nich tylko kluczowe informacje zamiast zbędnych. Sposób narracji jest bardzo dygresyjny, uwaga skupia się co 5 minut na innym bohaterze, a historii starczyłoby pewnie na kilka odcinków serialu.

Bestie na krawędzi

fot: materiały prasowe

To kolejny, południowokoreański film imponujący pod względem wizualnym. Po części to na pewno zasługa architektury i designu charakterystycznych dla tego kraju. Wystrój wnętrz jest przemyślany i przyciągający wzrok, niezależnie czy to mieszkanie osób w trudnej sytuacji materialnej, czy też tych społecznie uprzywilejowanych. Typowe dla południowokoreańskich reżyserów jest wyczucie symetrii, dzięki czemu każde ujęcie wydaje się być dokładnie zaplanowane. Muzyka opierająca się na powracających dźwiękach dzwonków chwilami za bardzo wybija się na pierwszy plan, ponieważ napięcie utrzymywałoby się również bez niej. Znakomitę pracę wykonała obsada, w większości poruszająca się w tragikomicznych rejestrach – wyróżnić trzeba szczególnie Jeon Do-yeon i Jung Woo-sunga wcielających się role amoralnych kochanków.

Zobacz również: Nadzieja – recenzja filmu. Diagnoza uczucia | Wiosna Filmów 2020

Owszem, są w Bestiach na krawędzi poruszone różne wątki dotyczące nierówności społecznych. Najbardziej jest to widoczne w rozmowie zwolnionego pracownika sauny z szefem, traktującym go z góry nawet po zakończeniu współpracy. Bardzo dużo tutaj prób wzajemnego wykiwania się, a chciwość jedynie pogłębia egoistyczne zachowania bohaterów. Tak naprawdę kolejne postaci walczą o to, żeby wspiąć się po drabinie społecznej, ale jak łatwo się domyślić – tylko nieliczni to osiągają. Obserwacje społeczne nie stają się dominujące tak jak chociażby we wspomnianym wcześniej Parasite. Są jedynie uzupełnieniem eskapistycznej rozrywki i zabawy konwencją, w którą wciąga nas reżyser.

Bestie na krawędzi

fot: materiały prasowe

W tym świecie do wszystkich postaci idących po trupach do celu finalnie wracają konsekwencje ich działań. Kim Yong-hoon pozostawia nas z pokrzepiającym przekazem, że karma wraca, a los może niespodziewanie oddać to, co wcześniej zabrał. Przyznam szczerze, że wśród twórców z Korei Południowej (skłonnych do makabry i prowokująco-przygnębiających finałów), nie spodziewałem się kogoś, kto będzie w stanie zostawić widza z takim pozytywnym nastawieniem.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?