Pętla – recenzja nowego filmu Patryka Vegi! Antoni Montana

Recenzowanie filmów Patryka Vegi staje się powoli niewygodne.  On sobie kręci cały czas podobnie, a Ty się weź człowieku głów, co by tu napisać nowego, widząc kolejny raz kocioł tych samych elementów, tylko z nieco innymi proporcjami. Raz więcej bluzgów, raz więcej seksu, innym razem reżyser zdecyduje, że trochę bardziej będzie pouczał swoich widzów. Wobec Pętli, którą Vega nazywa swoim pierwszym prawdziwym filmem (jako obowiązkowy element kampanii reklamowej nowego dzieła znowu dokładając deprecjonowanie poprzedniego bądź kilku poprzednich), można więc było oczekiwać choćby minimalnej zmiany. I taka naprawdę minimalna następuje. W nowym filmie twórcy Botoksu jest bowiem motyw odkupienia, jest biblia i jest Kubrick (!). Wszystkiego jednak tylko szczypta w tym samym, co zawsze kotle.

Ruszymy od tego Kubricka, bo i Vega to robi, film rozpoczynając scenką, której nie powstydziłby się twórca Odysei Kosmicznej. Niejednokrotnie, ostatnio również w podcaście Łukasza Muszyńskiego, reżyser wspominał, iż 2001 to jego ulubiony film, więc nie omieszkał oddać mu swój szacunek w Pętli. Metafora początku nowego życia wchodzi tu jednak na starcie i jest tylko dodatkiem do typowego filmu Vegi, chcącym chyba pokazać elokwencje reżysera. W niczym więcej tutaj nie pomaga i nie przystaje do tematu filmu.

fot. materiały prasowe/Kino Świat

Temat tego filmu ma jednak mniej głębi (hehe), bo jest nim niewątpliwie seks. Już w Bad Boyu Vega zaszalał, czyniąc z miłosnych i mniej miłosnych płciowych uniesień najważniejszą walutę, jednak tutaj przebił samego siebie jeszcze trzykrotnie. W tym filmie wszyscy muszą ru***ać, więc ru***ją, a długimi momentami nie dzieje się naprawdę nic więcej. Ot, główny bohater Daniel, zaczyna swój biznes, więc przetestuje wszystkie dziewczyny, co obejrzymy na kilkuminutowym montażu, po czym zmieniają go późniejsi klienci, a ich stosunku są przerywane kolejną scenką wrzucania do sejfu pendrive’a, na którym znajduje się kłopotliwy dla delikwenta film. Zmieniające się twarze oraz dziewczyna z przodu i facet z tyłu to jednak istota tego filmu, jeszcze bardziej niż zawsze.

Fabuła na tych scenach wyraźnie jednak traci, bo żeby oddać czas igraszkom, Vega całą reszte traktuje nieco po macoszemu. Dlatego też, nawet jeśli prawdziwa afera podkarpacka służyła mu za kopalnię informacji, my zobaczyliśmy z jej kulis względnie niewiele, a to, co zostało, było średnio interesujące. Ma się wrażenie, że Patryk zdobył te swoje materiały dużo wcześniej, a teraz wpisał w scenariusz podobną historię, w której jedynie zmienił najważniejszą walutę poczynań bohaterów. A co nią było, to już powiedziałem.

fot. materiały prasowe/Kino Świat

W Pętli, w przeciwieństwie do poprzednich tworów Vegi, reżyser nie kryje już tożsamości głównych bohaterów swej historii. Daniel Śnieżek nie jest więc nazwiskiem wymyślonym przez reżysera w hołdzie dla narkotykowych upodobań głównego bohatera. To realne imię i nazwisko pierwowzoru. Tak samo jak Dawid Kostecki, w którego wciela się Piotr Stramowski. Jest to chyba najlepsza rola tego filmu, nawet pomimu faktu, że niewielka i troszeczkę rozjeżdżająca się z obrazem prawdziwego Cygana. Szkoda, że jest równie pretekstowa, jak cała reszta drugiego planu.

Oprócz nawiązania do Kubricka jest również scena, która przywodzi na myśl horrory w stylu Ring. Tego typu scena jednych zażenuje, inni jednak zobaczą w niej okazję do kolejnej dobrej śmieciowej zabawy, takiej, jaka miała miejsce w przypadku Kobiet mafii 2. Potem jednak Patryk Vega znów pokazuje, że bardziej niż widza szanuje swój biznes. W efekcie dostajemy film, który znowu nie spełnia obietnic reżysera. Nie jest bowiem ani głębszy, ani ciekawszy, ani wart zobaczenia bardziej od poprzednich. Jest po prostu kolejnym filmem Vegi. Takim, którym publika powoli mówi dość.

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytałem inną recenzję tej produkcji i postanowiłem sam sobie wyrobić opinie. W mojej ocenie nie jest jakiś naprawdę zły film. Miał pokazać z bliska aferę podkarpacką i to zrobił całkiem nieźle. Jeżeli natomiast przyjrzymy się bliżej temu filmowi to szybko możemy zobaczyć, że znajduje się w nim wiele głębszych elementów psychologicznych.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?