Sny wędrownych ptaków – recenzja niebanalnego filmu o genezie handlu narkotykami w Kolumbii

Analiza antropologiczna, szekspirowski dramat i gangsterski film sensacyjny. Sny wędrownych ptaków łączą te trzy elementy w niezwykłą, oryginalną całość. Takich produkcji ze świecą szukać w dzisiejszym kinie. Gdyby nasz rodak, słynny antropolog kultury Bronisław Malinowski żył w dzisiejszych czasach, na pewno dałby temu filmowi krótki komentarz: lubię to.

Proszę się nie martwić – twórcy filmu, Ciro Guerra i Cristina Gallego, wcale nie serwują nam nudnego wykładu kulturoznawczego. Wręcz przeciwnie. Sama historia jest na tyle ciekawa, że po chwili zapominamy, że gdzieś pod jej powierzchnią drzemią fascynujące obserwacje. Bo na pierwszym planie mamy początki rodzenia się nielegalnego handlu narkotykami w Kolumbii. Na długo przed tym, jak Pablo Escobar zaczynał budować swoje imperium.

Zobacz również: Chłopiec z burzy – recenzja filmu familijnego o przyjaźni chłopca z pelikanem

Mamy lata 60., kolumbijską prowincję – olbrzymie połacie pustyni zamieszkiwane przez rdzenną ludność Indian Wayúu. Wierna swoim obyczajom i zasadom społeczność celebruje moment wchodzenia w dorosłość Zaidy (Natalia Reyes). Młoda kobieta wykonuje rytualny taniec, ubrana w krwistoczerwoną szatę. Cel to znalezienie partnera. Idealnym kandydatem okazuje się być Rapayet (José Acosta), przystojny, choć biedny mężczyzna. Ta ostania cecha może przekreślić jego szansę, bo nestorka klanu, Úrsula (Carmiña Martínez) daje mu zadanie prawie nie do wykonania. Aby wykupić przyszłą żonę musi zgromadzić odpowiednią ilość pieniędzy, a właściwie kóz i krów. Zdesperowany Rapayet, razem ze swoim przyjacielem, Moisésem (Jhon Narváez) przypadkiem trafiają na żyłę złota w postaci… amerykańskich turystów.

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

W spotkaniu ludu Wayúu z hipisami ze Stanów Zjednoczonych jest komizm i dramat w jednym. Oto biedni poganiacze krów okazuje się dysponują magicznym zielem, które dla gringos jest niczym złote runo. Choć pierwsza transakcja wydaje się niewinna i zdaje się tylko zaspokoić potrzebę obu stron, jest tylko początkiem czegoś większego. Coś, co na zawsze zmieni wszystkich w to zaangażowanych. Jasne, Rapayet zdobędzie ukochaną i stworzy z nią rodzinę. Posiadane pieniądze i kontakty pomogą jego klanowi rozwinąć skrzydła. Úrsula, która początkowo opierała się interesom z obcymi, szybko zmienia zdanie. Ranga jej plemienia rośnie, kiedy w ich życiu pojawia się coraz więcej pieniędzy. Ale chyba nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak niewinne ziele i idący za jego handlem miliardowy interes rozerwą ten świat od środka.

Od pierwszych scen Sny wędrownych ptaków ukazują unikalność zastanego świata. Kultura Indian Wayúu, w której jedną z najważniejszych cech jest wierność obyczajom i odmienność od źle zachowujących się obcych, zostaje wystawiona na próbę. Przenikające do ich świata bogactwo, a wkrótce też przemoc, nie mogą pozostać bez znaczenia. Szefowa klanu, Úrsula, kieruje się jak dawniej wróżbami i omenami, a w każdym wydarzeniu dopatruje się mistycyzmu. Sny i talizmany są dla niej tak samo ważne w modelu biznesowym, co zarabiane pieniądze. Wydawane na Rolexy, karabiny maszynowe czy wspaniałą willę na środku pustkowia. Budynek ten jest tylko jednym z symboli tego, jak bardzo zagubieni są ludzie, którzy utracili kontakt z własnymi korzeniami.

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

W tym podzielonym na pięć rozdziałów filmie, którego akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad dwudziestu lat, nie brakuje dramatów. Są złe decyzje, zawiść, zbrodnia, zdrada. Zaczyna się niczym średniowieczny romans, w którym nad parą bohaterów wisi jakieś fatum, a kończy go strzelanina rodem ze Scarface. A między wierszami możemy doszukać się przenikliwej antropologicznej analizy rozkładu pewnej kultury. Choć historia sama w sobie jest coraz bardziej interesująca, niektóre postacie niestety nikną w oczach. Para głównych bohaterów, Rapayet i Zaida, po wspaniałym wstępie traci impet i ich obecność jest raczej symboliczna.

Zobacz również: Dom, który zbudował Jack – recenzja kontrowersyjnego filmu Larsa Von Triera

Warstwa wizualna Snów wędrownych ptaków jest diametralnie inna od poprzedniego filmu twórców – nominowanego do Oscara W objęciach węża. Piękny monochrom zastąpiony został przez przez żywe, nasycone kolory. Wiele kadrów skomponowano niczym surrealistyczne obrazy, od których nie można oderwać wzroku. Atmosferę buduje też złożona z dziwnych instrumentów ścieżka dźwiękowa, uzupełniona przez odgłosy natury: świszczący wiatr, cykające bez końca cykady, świergotanie ptaków.

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Sny wędrownych ptaków / fot. materiały prasowe

Ci, którzy po Snach wędrownych ptaków spodziewają się nowego Narcos albo Kochając Pabla, nienawidząc Escobara, będą zawiedzeni. Nie jest to film dla widzów szukających łatwych wrażeń i taniej sensacji. Jest to wspaniała wizualnie, fascynująca historia upadku kultury, niszczonej przez przyniesiony z zachodniego świata kapitalizm i niezaspokojoną chęć zysku. Ta tragiczna i gorzka podróż w świat zapomnianych obyczajów ma w sobie piękno i smutek, które trudno otrząsnąć na długo po seansie.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe / Against Gravity

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?