Poznajmy się od growej strony #4 – Łukasz Kołakowski

Filmowe oblicze redaktor Łukasz Kołakowski już ujawnił (jak nie pamiętacie to TU), ale gdy koledzy wpadli na pomysł zrobienia podobnych topek, tylko w growych tematach, w mojej głowie również zapaliło się zielone światło. Może tak zagorzałym graczem jak jeszcze parę lat temu już nie jestem, ale trochę w życiu tych gier było, także i tę topkę jest z czego wybrać. Wiele z tych gier wpadło do mojego Panteonu zanim popkulturową pałeczkę w mym życiu przejęły filmy, kilka jest związanych z innymi pasjami, ale wyszła mi z tego całkiem zróżnicowana lista. Żeby nie przedłużać, wymieniajmy. Wszelka kolejność przypadkowa:


Zobacz również:

Poznajmy się od growej strony #1 — Jan Tracz

Poznajmy się od growej strony #2 — Krzysztof Wdowik

Poznajmy się od growej strony #3 — Paweł Gościniak

Ulubieni bohaterowie gier redakcji Movies Room


Seria Football manager

fot. Screen z Football Managera

Zacznijmy od serii, na którą poszło najwięcej czasu mojego już prawie ćwierćwiecznego życia. I będzie to zwycięstwo przez coś więcej niż nokaut, ponieważ pozostały tytuły z listy do tylu godzin pewnie nie dotarłyby, gdyby je wszystkie zsumować. Kłamią Was w statystykach, że najlepszym strzelcem w historii Premier League jest Alan Shearer? A nieprawda, bo już dawno gościa łyknął nie kto inny jak Jermain Defoe. Tottenham w 2012 roku miał ogromną okazję na pierwszy od czasów prehistorycznych tytuł mistrza Anglii, jednak w ostatniej kolejce uległ 0-2 City i spadł aż na 4. miejsce? Spokojnie, odbili to sobie sensacyjnym zdobyciem Ligi Mistrzów rok później. Doścignięcie Dynama Kijów i Szachatara Donieck lokalnym rywalem tych drugich, Metałurhiem? Ależ proszę bardzo. No i mnóstwo innych historii, z około dziesięciu części, z jakimi miałem kontakt, jeśli chodzi o tę serię. Cholerstwo uzależnia i to bardzo!

 

Seria FIFA

fot. EA Sports

Jak już jedziemy z piłką, to dojedźmy do końca, aby zająć się rzeczami poważnymi. Zastanawiałem się, czy w rankingu tym nie umieścić przypadkiem PESa, a właściwie dwóch jego części, czwartej i szóstej, które w hierarchii moich ulubionych piłkarskich gier znajdowałyby się bardzo wysoko. Jednak wtedy przypomniałem sobie, że przecież w FIFĘ to tłukłem godzinami i to już w edycje 98 czy 2000, gdy jeszcze palców u rąk starczyło, by policzyć lata swego życia. A odkąd zaopatrzyłem się w PS3 i edycję 09, już jej raczej nie zdradzam. I do tej pory zawsze jak ktoś rzuci wyzwanie, chętnie podejmę rękawicę. Nawet jeśli koniec końców okaże się dużo lepszy.

 

Company of Heroes: Kompania braci

fot. screen z Company of Heroes

Była w młodości faza na filmy wojenne, znalazła się też faza na gry. I wtedy trafiłem na D-Day, wraz z pewną kompanią aliantów. I była to miłość od pierwszego lądowania na plaży Omaha. Do tej pory nie kojarzę jakiegokolwiek RTSa, który mógłby się równać z CoHem. Kapitalna kampania (a potem nawet 6 kampanii, gdy wyszły dodatki), rewelacyjny online, znakomite potyczki, znakomite wszystko. Tu nie było zbioru armii i lagi jak w innych tego typu produkcjach, tu była ciągła walka o zasoby i dynamiczna rozgrywka z użyciem mega zróżnicowanych armii. Kilka misji z mojej z operacji Market Garden czy obronę Carentan pamiętam doskonale. A medal na wzgórzu 192 to do dziś ogromne osiągnięcie!

 

Uncharted 2: Among Thieves

fot. screen z Uncharted 2: Among Thieves

Chwalę się zawsze w towarzystwie tym, że jarałem się Grą o tron i Uncharted, zanim było to modne. Grą o tron już się nie jaram, bo produkt to przehype’owany niemiłosiernie, jednak faktem jest iż oglądałem od oficjalnej premiery HBO. I tak samo jarałem się już pierwszą częścią Uncharted. Indianajonesowe klimaty zawsze w grach były moimi oczkiem w głowie, dlatego Nathan Drake i jego historia zaciekawił mnie od pierwszych informacji. Mama kpiła PS3, przeszedłem jedynkę, nie zawiodłem się i zacząłem czekać na sequel. To był najbardziej oczekiwany tytuł w moim życiu, bez wątpienia. Nie zawiódł, bo dwójka to w dalszym ciągu zdecydowanie najlepsza część tej serii. Fabularnie, pod względem napakowania akcją, a także dzięki bardzo przyjemnemu multikowi. No i przez to niezapomniane intro…

Quake III: Arena

fot. screen z Quake III: Arena

A Wy, w co tłukliście na lekcjach informatyki w gimnazjum? No my w Quake’a i tylko w Quake’a. Bo Quake był prosty, szybki i megasatysfakcjonujący. Potem ten Live, najpierw w przeglądarce, następnie na Steamie i grało się dalej. Wciąż pamiętam mapy, wciąż pamiętam bronie i wciąż pewnie bawiłbym się świetnie, gdyby jakiś kłejkopodobny tytuł odpalić. With my Big F***in Gun!

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?