Dawnrunner – recenzja komiksu

Tomasz Drozdowski, 13 maja 2026

Mam absurdalnie wysoką tolerancję wobec historii z udziałem mechów i Kaiju. Zdaję sobie sprawę, że spora część z nich to opowiastki stworzone wyłącznie dla ukazania wielkiego bitewnego widowiska do popcornu, ale i tak mi się to podoba. Gdy tylko więc usłyszałem o komiksie Dawnrunner, byłem ciekaw w którą stronę pójdą twórcy. Gargantuiczne show, czy może coś więcej? Wszak Ram V nie słynie z pustych fabułek, a rysunki Evana Cagle’a potrafią zachwycić artyzmem. Ale czy nawet wielkim nie zdarza się wpadka?

Strona komiksu Dawnrunner

Ludzkość walczy z wielkimi bestiami z innego wymiaru i gdy już zdaje się być na skraju zagłady, pojawia się koncepcja nieprzekraczalnego muru – bariery mającej oddzielić miejsce pojawiania się Kaiju od reszty świata. I to działa na tyle dobrze, że możni wpadają na pomysł jak spieniężyć taką sytuację i jednocześnie pozbywać się nadmiernej liczby międzywymiarowych gości. Mianowicie powstaje show z udziałem mechów, które nie dość, że utylizują co trzeba, to zarabiają mamonę godną tuzów branży rozrywkowych. Jedną z dżokejek prowadzących mechy jest Anita Marr.

Marr cieszy się pozycją liderki w mechowych rankingach. Aby produkt lepiej się sprzedawał, roboty nazwano Żelaznymi Królami i trudno nie zauważyć, że gdzieś zagubiło się poczucie zagrożenia ludzkości, a włączył turbo-konsumpcyjny tryb rozrywkowy. Bohaterka bierze udział w całej tej szopce z powodu ciężkiej choroby córki, a przełom w jej życiu, jak i całej branży, przychodzi wraz z premierą tytułowego Dawnrunnera: mecha wykorzystującego unikalną technologię, pozwalającą dżokejowi jeszcze lepiej się z nim zespolić. Co ma swoje konsekwencje.

Strona komiksu Dawnrunner

Jeśli miałbym umieścić Dawnrunnera na skali podobnych historii, byłby w pół drogi między Pacific Rim i Evangelionem. Ten sam rozmach i rozrywkowe widowisko co w filmie Guillermo del Toro i nawet Kaiju wyglądały jak z tego samego świata. Z kolei głębia, kwestia psychicznego połączenia z mechem i dramaturgia przywołują na myśl dzieło Hideakiego Anno. Ram V znajduje złoty środek pomiędzy obiema wizjami, ale wprowadza też własne elementy. To nie popkulturowa sklejka sławnych tytułów, a nowa melodia w ramach tego samego gatunku.

Evan Cagle tworzy wizję świata przyszłości, który igra ze swoją niedoszłą zagładą. Kaiju wydają się bardziej zwierzaczkami na arenie niż chodzącym armagedonem, a Żelaznym Królom i ich dżokejom bliżej do wizerunku zawodników sportów ekstremalnych niż obrońców ludzkości. Komercyjna otoczka z czasem ustępuje wewnętrznemu rozbiciu Anity i retrospekcjom z życia innego bohatera. Nie było to łatwe do ujęcia, ale Cagle płynnie przechodzi z różnych wymiarów akcji, a samo bitewne mięcho ma posmak kultowych tytułów spod znaku mechów i potworów.

Strona komiksu Dawnrunner

Dawnrunner to kolejna mocna pozycja w twórczości Rama V, który ze znanych barw tworzy własny obraz. Nie jest to dzieło rewolucyjne dla gatunku, ale wyciąga z niego to, co najlepsze, oferując przy tym angażującą rozrywkę bez niepokojącego echa. Gładkości i plastyczności narracji nadają rysunki Cagle’a, gdzie obok brutalnych starć w rozmiarze 100 XXL występują pejzaże naznaczone osobistymi tragediami. Komiks idealny dla osób zmęczonych robocim widowiskiem bez głębi, ale jeszcze niegotowych na zanurkowanie w głębię serii Anno i jemu podobnych.


Okładka komiksu Dawnrunner

Tytuł oryginalny: Dawnrunner
Scenariusz: Ram V
Rysunki: Evan Cagle
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawca: Lost In Time 2026
Liczba stron: 168
Ocena: 85/100  

 

Tomasz Drozdowski

Dziennikarz, felietonista. Miłośnik klasyki SF, komiksów i muzyki minionych bezpowrotnie dekad.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

moviesroom.pl

Jest Was już ponad 100.000! Obserwuj największy profil z ciekawostkami filmowymi. Zapraszają Tom Rewers i redakcja MR🎬