Advertisement

Sonic. Szybki jak błyskawica – Recenzja. Jeż też człowiek!

Grać samemu ze sobą w ping-ponga, a nawet baseballa. Zamiast marnować czas na dojazd do siłowni, jako bieżnię wykorzystywać pralkę. Zaczytywać się w komiksach z Flashem i oglądać u sąsiadów (bez ich wiedzy, ale mniejsza o to) Speed: Niebezpieczna prędkość. Całkiem niezłe życie, nie? Niekoniecznie, jeśli jesteś dotkliwie odczuwającym samotność, antropomorficznym jeżem z kosmosu zmuszonym do ukrywania się na Ziemi. Przed Wami recenzja filmu Sonic. Szybki jak błyskawica!

O filmie Sonic. Szybki jak błyskawica zrobiło się głośno w momencie premiery pierwszego zwiastuna. Wygląd postaci został wtedy bardzo skrytykowany, więc zdecydowano się na dodatkowe prace i zmianę designu. Jak wiadomo, produkcja powstała na podstawie kultowej gry komputerowej, więc trzeba brać pod uwagę oczekiwania fanów. Jestem akurat z tych, którzy w ogóle nie mają sentymentu do postaci Sonica, dlatego nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby wyglądał jak Timon lub Pumba. Potencjalni odbiorcy filmu podnieśli jednak taki alarm, że decydenci ze studia musieli zacząć ze stresu wachlować się kartkami z prognozami finansowymi. Ostatecznie zmiana designu wyszła całemu projektowi na dobre – bohater jest dobrze zaanimowany, budzi sympatię, a jego wielkie oczy upodabniają go do pluszaka.

Sonic recenzja filmu

foto: Paramount Pictures, Sega of America

Sala podczas mojego seansu wypełniona była dzieciakami, żywo reagującymi na każde pojawienie się Sonica i niezbyt wyszukany humor charakterystyczny dla tej postaci. Pomimo tego, że film skierowany jest przede wszystkim do najmłodszych widzów, to i starsi nie powinni narzekać na nudę. Zadbano o satysfakcjonującą ilość popkulturowych nawiązań, wartką akcję i kilka sekwencji, które być może ktoś zapamięta na dłużej. Pamiętacie sceny z Quicksilverem z X-Men: Przeszłość, która nadejdzie i X-Men: Apocalypse? W Sonic. Szybki jak błyskawica czas zwalnia ze dwa razy dokładnie tak samo, a nasz niebieski jeż może zupełnie zmienić oblicze sytuacji. Cieszy szczególnie fragment rozgrywający się w barze, kiedy bohater przearanżowuje klasyczną barową bójkę w rytm utworu BOOM X Ambassadors.

Zobacz również: The Way Back – zwiastun najnowszego filmu z Benem Affleckiem!

Ogólnie w Sonic. Szybki jak błyskawica widzę niewiele zimnej kalkulacji i rubryczek z excela. To całkiem urocze kino familijne o outsiderze ograniczanym przez przymusową samotność, a marzącym o tak wielu rzeczach. Dobrze, że to on znajduje się w centrum opowieści, a ludzie gdzieś na drugim planie. W takich produkcjach problematyczne jest stworzenie chemii między nimi a animowaną postacią. Na szczęście James Marsden i Sonic są lepszym duetem niż Michael Jordan i Królik Bugs w Kosmicznym meczu. Oby tylko Marsden szybko doszedł do siebie po wystąpieniu w filmie, na planie którego musiał udawać, że rozmawia z pączkami i niebieskimi jeżami z kosmosu. Jest jeszcze Jim Carrey jako zły do szpiku kości doktor Robotnik. Wariactwa aktora z lat 90 towarzyszyły dorastaniu millenialsów, także jego obecność ma przypodobać się nie tylko dzieciom, ale być może przywołać również wspomnienia u rodziców. Dla mnie osobiście szaleństwa Carreya już się trochę przeterminowały i nie działają tak jak kiedyś, lecz nie sposób odmówić mu energii i niesamowitego talentu komediowego.

Sonic. Szybki jak błyskawica - Recenzja. Jeż też człowiek!

foto: Paramount Pictures, Sega of America

W kinie familijnym zazwyczaj spotykamy się z młodymi bohaterami lub całą rodziną. Nie chcę wypominać wieku aktorom, ale ciekawym rozwiązaniem jest wybranie bezdzietnej pary w wieku średnim. Dzięki temu uniknięto zużytego do granic możliwości motywu porywania, a potem ratowania dzieci. Zaskakująco mocno zaznaczono wątek lokalności i wierności swoim korzeniom. W filmie urokliwa prowincja przenika się z chaosem wielkiego miasta. W świecie, kiedy pędzimy przed siebie, wpatrzeni w ekrany smartfonów i skupieni na sobie, pojawia się produkcja dla dzieci podkreślająca, że czasem lepiej zastopować. Że warto chwytać życie, ale spełnianie marzeń wcale nie jest najważniejsze. Nawet czarny charakter jest przecież wizjonerem, choć wszystkie jego działania wynikają wyłącznie z egoistycznych pobudek.

Zobacz również: Do wszystkich chłopców: P.S. Wciąż Cię kocham – recenzja kontynuacji niezłej komedii romantycznej Netflixa

Niestety oprócz wspomnianych quicksilverowych fragmentów, sceny akcji są boleśnie generyczne z obowiązkowymi pościgami, chaotycznym skakaniem po lokacjach i siejącymi zniszczenie dronami sterowanymi przez wąsatego Carreya. W wykorzystaniu technologii czarny charakter do złudzenia przypomina Quentina Becka ze Spiderman: Daleko od domu. W filmie dochodzi do zderzenia kolorów niczym w Gwiezdnych wojnach – zło reprezentowane przez czerwień i dobro przez niebieski. Ma to swoje odzwierciedlenie nawet w ubraniach bohaterów. Lepiej nie wychodzić od razu z sali, ponieważ w trakcie napisów końcowych są dodatkowe sceny, które mogą zapowiadać potencjalne sequele. Ten świat daje zresztą twórcom ogromne możliwości, bo Sonic jest właścicielem pierścieni pozwalających na wędrówkę pomiędzy różnymi wymiarami.

Sonic

foto: Paramount Pictures, Sega of America

Przyznaję, rozmarzyłem się, co z takim materiałem mogliby zrobić Matthew Vaughn lub Guy Ritchie. Tylko czy w ich rękach to nadal byłby odpowiedni film dla dzieci? A taki właśnie jest Sonic. Szybki jak błyskawica – bezpieczny, nie odkrywający niczego nowego, ale przyjemny i spełniający się jako rozrywka dla najmłodszych z morałem.

Ilustracja wprowadzenia: Paramount Pictures, Sega of America

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?