Venom – recenzja filmu, który zmarnował potencjał

Produkcja filmu Venom planowana była już od 2016 roku. Od tego czasu do Internetu trafiła masa plotek o tym, jak przedstawiony zostanie jeden z najbardziej charakterystycznych antybohaterów z kart komiksów Marvela. Mówiło się, że film będzie horrorem science fiction, że swoją brutalnością przyćmi Deadpoola. Stanęło jednak na tym, że obraz uzyskał kategorię wiekową PG-13, a krwiożercze monstrum postanowiono przedstawić jako gumową lalkę, którą przypomina filmowy symbiont. Na szczęście kilka rzeczy w Venomie się udało, dlatego też nie zgodzę się z dość surową średnią ocen filmu, która na ten moment w serwisie Metacritic wynosi zaledwie 35/100. Dlaczego produkcja z tak wielkim potencjałem zawodzi fanów? Czy to wina tylko kategorii wiekowej? Zapraszam do lektury!

venom

Fot. Materiały prasowe

Głównym bohaterem filmu jest Eddie Brock (Tom Hardy), dziennikarz śledczy, który próbuje zdemaskować niecne działania firmy Life Foundation, prowadzonej przez naukowca Carltona Drake’a (Riz Ahmed). Próba zdyskredytowania biznesmena kończy się dla Eddiego dość niefortunnie – zostaje wyrzucony z pracy, po czym dostaje kosza od narzeczonej. W wyniku wyrzutów sumienia jednej z pracownic Life Foundation Brock dostaje po czasie możliwość pozyskania dowodów potwierdzających nieetyczne projekty Drake’a. Upadły dziennikarz postanawia dokończyć swoje stare śledztwo, odkrywając, że Life eksperymentuje na ludziach, którzy poddawani są symbiozie z symbiontami znalezionymi w kosmosie. Kiedy jeden z nich – tytułowy Venom – przenika w ciało Brocka. Zaczyna się walka, w której człowiek musi stawić czoła bestii chcącej przejąć nad nim kontrolę.

Największą wadą filmu jest jego dziurawy scenariusz, który co rusz chodzi na skróty. Postać Venoma nie dostała żadnej rozbudowanej genezy – dowiadujemy się tylko tego, że jest jednym z symbiontów z kosmosu, które zniszczą ziemię. Historia nie przedstawia również żadnych motywacji, które kierują bestią… no może poza jej apetytem na ludzkie głowy. Przeszłość Eddiego Brocka też zostaje streszczona do jednej wzmianki o tym, jak zwolniono go z Daily Globe. Kolejnym ogromnym skrótem jest nagła zmiana intencji tytułowego symbionta, który nagle dochodzi do wniosku, że na swojej starej planecie był zwykłym przegrywem, jak Brock na Ziemi, więc jednak stanie w jej obronie.  Największym mankamentem skryptu jest jednak tragicznie napisany złoczyńca. Carlton Drake to bowiem typowa szycha, która swoje niecne zamiary usprawiedliwia dobrem ogółu, rzucając wyświechtane slogany.

Fot. Entertainment Weekly

Fot. Entertainment Weekly/Frank Mast/Sony

Zobacz również: Eminem zmienia się w Venoma w teledysku do utworu z filmu!

Na szczęście jeden z kluczowych, a zarazem i najtrudniejszych do przedstawiona elementów historii udało się stworzyć ciekawie. Chodzi oczywiście o relację między Venomem, a Brockiem, która dobrze balansuje pomiędzy walką z drzemiącą w nim bestią, a jej akceptacją. Jest w niej trochę dramaturgii, jak i humoru, który obfituje w kilka zabawnych gagów. Tu oczywiście aprobata należy się przede wszystkim Tomowi Hardy’emu, który po raz kolejny wykazał się wysokimi zdolnościami aktorskimi. Sceny rozmów Venoma z Brockiem, przedstawienie szaleństwa, jak i bezradności dziennikarza naprawdę robią wrażenie. I chociaż nie jest to występ na miarę Nolanowskiego Bane’a, to bez wątpienia jaśniejszego punktu w filmie niż Hardy nie znajdziemy.

Na samym początku wspomniałem o rozczarowującej decyzji producentów przy wyborze kategorii wiekowej. To bez wątpienia podcięło skrzydła produkcji, która miała potencjał na doskonałą jatkę dla dorosłych. Twórcom udało się jednak w dość sprytny sposób przedstawić brutalność Venoma, który co rusz eliminuje stających mu na drodze ludzi, których ciała zawsze wypadają poza kadr kamery. Może i brakuje tych kilku rozprysków krwi, które dodałyby dramaturgii i podkreśliły brutalność antybohatera, jednak to pocięta historia – a nie przeklęte PG-13 – jest największą bolączką produkcji.

Venom plakat

Fot. Materiały prasowe

Zobacz również: Venom vs. Spider-Man w zabawnym fanowskim wideo!

Na koniec pochwalić wypada dobry soundtrack, fenomenalny głos tytułowego symbionta i wykorzystanie efektów specjalnych. Może i modele postaci symbiontów, które przypominają gumowe lalki z wielkimi zębiskami, powinny wyglądać nieco bardziej creepy. Może i podczas finałowej walki kilka efektów wygląda tak jakby twórcy wzorowali się na niesławnym Venomie ze Spider-Mana 3. Mimo to większość scen pojedynków i pościgów zrealizowanych zostało naprawdę przyzwoicie! Wszystkim czepialskim przypominam ostatni film ze stajni DC Comics – Ligę Sprawiedliwości, w której efekty były o wiele bardziej wątpliwej wartości.

Chociaż filmowy Venom zawiódł moje oczekiwania, to daleki jestem od stwierdzenia, że nie powinien dostać kolejnej szansy. Świetna scena po napisach daje nadzieję na kontynuację z jeszcze większym potencjałem, którego Sony być może tym razem nie zmarnuje.

Ilustracja główna: Materiały prasowe

Redaktor naczelny

Założyciel i właściciel Movies Room. Z wykształcenia prawnik i certyfikowany mediator sądowy . Redaktor naczelny, grafik i account manager. Gustuje w kinie rozrywkowym jak i w filmach, po których psychikę trzeba zbierać z podłogi. Fan Batmana, Dartha Vadera, Geralta z Rivii i innych "bad-assów" popkultury.

Odpowiedzialny za koordynacje zespołu, public relations, marketing oraz publicystykę wszystkich działów.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Siri napisał(a):

Zgadzam się z rec, film nie taki straszny jak go malują

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?